Pościg i strzały za smarkaczami

Oj, dumni ze swoich pociech są teraz ich rodzice. Uczniowie z podstawówki i liceum też chcieli poszaleć na parkingu Vendo Parku. Jeden ukradł ojcu auto i w pięciu ruszyli nocą, popisać się przed kumplami. Skończyło się na pościgu, próbie przejechania policjanta i strzałach w kierunku uciekinierów. Do fanów „zlotów” i „rajdów” nie docierają jednak żadne argumenty. Policja mówi: DOŚĆ.


W przedostatnim wydaniu pisaliśmy o uciążliwych „zlotach” samochodowych młodziaków na parkingu Vendo. Na odpowiedź wywołanych do tablicy nie trzeba było długo czekać. W internecie od razu dali upust emocjom, a do redakcji posypały się wiadomości od „ludzi z zajawką”, jak określają siebie uporczywie zagłuszający spokój mieszkańców os. Bazylany i Kościuszki.

To przykre, bo widać, że w dzisiejszych czasach skruchy młodzież już nie posiada. Jedyne, co mają do powiedzenia poza wulgaryzmami, to roszczeniowe „dajcie nam tor, to przestaniemy” czy „niech miasto wybuduje nam parking”. Bo przecież każdemu dziś wszystko należy się za darmo od innych… I nieważne, że uczestnicy tych zlotów niszczą mienie najemców Vendo i inwestora; nie dają spać ludziom i notorycznie zagłuszają ciszę; stwarzają zagrożenie, wyjeżdżając na al. 3 Maja.

Bezmyślni młodzi kierowcy narażają siebie i innych, a ich głupota mobilizuje później wszystkie służby ratunkowe. Pamiętamy przecież tragiczny wypadek w kwietniu 2016 roku, kiedy to rozpędzone auto poleciało z impetem na stojący przy drodze betonowy słup oświetleniowy. Siła uderzenia była tak duża, że samochód złożył się w pół. Strażacy wyciągnęli zwłoki młodego kierowcy i ciała rannych pasażerów. Ale czy do dzisiejszych fanów wyścigów i driftu coś dociera?

– To, co się działo w niedzielę, to był istny koszmar – mówi mieszkaniec pobliskiego osiedla.

Rozjuszeni „ludzie z zajawką” w ostatnią niedzielę lipca dali popis swoich możliwości. Kilkadziesiąt aut i warczący cross doprowadzał próbujących spać chełmian do szewskiej pasji. – Policja stała, a tamci jeździli – i po parkingu, i po 3 Maja. Radiowóz stał obok Pepco, a gówniarz jechał i uderzył w próg zwalniający. To był olbrzymi huk, ale ze strony policji zero reakcji. Do godziny pierwszej w nocy tak szaleli – opowiada Czytelnik.

Policja cały czas tłumaczy, że nie może karać za stanie czy jazdę po parkingu, nie może też młodziaków wyrzucić z miejsca publicznego. Niedzielny zlot zabezpieczali, a w jego trakcie ukarali mandatami 4 kierowców (w większości chodziło o zły stan techniczny pojazdów).

– Od godziny dwudziestej do pierwszej w nocy prawie cały czas otrzymywaliśmy zgłoszenia od mieszkańców. Dla nas to wystarczający argument, by wystąpić do zarządcy o zmianę organizacji ruchu. Wówczas mielibyśmy narzędzie do karania za popełniane wykroczenia – tłumaczy podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

Pismo ma zostać wysłane w najbliższych dniach. A ostatnie wydarzenia zapewne przyspieszą reakcję mundurowych. W czwartek (1 sierpnia) patrol chełmskiej drogówki kręcił się wokół parkingu (znudzona młodzież co noc spotyka się teraz, w wakacje, przed Vendo).

– Po godzinie 23 policjanci zwrócili uwagę na samochód marki Saab, który wyjeżdżał z parkingu. Auto posiadało nieprawidłowe oświetlenie. Gdy dali sygnał do zatrzymania się, kierowca nie reagował i jechał dalej – informuje podkom. Ewa Czyż.

Kierowca dodał gazu i zaczął uciekać przed radiowozem, a mundurowi ruszyli za nim w pogoń. W międzyczasie wezwali do pomocy wsparcie. Gdy kierowca saaba wjechał na parking serwisu samochodowego przy ul. Hrubieszowskiej, zablokowali mu wyjazd i wysiedli z radiowozów. Policjanci szli w stronę zbiega. Ten wcisnął gaz i ruszył do przodu, prosto na policjanta. W obronie własnej funkcjonariusz wyciągnął broń i oddał kilka strzałów w kierunku saaba. Kierowca odbił w bok, uszkadzając oba radiowozy, po czym uciekł rozbitym autem z parkingu w stronę lasu. Porzucił auto nieopodal Nadleśnictwa Chełm. Policjanci znaleźli je puste i po numerach rejestracyjnych namierzyli kierowcę.

Okazało się, że uczestnikiem czwartkowego zlotu na parkingu Vendo, który próbował przejechać policjanta na służbie, był… 16-letni chłopak. W aucie razem z nim podróżowali jego czterej koledzy w wieku od 13 lat! Nietęgie miny mieli ich rodzice, gdy uzbrojeni policjanci nocą dobijali się do ich domów w poszukiwaniu smarkaczy. Ranek spędzili z rodzicami na przesłuchaniach w komendzie.

Niedoszłym zabójcą policjanta zajmie się sąd rodzinny, bo chłopak jest nieletni. Za to policjant będzie się musiał zmierzyć z prawnym absurdem i tłumaczyć przed prokuratorem, czy aby na pewno w obronie życia musiał wyciągać broń służbową… (pc)