Powrót Brygady?

W ubiegły piątek na Placu Litewskim odbyła się uroczystość przekazania batalionowi dowodzenia Wielonarodowej Brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej w Lublinie sztandaru, ufundowanego przez społeczeństwo regionu i nadanego jednostce przez prezydenta RP

Jeszcze nie powstała, a już została zaatakowana. Na razie przez różnych ekspertów wojskowych, którzy pokłócili się a o sensowność tworzenia lub odbudowy kolejnej dywizji SZRP, o jej lokalizację, status, skład i zakładane zadania.
Dla Lublina to o tyle ważne, że może oznaczać powrót do naszego miasta „pełnowymiarowego” wojska, a nie operetkowej gry sztabowo-politycznej, jaką jest obecnie tak zwany Litpolukrbrig.

Trzeba było nie niszczyć…

Worek spekulacji otworzył minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, zapowiadając, że zdolności operacyjne Sił Zbrojnych RP zostaną zwiększone do czterech dywizji zmechanizowanych, przy czym nowa jednostka działałaby na obszarze Warszawa-Lublin-Rzeszów z udziałem istniejących brygad (w tym zwłaszcza 21 Brygady Strzelców Podhalańskich, stanowiącej zaplecze obrony granicy polsko-ukraińskiej). Dla nowego zgrupowania konieczne jest jednak odtworzenie zlikwidowanej w 2011 r. 3 Brygady Zmechanizowanej z Lublina.

Przeciw zdążyli się już wypowiedzieć niektórzy prominentni byli dowódcy Wojska Polskiego – były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych generał Stanisław Różański oraz były dowódca jednostki specjalnej GROM generał Romana Polko. Ich zdaniem przyjęty obecnie kierunek rozwoju armii jest błędny i niecelowy priorytetem powinno bowiem być nie zwiększanie jej liczebności, ale dalsze dosprzętowienie. Odmienny pogląd wyraził były minister obrony narodowej, prof. dr hab. Romuald Szeremietiew, podnosząc, iż „harce organizacyjne, rozwiązywanie i odtwarzanie dywizji, brygad musiało dużo kosztować. Biorąc zaś pod uwagę, że żadnej dywizji nie udało się odtworzyć, a nawet dodatkowo zlikwidowano jeszcze dwie istniejące, wniosek jest oczywisty – MON zmarnowało ogromne pieniądze, nie zyskując żadnego korzystnego dla stanu naszej obronności efektu. Musi zastanawiać fakt, że mimo ogołocenia Polski wschodniej z wojska, kolejnym rządom do dziś nie udało się tam odbudować niezbędnych związków taktycznych”.

Nie stać nas, ale spróbujemy?

Z kolei były dowódca Wojsk Lądowych, gen. Waldemar Skrzypczak, stwierdził wręcz, że krok ministra Błaszczaka jest niewystarczający, bowiem Polsce potrzebne są nie trzy i nie cztery, ale wręcz pięć dywizji – w tym jedna ciężka, na odcinku brzesko-mazowieckim, flankowana przez lżejsze jednostki, zlokalizowane m.in. na Lubelszczyźnie. Gen. Skrzypczak przyznaje jednak przy tym, że po pierwsze: Polski nie stać obecnie na tak rozbudowane Siły Zbrojne, a po drugie – ich ewentualna zdolność oporu przed hipotetyczną agresją i tak wahałaby się między 3 a 8 dniami w wariancie bardziej optymistycznym (byłaby więc krótsza niż wojna obronna Polski w 1939 r.).

Szczegóły w wojsku nieważne?

Dodatkowym problemem jest także los „brygady Litewsko-Polsko-Ukraińskiej”, czyli szumnie, co jakiś czas przypominanego przez polityków, ale poza tym zupełnie fikcyjnego związku taktycznego, również formalnie zlokalizowanego w Lublinie. Poza zapewnianiem łatwych etatów garstce oficerów trzech państw – Litpolukrbrig organizuje przy stolikach „gry sztabowe” i wita polityków, chcących poudawać dawnych hetmanów. Co dalej z tym nieudanym eksperymentem, gdy do Lublina wróci prawdziwe wojsko – nie wiadomo. Brak jest też jakichkolwiek szczegółów technicznych czy koncepcji odtworzenia rozdanej w ostatnich latach infrastruktury powojskowej na terenie miasta i regionu.

O ile więc, wbrew opiniom sceptyków, można założyć, że decyzja o odtworzeniu brygady faktycznie zapadnie, to do jej realizacji może jeszcze upłynąć wiele czasu. Tak jak sądzono, że wiele czasu zostało Polsce w 1939 roku… TAK