Pracują w mrozie

Pracownicy chełmskiej hurtowni skarżą się na brak ogrzewania w hali. Przy minusowych temperaturach muszą marznąć w kurtkach i czapkach. Firma nie ma sobie nic do zarzucenia.

Pracownicy hurtowni warzyw i owoców przy ul. Chemicznej w Chełmie proszą o interwencję. Uważają, że ich prawa są łamane – nie tylko na dworze, ale i w miejscu, gdzie pracują, panują siarczyste mrozy. – W środku panuje temperatura -2 stopni Celsjusza, a nikt się tym nie interesuje. Były rozmowy z szefostwem, ale nic to nie dało. Żaden z pracowników nie chce się też za bardzo wychylać, bo boi się, że straci pracę. Zresztą tak samo wygląda teraz sytuacja w innych zakładach przy Chemicznej. Nigdzie nie ma ogrzewania – opowiada mężczyzna, który – jak twierdzi – zna kulisy pracy w hurtowni.
Minimalną temperaturę w miejscach pracy określa rozporządzenie w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy. Wynika z niego, że pracownicy zatrudnieni np. w halach produkcyjnych powinni mieć zapewnioną temperaturę nie niższą niż 14 stopni C (chyba że względy technologiczne na to nie pozwalają, np. praca w chłodni). Sprawdziliśmy, jak to wygląda w chełmskiej hurtowni owoców. Faktycznie, w środku panuje chłód, a ogrzewania brak. Ludzie pracują w kurtkach i czapkach.
– Zimą wstawiamy do środka piecyki gazowe, ale teraz nie było takiej potrzeby – odpowiada Anna Kołtuniuk, pełnomocnik właściciela firmy.
Jak podaje kobieta, w hurtowni pracuje 30 osób (2 magazynierów będących na stałe w hali, a reszta to kierowcy, pojawiający się jedynie na chwilę – w tę i z powrotem – po towar) od godz. 5-13. – Nie wiem, jaka dokładnie temperatura panuje w środku, ale nikt się do nas nie skarżył na mrozy – dodaje.
Według szefostwa to były pracownik mści się na nich. Mężczyzna, któremu przed świętami Bożego Narodzenia odmówiono urlopu, przyniósł wypowiedzenie. Później miał zabrać papier, chcąc dalej pracować. Tyle że na jego miejsce zatrudniono już kolejną osobę. (pc)