Prezydent obroniony, opozycja przestraszona

Koalicja radnych PO i klubu Wspólny Lublin obroniła prezydenta miasta, odrzucając wniosek CBA o wygaszenie mandatu Krzysztofowi Żukowi. Przed nadzwyczajną sesją, zwołaną w tej sprawie na ubiegły poniedziałek, przed ratuszem zebrały się tłumy lublinian, którzy wyrażali poparcie dla włodarza naszego miasta. Zwolennicy Krzysztofa Żuka zdominowali również obrady rady miasta. To jednak nie kończy sprawy. Teraz wygaszenie mandatu prezydenta może zarządzić wojewoda. Czy się na to zdecyduje okaże się na dniach.
Sala obrad tego dnia pękała w szwach. Ci, którzy nie zmieścili się w ratuszu, manifestowali poparcie dla Krzysztofa Żuka pod ratuszem, oglądając relację z sesji na telebimie. Wśród ponad tysiąca lublinian, którzy odpowiedzieli na ogłaszaną w Internecie akcję #Murem za Żukiem, pod ratuszem i na sali obrad demonstrowali przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego, Lubelskiego Forum Pracodawców, kupcy, seniorzy, działkowcy.
– Nie głosujemy nad rozwojem miasta i nad tym, czy Krzysztof Żuk jest dobrym, czy złym prezydentem. Podstawą jest wniosek CBA dotyczący wygaśnięcia mandatu z powodu naruszenia przez prezydenta przepisów ustawy antykorupcyjnej poprzez zasiadanie w radzie nadzorczej spółki PZU Życie – prezentował na sesji stanowisko opozycyjnego klubu PiS jego przewodniczący, radny Tomasz Pitucha.
Na wniosek przewodniczącego rady miasta Piotra Kowalczyka przeprowadzono głosowanie imienne. Zgodnie z przewidywaniami szesnastka radnych koalicji PO-Wspólny Lublin odrzuciła w imieniu rady wniosek CBA o wygaśnięciu mandatu prezydenta Krzysztofa Żuka, a piętnastka radnych PiS była odmiennego zdania. Wynik głosowania został entuzjastycznie przyjęty przez zgromadzonych przed ratuszem tłum zwolenników prezydenta.

Uchwała o braku podstaw

Nie było to jedyne głosowanie na tej sesji. Na wniosek przewodniczącego Piotra Kowalczyka rada głosami rajców PO-Wspólny Lublin przyjęła również uchwałę, że brak jest podstaw do wygaszenia mandatu prezydenta Krzysztofa Żuka. Uchwała ma utrudnić wojewodzie ewentualne podjęcie zarządzenia zastępczego o wygaszeniu wbrew uchwale rady mandatu prezydenta Lublina.
– Dziękuję radnym i wam, że tu jesteście. Razem tworzymy drużynę Lublina. Takiego wzruszenia dawno we mnie nie było. Warszawska polityka próbuje nas dopaść, ale nie damy się – komentował tuż po sesji prezydent Krzysztof Żuk.

Po sesji do prokuratury

Emocje nie opadły wraz z zakończeniem głosowania. Radni PiS poczuli się obrażeni i przestraszeni przez zgromadzonych na sali obrad zwolenników prezydenta, którzy pod adresem opozycji mieli wykrzykiwać: „krętacze”, „kłamcy”, „oszuści” itp.
– Byliśmy nieprzygotowani na taki poziom agresji – oznajmił po nadzwyczajnej sesji rady miasta Tomasz Pitucha, szef klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości, zapowiadając złożenie w tej sprawie wniosku do prokuratury. – Nie dawaliśmy podstaw do jej pokazywania w stosunku do radnych PiS. To przykład jednego z najgorszych momentów w historii polskiej samorządności. Okrzyki te stanowiły bezprawne groźby zmierzające do wywarcia wpływu na czynności urzędowe rady miasta – argumentował radny Pitucha, domagając się ścigania autorów ubliżających radnym opozycji haseł.
Przewodniczący klubu radnych PiS zawiadomił również policję w związku z groźbami, jakie miał otrzymać na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych w Internecie.

Przewodniczący podgrzewał?

Radni opozycji mają także zastrzeżenia do zachowania się podczas sesji przewodniczącego rady miasta Piotra Kowalczyka (WL). Ich zdaniem, zamiast uspokajać atmosferę na sali obrad, celowo dopuszczał do eskalacji emocji i agresywnych zachowań wobec radnych PiS. – Nie zgadzamy się, by takie sytuacje miały miejsce. Nie obraziliśmy prezydenta. Takich standardów stosować nie będziemy – dodaje radny Zbigniew Ławniczak (PiS).
Przewodniczący Kowalczyk dziwi się takim zarzutom. – Miałem wyprowadzić publiczność? Czy ktoś słyszał o wyprowadzaniu mieszkańców z sali obrad w historii polskiej samorządności? Nie bardzo to sobie wyobrażam – mówi Piotr Kowalczyk.
Jego zdaniem radni klubu PiS mieli możliwość zgłoszenia wniosku formalnego o przerwę, która uspokoiłaby nastroje na sali. – Nie skorzystali z tej możliwości – dodaje Kowalczyk. BCH