Prokurator uważa inaczej

Piotr Kowalczyk, były przewodniczący Rady Miasta Lublin i trójka lubelskich przedsiębiorców: Adam M., Maciej S. i Mariusz P. zasiądzie na ławie oskarżonych. Prokuratura zarzuca im powoływanie się na wpływy w urzędach, w tym w lubelskim Ratuszu, i żądanie w zamian za załatwienie pozwolenia na budowę wieżowca mieszkalno-biurowego przy ulicy Zana w Lublinie korzyści majątkowej w wysokości miliona złotych. Kowalczyk, Adam M. i Mariusz P. nie przyznają się do stawianych zarzutów. Maciej S. chce dobrowolnie poddać się karze.

Sprawa jest wynikiem prowokacji przygotowanej przez CBA. Jak wynika z aktu oskarżenia, do którego dotarł „Dziennik Wschodni”, zaczęła się od spotkania w lipcu 2019 roku funkcjonariusza CBA, podającego się za słowackiego przedsiębiorcę zainteresowanego zakupem działki przy ul. Zana w Lublinie i postawieniem na niej budynku mieszkalno-usługowego, z Maciejem Sz. i Mariuszem P. Przedsiębiorcy mieli zapewnić, że są w stanie załatwić sprawę wskazując m.in. na znajomość z prezydentem Lublina i wojewodą, który miał być kuzynem jednego z nich.

Podczas kolejnego ze spotkań – według ustaleń Dziennika – przyszły „inwestor” miał usłyszeć od Macieja Sz., by ten zarezerwował 1 mln zł, na tzw. „sponsoring dla ludzi” potrzebny przy uzyskaniu pozwolenia na budowę. Kwota miała być przekazana Adamowi M., architektowi prowadzącemu z Piotrem Kowalczykiem biuro projektowe. Jakiś czas później, w październiku 2019 r., miało dojść do spotkania w urzędzie miasta, w którym oprócz „słowackiego biznesmena” uczestniczyli nieznany mu wcześniej osobiście Kowalczyk, Adam M., prezydent Krzysztof Żuk oraz dyrektor wydziału architektury.

Podczas rozmowy urzędniczka miała poinformować inwestora, że wybudowanie wieżowca w tym miejscu o wysokości 55 pięter, o jakim myśli inwestor jest możliwe, a Kowalczyk – jak podaje Dziennik – miał się zobowiązać do „marketingowego ograniczenia sprzeciwu lokalnej społeczności”.

Miesiąc później, w listopadzie, miało dojść do kolejnego spotkania, w którym uczestniczyli „inwestor”, Piotr Kowalczyk i Adam M. „Słowacki biznesmen” miał usłyszeć na nim, że „projekt będzie trudny do zrealizowania i jeżeli ma się udać, to tylko dzięki nim, a na koniec Kowalczyk miał stwierdzić, że „Stawki za usługę ujęte w przygotowywanej umowie są dobrze przemyślane i nie podlegają negocjacjom”. Na podpisanie umowy umówili się 3 grudnia i właśnie wtedy wszyscy zostali zatrzymani przez CBA.

Piotr Kowalczyk od początku zapewniał, że jest niewinny, nigdy nie przyjął i nie żądał żadnej korzyści majątkowej, a umowę ze słowackim inwestorem, który okazał się być podstawionym agentem CBA, zawarłem w dobrej wierze, jako przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą w zakresie usług projektowania.

W umowie tej zobowiązał się do wykonania wszelkiej dokumentacji technicznej umożliwiającej przeprowadzenie inwestycji, w tym uzyskania pozwolenia na budowę, a za swoją pracę miał otrzymać umówione wynagrodzenie, które było opodatkowane podatkiem dochodowym i podatkiem VAT.

– Każde biuro projektowe w naszym kraju i na całym świecie postępuje w analogiczny sposób – podkreślał Kowalczyk i przekonywał, że padł ofiarą politycznej zemsty, za to, że kilka lat wcześniej odszedł wraz z kilkoma radnymi z klubu PiS. Zapewniał w ten sposób większość w radzie prezydentowi Żukowi, z którym współpracował również w kolejnej kadencji, a w ostatnich latach angażował się w wyborach po stronie opozycji. Kowalczyk dalej podtrzymuje, że jest niewinny.

W oświadczeniu przekazanym mediom w ubiegłym tygodniu zapewnia, że Maciej Sz. Składając propozycję korupcyjną podstawionemu funkcjonariuszowi CBA, nie działał w jego imieniu, ani za wiedzą. – Nigdy ze mną ani z żadną inną osobą, która miałaby ze mną to ustalić lub mi przekazać o tym nie rozmawiał – pisze w oświadczeniu Kowalczyk i wskazuje, że w sprawie pojawił się dopiero na przełomie września i października 2019 roku. Wtedy to będący jego wspólnikiem Adam M. miał go zapytać, czy przyjmą zlecenie projektowania wspomnianego budynku.

– To miało być zwykłe zlecenie, ale z uwagi na charakter zabudowy wysokościowej bardzo trudne i wymagające ogromnego nakładu pracy, stąd ustalone w umowie wynagrodzenie było wysokie, ale nieodbiegające od rynkowych realiów. – Nigdy nie żądałem od nikogo, ani z nikim nie ustalałem, nie oczekiwałem i nie potwierdzałem żadnej nielegalnej korzyści za przyjęte zlecenie – czytamy w oświadczeniu.

Były przewodniczący rady miasta zapewnia również, że sformułowanie ujęte w akcie oskarżenia m.in. to o „marketingowym ograniczenia sprzeciwu lokalnej społeczności” padło w zupełnie innym kontekście, niż przyjęła prokuratura, a z Maciejem Sz. i Mariuszem P. nie utrzymuje kontaktu od kilku lat.

– I taki stan faktów – stwierdza Kowalczyk – wyłania się z całości materiałów, którymi dysponują śledczy, sam zaś akt oskarżenia nazywa subiektywną wizją i wersją zdarzeń prokuratury.

Do winy nie przyznają się również Adam M. i Mariusz P. Maciej Sz. wystąpił z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze. RD

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here