Przedszkolak się topił. Opiekunka piła kawę?

5-latek z autyzmem omal nie utonął w oczku wodnym. 25-letnia opiekunka, która miała się nim zajmować, razem z innymi poszła w tym czasie na kawę. Malca uratował obcy człowiek. Kobieta twierdzi, że to nie jej wina, ale po wyciągnięciu z wody nieprzytomnego chłopca kazała odwołać wezwaną karetkę…

W piątek (12 sierpnia) grupa dziesięciorga chełmskich przedszkolaków, w ramach letnich zajęć indywidualnych, pojechała do jednego z ośrodków rekreacyjnych w gminie Chełm. Zadowoleni i uśmiechnięci mieli spędzić dzień na zabawie i zajęciach terapeutycznych na świeżym powietrzu pod nadzorem siedmiu opiekunów (oligofrenopedagogów). Radości kilkulatków z wycieczki nie było końca. Do czasu.
Około godz. 11 dyżurny stacji ratownictwa medycznego otrzymał zgłoszenie o wypadku. Jeden z przedszkolaków wpadł do oczka wodnego na terenie ośrodka i omal się nie utopił. Na miejsce natychmiast na sygnale pojechała karetka pogotowia, ale po chwili została zawrócona. Zaraz potem znów ktoś zadzwonił z prośbą o pomoc.
Zostawiła autystyczne dziecko
Pod koniec zajęć jedna z opiekunek miała pójść razem z koleżankami z poradni na kawę do ośrodka. W tym czasie 5-letni autystyczny chłopczyk, którego miała nie spuszczać z oczu, został sam. Nagle pracownicy ośrodka usłyszeli krzyki. Chłopczyk topił się w oczku wodnym niedaleko zjeżdżalni, na której się bawił. Natychmiast jeden z pracowników rzucił się na ratunek, wyciągnął z wody 5-latka i wezwał pogotowie. Dziecko było nieprzytomne. Obecni na miejscu zaczęli go reanimować jeszcze przed przyjazdem karetki. Chłopczyk odzyskał przytomność, a opiekunka, która była za niego odpowiedzialna, zadzwoniła do dyżurnego stacji i odwołała przyjazd karetki. Zszokowany jej zachowaniem pracownik ośrodka zadzwonił po raz drugi i wezwał medyków.
5-latek miał sine usta i znów stracił przytomność. Udało się go uratować. Był wyziębiony, przestraszony i wyczerpany. Wymiotował i trząsł się, ale jego stan był stabilny. Karetka przetransportowała chłopczyka do chełmskiego szpitala. Z SOR-u trafił na oddział dziecięcy, gdzie przebywał na obserwacji. W piątek (19 sierpnia) miał zostać wypisany do domu.
Kilka dni po wypadku (16 sierpnia) ojciec chłopca zawiadomił o tym zdarzeniu policję. Ta wszczęła postępowanie w kierunku niewłaściwie sprawowanej opieki.
– Sprawa jest w toku. Obecnie jest na etapie prowadzenia czynności sprawdzających – informuje asp. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Dlaczego pani pedagog kazała odwołać karetkę, choć dobrze wie, że dziecko powinno trafić pod obserwację lekarzy? Choćby dlatego, że u dziecka mogło dojść do tzw. suchego utonięcia nawet po 72 godzinach od uratowania.
Sprawa o tyle bulwersuje, że 5-letni chłopczyk jest chory, przez co wymaga szczególnej uwagi. A rodzice zostawiający swe pociechy pod dozorem opiekunów, powinni być spokojni, że są one bezpieczne.
Opiekunka twierdzi, że zajmowała się chłopcem cały czas. Dziecko było na zjeżdżalni, z której są dwa wyjścia. Ona stała przy jednym, on miał uciec drugim i pobiec w stronę wody. Kobieta nie zdążyła dobiec do oczka wodnego, dlatego chłopca uratował pracownik ośrodka. Jednak, jak udało się nieoficjalnie ustalić, w ośrodku zamontowany jest monitoring. Kamery zarejestrowały moment, w którym kobieta, wraz z innymi, wchodzi do środka i zamawia kawę. Nie ma przy niej dziecka… (pc)