Przedwyborcza kopalnia głosów

Mieszkańcy i samorządowcy z przymrużeniem oka patrzą na zapowiedzi budowy kopalni węgla w okolicach Rejowca Fabrycznego, które pojawiły się tuż przed wyborami. – Byli już politycy, którzy zbijali kapitał na budowie kopalni dokładnie w tym samym miejscu – przypominają. Ale wygląda na to, że trudno znaleźć inną lokalizację, bo projekt Australijczyków w Kuliku, który wydawał się najbardziej zaawansowany, grzęźnie coraz bardziej.

Kilka dni temu w eter poszła informacja o tym, że Jastrzębska Spółka Węglowa dostała koncesję na rozpoznanie złóż węgla na obszarze Chełm II. Firma zapowiada przeprowadzenie pięciu odwiertów: dwóch w okolicy Rejowca Fabrycznego i trzech na terenie gminy Siedliszcze. Projekt nowej kopalni pilotuje Jacek Sasin, wicepremier i jedynka z naszego okręgu wyborczego w wyborach do sejmu.

W wywiadzie dla Nowego Tygodnia zapowiadał, że nowa kopalnia powstanie w rekordowym czasie. JSW obiecuje załatwienie formalności w ciągu dwóch lat. Wtedy też miałaby się rozpocząć sama budowa kopalni. Według słów wicepremiera wydobycie węgla mogłoby ruszyć w ciągu 4-5 lat. I chociaż wszystkim zależy na tym, żeby w końcu powstała w naszym regionie firma, która da dobrze płatne miejsca pracy, dzięki której wyrwiemy się z gospodarczej zapaści, to i mieszkańcy i samorządowcy trochę sceptycznie patrzą na te obietnice.

– Podczas ostatnich posiedzeń komisji i sesji rady miasta nasi radni żartowali, że znowu przed wyborami chcą budować kopalnię – mówi Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcza. – I pytają dlaczego odgrzewa się zimnego kotleta skoro tu w Kuliku jest gotowy projekt kopalni, który JSW mogłoby przejąć i realizować.

Kopalnia na obszarze Chełm II to rzeczywiście żadna nowość. Już w 2013 roku Kompania Węglowa, poprzedniczka JSW, prowadziła odwierty rozpoznawcze na tym terenie. Wtedy umownie mówiło się o nim „Pawłów”. Wiercenia, które przeprowadzono, miały wyznaczyć lokalizację szybów. Ale mimo licznych konferencji i szumnych zapowiedzi o stworzeniu tysięcy nowych miejsc pracy, które przypadły na krótko przed poprzednimi wyborami do parlamentu, do budowy kopalni nie doszło.

Tłumaczono, że Kompania Węglowa, popadła w potężne kłopoty finansowe i nie była w stanie zająć się inwestycją na wschodzie kraju. Koncesję na poszukiwanie węgla przejęła na chwilę spółka Węglokoks a potem trafiła ona do Polskiej Grupy Górniczej. Niestety żadna z tych firm już nie podjęła tematu a pod koniec 2017 roku ministerstwo środowiska wygasiło koncesję na rozpoznanie złóż w tym obszarze.

– I teraz nagle JSW będzie szukać węgla i budować tu kopalnię, akurat przed kolejnymi wyborami? – pytają z przekąsem nasi Czytelnicy.

– Nasze samorządy opiniowały pozytywnie wystąpienie Ministra Środowiska w tej sprawie – mówi Stanisław Bodys, burmistrz Rejowca Fabrycznego. – Ówczesne wyniki odwiertów były bardzo obiecujące. A planowany szyb miał się znaleźć na styku trzech gmin: Siedliszcze, Rejowiec i miasta Rejowiec Fabryczny. Wiem, że mówiono wtedy jak bogate jest złoże, które sięga m.in. pod samym miasteczkiem. Wsparcie dla tej kopalni jest tak samo ważne jak wsparcie dla projektu Jan Karski, bo to szansa na nowe miejsca pracy. Oby nie były to tylko deklaracje wyborcze.

– Zarówno projekt Jan Karski jak i plany JSW w większości obejmują teren naszej gminy, więc zależy nam na tym żeby oba wypaliły – mówi H. Zonik, ale jednocześnie powątpiewa w zapowiedzi wicepremiera dotyczące założonego czasu realizacji.

Jego zdaniem dwa lata na załatwienie formalności i rozpoczęcie budowy to mogą być pobożne życzenia. – Same zmiany w planie zagospodarowania to minimum rok. Miesiące potrwają odwierty, a po co je robić skoro wcześniej odwierty robiła już Kompania Węglowa? Czyżby na potrzeby kolejnych wyborów? – zastanawia się.

Trudno się dziwić ludziom, że sceptycznie patrzą na kolejne obietnice w sprawie kopalni skoro składali je wszyscy najważniejsi politycy w kraju, poczynając od prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego poprzez prezydenta Andrzeja Dudę i premiera Mateusza Morawieckiego. Niestety za każdym razem obietnice padały przed jakimiś wyborami – jak nie parlamentarnymi to samorządowymi.

Obyśmy nie zostali skazania na kopalnie wyborcze, bo póki co projekt Prairie Mining w Kuliku, który wydawał się najbardziej zaawansowany, wygląda na pogrzebany. Od dwóch lat firma nie może się doczekać na decyzję środowiskową od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. A teraz Sąd Apelacyjny w Warszawie zniósł zabezpieczenie przyznane wcześniej Australijczykom przez Sąd Rejonowy, które blokowało Ministerstwu Środowiska możliwość przyznania koncesji na rozpoznanie i wydobycie węgla w obszarze K-6-7 innym firmom niż Prairie.

– Uważamy, że decyzja Sądu Apelacyjnego jest wadliwa i w związku z tym będziemy dalej bronić praw związanych z kopalnią „Jan Karski”. Prairie podejmie zdecydowane działania w celu ochrony inwestycji i będzie kontynuować działania prawne polegające na dochodzeniu należnych praw do Jana Karskiego, włączając w to dochodzenie roszczeń przeciwko Polsce na podstawie umów międzynarodowych – zapowiada Ben Stoikovich, prezes Prairie Mining.

A Lubelski Węgiel Bogdanka, który od początku był w sporze z Australijczykami już wystąpił o koncesję na wydobycie węgla na tym obszarze. Można się spodziewać, że „państwowej” firmie ministerstwo nie odmówi. Szkoda tylko, że dla Bogdanki obszar ten będzie zabezpieczeniem złóż na daleką przyszłość a nie miejscem szybkiej budowy nowej kopalni i tworzeniem przy tej okazji nowych, dobrze płatnych miejsc pracy. (bf)