Przepraszam, jak mogę się zabić?

O tym, że pracownicy pogotowia ratunkowego łatwo nie mają, nie trzeba nikogo przekonywać.

I nie chodzi tu tylko o samych ratowników, ale i dyspozytorów stacji, bo ludzie dzwonią ze wszystkim – od bezsensownych wezwań do zadrapania na palcu, przez głupie żarty małolatów, po telefony od desperatów. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w poniedziałek (4 listopada). Dwa razy z rzędu pod 112 zadzwonił 53-letni mieszkaniec gminy Dorohusk z pytaniem, w jaki sposób może ze sobą skończyć.

Mężczyzna był trzeźwy, ale przybity, bo jego konkubina już go nie chce, odeszła od niego. Mówił, że nie chce już żyć, bo nie ma już dla kogo. Chciał się zabić, ale nie wiedział, jak to skutecznie zrobić, dlatego dzwonił „po poradę”. Nie było rady, dyspozytor przekazał zgłoszenie policjantom i ratownikom. Medycy zajęli się przybitym mężczyzną. (pc)