Przeżyć za 5 złotych

Czasem uda się coś sprzedać, wtedy można kupić coś na kanapkę...

Całe życie ciężko pracowali, a teraz muszą przeżyć za kilka złotych dziennie. Są zbyt honorowi, aby prosić o pomoc. Wolą milczeć i żyć w nędzy. Jeśli wystarcza im sił próbują dorobić. – Za dodatkowy grosz mogę sobie kupić coś na kanapkę, nie chcę być dla nikogo ciężarem… – mówi 74-letnia chełmianka.

Gdy nadchodzi wiosna pakuje rzodkiewki, czosnek, pestki dyni, groch albo inne warzywa z przydomowego ogródka i idzie na targ. Gdy uda się jej cokolwiek sprzedać jest szczęśliwa. Wtedy może dołożyć córce i zięciowi do wspólnych rachunków. – Gdy zarobię parę złotych to sobie za to coś na kanapkę kupię – mówi z pokorą 74-letnia pani Maria (personalia do wiadomości redakcji), sprzedając w okolicach Pl. Kupieckiego swój ekologiczny towar. – Nie chcę być obciążeniem. Tak niewiele już widzę. Człowiek stary, zniedołężniały, może młodym zawadzać…

Pani Maria opowiada, że całe życie mieszkała na wsi. Pracowała w polu. Kilka lat temu przeprowadziła się wraz ze schorowanym mężem do Chełma. Zamieszkali u córki, która założyła już rodzinę. Cztery lata temu zmarł jej mąż. Pani Maria bardzo to przeżyła. Dostaje najniższą emeryturę – 876 zł. Cieszy się, bo niedawno była waloryzacja i emerytura jest teraz wyższa o 29 zł. Liczy się przecież każdy grosz. Dokłada się do rachunków płaconych przez córkę i zięcia. Lekarstwa są bardzo drogie. Pani Maria ma ogromne problemy ze wzrokiem. Widzi tylko w 40 procentach. Operację wyznaczono jej dopiero za półtora roku. Na prywatne wizyty okulistyczne jej nie stać. Wizytę u specjalisty na tzw. „kasę” ma za pół roku. Ale nie skarży się. Przychodzi na targowisko i rozkłada swój mały stołeczek. Obok niej siadają inne starsze panie. Doskonale się rozumieją, bo są podobnych sytuacjach. Wszystkie chcą dorobić parę złotych do najniższej emerytury. Niektóre z nich, zwłaszcza te samotne, wdowy, muszą przeżyć za 5 zł dziennie. – Koleżanki, które sprzedają obok rozumieją moje bolączki – biedę, kłopoty ze zdrowiem, bo młodzi to inne pokolenie, mają swoje życie, komputery, telefony…

Pani Maria dojeżdża na targowisko miejskim autobusem. Na przystanek ma niedaleko, ale autobusy kursują często. Gorzej mają jej koleżanki, które przyjeżdżają z podmiejskich miejscowości. Często muszą na piechotę przejść kawał drogi, aby dotrzeć na przystanek, czasami o bardzo wczesnym poranku.

Mrożony chleb

Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmie przyznają, że osoby starsze nie chcą prosić o pomoc. Wolą w pokorze znosić swoją nędzę. Na porządku dziennym są przypadki, w których po opłaceniu rachunków z najniższej emerytury zostaje im na przeżycie 5, 10 zł na dzień. W najgorszej sytuacji są ci, którzy mieszkają w blokach spółdzielczych. Tu czynsz i opłaty pochłaniają większość emerytury. Często oszczędzają na wodzie, cieple, gazie. Gdy w większości spółdzielczych bloków funkcjonowały podzielniki, można było zimą zakręcić kurki kaloryferów, a wtedy można było liczyć na ulgi w czynszu. Jeśli do tego jeszcze dojdzie zakup lekarstw, czasem nie wystarcza na jedzenie. Pracownicy socjalni chełmskiego MOPR opowiadają, co widzą w lodówkach starszych, samotnych osób, które mają przyznane usługi opiekuńcze. Kupują najtańszy chleb w marketach. Gdy się go zamrozi wystarczy na cały tydzień. Jak mówią pracownicy MOPR daje się zauważyć, że starsze pokolenie do obżarstwa nie przywykło – niektórzy pamiętają jeszcze głód z czasów okupacji. Mrożenie chleba to częsty nawyk. Masło czy mięso to rarytas, na który ich nie stać. To samo dotyczy soków, owoców czy witamin. Wiele osób nie jest w stanie z powodów zdrowotnych wyjść z domu. Nie mają orzeczonej niepełnosprawności, ale cukrzyca, choroby stawów, reumatyczne i mnóstwo innych schorzeń uniemożliwiają im sprawne poruszanie się. Pracownicy socjalni często robią im zakupy. Pieniądze mają wyliczone na każdy dzień, co do grosza. Oszczędzają na jedzeniu, bo priorytetem jest opłata rachunków, czynszu. Ostatnio pracownikom socjalnym udało się doprowadzić do uniknięcia eksmisji pewnej staruszki. Urzędnicy mówią, że osoby starsze najczęściej w pokorze znoszą swoją niedolę, nie potrafią prosić o pomoc. Informacje o tym, że jakiejś staruszce czy staruszkowi potrzebna jest pomoc docierają do urzędników od osób trzecich, np. sąsiadów, choć ci też coraz częściej przymykają na to oko. Dział Świadczeń Pomocy Środowiskowej chełmskiego MOPR udziela pomocy 64 chełmianom pobierającym najniższą emeryturę w ZUS. Pracownicy MOPR mówią, że w Chełmie z pewnością żyje o wiele więcej emerytów utrzymujących się z najniższego świadczenia, którzy nikogo nie chcą prosić o pomoc. Waldemar Kozioł, dyrektor MOPR w Chełmie, zwraca uwagę, że największy problem stanowi wysokość kryterium dochodowego uprawniającego do uzyskania świadczeń z pomocy społecznej. W przypadku osoby samotnej pomoc ta przysługuje, gdy jej dochód wynosi mniej niż 634 zł miesięcznie. Najniższa emerytura jest o ponad dwieście złotych wyższa i osoby, które ją otrzymują nie mogą już liczyć na zasiłki stałe, okresowe, celowe, specjalne.

– Próg dochodowy, od którego możliwa jest pomoc finansowa jest niższy niż najniższa emerytura i to stanowi największy problem – mówi dyrektor Kozioł. – Istnieje potrzeba podwyższenia tego progu, co uprawniałoby do wsparcia finansowego większą liczbę osób. Należałoby się nad tym pochylić.

W tej sytuacji pracownicy MOPR starają się zrobić wszystko, aby zapewnić paczki żywnościowe najuboższym seniorom. Czy emeryci, którzy ciężko pracowali przez całe życie, brali pod uwagę, że na stare lata przyjdzie im żyć w nędzy?

– Starość jest czymś, co najbardziej się Panu Bogu nie udało – mówią nasi rozmówcy. (mo)