PSL odeszło od tradycji

Tradycyjny „opłatek ludowy” w hali MOSiR gromadził co roku kilka tysięcy działaczy PSL z całego regionu

Ostatnimi czasy trudności w logistycznym ogarnięciu tradycyjnego „opłatka ludowego” organizowano od końca lat 90-tych przez działaczy ZSL, a następnie PSL „Odrodzenie” i PSL, były tak duże, że odbywał się on niemal w okresie wielkanocnym. Ćwierćwiekowy obyczaj obecni liderzy ludowców postanowili więc porzucić.
„Opłatki…” rozpoczął jeszcze legendarny ludowy wojewoda lubelski Tadeusz Wilk. W trudnych latach transformacji ustrojowej, kiedy postpeerelowskie Zjednoczone Stronnictwo Ludowe przekształcało się w demokratyczne PSL, spotkania miały charakter kameralny, mieszcząc się początkowo w biurach partii przy ulicy Karłowicza. Jednak przejęcie sterów organizacyjnych przez twórcę „zielonej potęgi” na Lubelszczyźnie, Zdzisława Podkańskiego, zaowocowało gigantomanią także i w tym przypadku. Po salach teatralnych (pod koniec lat 90-tych i na początku obecnego stulecia), przyszła kolej na halę MOSiR, do której przez przeszło dekadę z całego regionu zjeżdżały tysiące działaczy i sympatyków PSL, karmionych przez Koła Gospodyń Wiejskich, troskliwie doglądanych przez druhów z Ochotniczych Straży Pożarnych i zabawianych przez młodzież z gminnych ośrodków kultury i Ludowych Zespołów Sportowych.

Strach przed PiS-em?

Wszystko, co dobre, jednak się kończy, i zamiast 3-4 tysięcy ludzi, którzy potrafili jednorazowo przełamać się opłatkiem, zakąszając i popijając darami Bożymi własnej produkcji, na Koncert Noworoczny Prezesa PSL, czyli przykład nowej, świeckiej tradycji, przybyło najwyżej ok. 600 osób. Czy to wina innych zajęć, zaplanowanych na pierwszy w tym roku długi weekend, czy też znak systematycznego kurczenia się wpływów ludowców w województwie? Oficjalnie, tłumacząc się tym pierwszym, liderzy PSL muszą chyba faktycznie obawiać się drugiego, o czym świadczy podjęta jeszcze przed imprezą rozpaczliwa próba poszerzenia bazy politycznej, czyli ogłoszenie powołania Ruchu Obrony Polskiej Samorządności.
Inicjatywa ta wyszła wprawdzie od marszałka województwa mazowieckiego, Adama Struzika, jednak także na Lubelszczyźnie twórcy ROPS, europoseł Krzysztof Hetman i marszałek Sławomir Sosnowski, zdążyli wyrazić swój sprzeciw wobec systematycznego wyrywania z rąk władz lokalnych kolejnych kompetencji, a co za tym idzie i pieniędzy do podziału. ROPS, poza niezbyt szczęśliwą nazwą (mylącą się z Regionalnym Ośrodkiem Polityki Społecznej), miałby służyć ściąganiu pod skrzydła marszałków tych samorządowców, w tym wójtów i burmistrzów, którzy czują się zagrożeni ofensywą polityczną PiS i działaniami podległych tej partii służb antykorupcyjnych.

Nietrafiona modernizacja

Wystąpienie prezesa PSL, Władysława Kosiniak-Kamysza, miało jednak charakter raczej pojednawczy wobec partii rządzącej. – Jesteśmy za dialogiem i normalną, codzienną pracą, a nie totalną skrajnością z każdej strony – tłumaczył się lider ludowców z nieprzyłączenia swej partii do sejmowego protestu opozycji. Z dawnego zwyczaju podczas koncertu zostało nagradzanie się nawzajem przez działaczy ludowych. Znowu jednak – żeby było po nowemu – z tradycyjnych medali Wincentego Witosa ciężar przeniesiono na lokalną Nagrodę im. Edwarda Wojtasa – Chodzi nam o promowanie dialogu i porozumienia – tłumaczył idę nagrody marszałek Sosnowski.TAK