PUM na celowniku policji

Eksmisja przy ul. Czarnieckiego

Zostaną podjęte czynności sprawdzające czy doszło do popełnienia przestępstwa – zapowiada rzecznik chełmskiej komendy. Tymczasem po naszym artykule zgłosiły się kolejne osoby, które twierdzą, że wyrzucanie czyjegoś dobytku przez balkon to dla pracowników miejskiej spółki norma. Na dowód pokazują zdjęcia.


Wracamy do sprawy skandalicznie przeprowadzonej przez PUM eksmisji lokatora mieszkania komunalnego przy ul. Czarnieckiego. 27 lipca pracownicy miejskiej spółki mieli na mocy wyroku sądu przekwaterować dłużnika czynszowego do lokalu socjalnego przy ul. Rejowieckiej. Postanowili przyspieszyć proces przesiedlenia, wyrzucając mienie prywatne mężczyzny przez balkon.

Z czwartego piętra leciały nie tylko firanki i karnisze czy drobne przedmioty, ale taborety, stół, szafki kuchenne, komoda z lustrem. Meble z hukiem roztrzaskały się o ziemię, a odłamki szkła rozprysły po okolicy. – Wszystko mu zniszczyli – opowiadali nam zaraz po tym zdarzeniu zszokowani zachowaniem pracowników PUM-u sąsiedzi eksmitowanego mężczyzny.

Po publikacji artykułu w ostatnim wydaniu „Nowego Tygodnia” sprawą zainteresowała się chełmska policja. Kom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa miejskiej komendy, poinformowała, że zostaną podjęte czynności sprawdzające czy doszło do popełnienia przestępstwa. Głos w sprawie zabrał również magistrat. W ubiegłym tygodniu – jak poinformował w piątek (14 sierpnia) Damian Zieliński z Gabinetu Prezydenta Miasta Chełm – odbyło się spotkanie kierownictwa Departamentu Komunalnego z prezes Przedsiębiorstwa Usług Mieszkaniowych, Katarzyną Hapońską-Gajewską.

– Przedstawiciele miasta wyrazili oburzenie tym – nie ma co ukrywać – karygodnym zachowaniem pracowników spółki podczas przekwaterowania lokatora zamieszkującego w lokalu komunalnym, zażądali też szczegółowych wyjaśnień dotyczących zaistniałej sytuacji. Podkreślili również, że tego typu działania są naganne i nie mają nic wspólnego ze standardami pracy w miejskich instytucjach. Pani prezes złożyła wyjaśnienia, wyraziła również skruchę z powodu zaistniałej sytuacji.

Potwierdziła, że takie sytuacje nie mają prawa się zdarzać i zapewniła, że osobiście zadba o to, by nie powtórzyły się w przyszłości. Zapewniła też, że wobec osób, które decydowały o takim przebiegu eksmisji podjęte zostaną odpowiednie kroki dyscyplinujące – mówi Zieliński. – Ponadto pani prezes poinformowała, że dla pracowników zorganizowane zostaną również dodatkowe szkolenia, m.in. z zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a ich praca zostanie objęta ściślejszym nadzorem.

Wódkę wzięli, ale meble zniszczyli?

Skontaktowaliśmy się osobiście z prezes PUM, która zapewniła, że pracownicy zostali przeszkoleni, poinformowani i uwrażliwieni, ale… zgodnie z ich oświadczeniem lokator był obecny na miejscu i wyraził zgodę na wyrzucenie jego rzeczy przez balkon, gdyż – jak miał sam przyznać – nie nadawały się one już do użytku. Ponadto – w opinii pracowników miejskiej spółki – nie można mówić o jakimkolwiek narażeniu na niebezpieczeństwo przypadkowych osób, bo podczas gdy jedni wyrzucali meble z czwartego piętra, drudzy zabezpieczali teren na dole. Co na to wszystko świadkowie?

– Bzdura – kwituje mieszkanka bloku przy ul. Czarnieckiego. – On wyszedł z mieszkania, a oni zaczęli wyrzucać jego rzeczy. Sam powiedział na koniec: „Dałem im 0,7 wódki, żeby mi pomogli znieść, to wraz dranie wyrzucili wszystko. Żebym to wiedział, to bym im nie dał”. Żaden z pracowników PUM-u nie stał na dole – tam, gdzie leciały meble. Jeden (chyba kierownik) siedział na taborecie przed wejściem do klatki schodowej, z drugiej strony bloku. To ja dobre pół godziny sterczałam pod balkonem, żeby im przeszkodzić i mówiłam, że jak mają wyrzucać, to niech zrzucają wszystko na mnie. Śmiali się. Jeden przez balkon krzyczał, że w mieszkaniu jest taki smród, że rzygać się chce, poza tym kierownik im kazał, a oni „za chu**” nie będą robić za takie pieniądze. Wciąż chodzę i wybieram kawałki szkła z ogródka i dalej, gdzie wieszamy pranie, a dzieci się bawią – relacjonuje z przejęciem kobieta.

Robią tak od lat

Zachowanie pracowników miejskiej spółki szokuje tym bardziej, że wiele wskazuje na to, iż nie była to jednorazowa sytuacja. Po prostu dotąd nikt nie mówił o tym głośno.

Po publikacji skontaktowała się z nami mieszkanka ul. Kilińskiego w Chełmie. Kobieta również była świadkiem takiego „ekspresowego” opróżniania lokalu i niszczenia mienia dłużnika komunalnego. Na dowód pokazuje zdjęcia, które udało jej się wówczas zrobić.

– To było jakieś sześć lat temu. Kobieta, pewnie decyzją sądu, straciła prawo do lokalu, a ponieważ wyjechała za granicę, zaś jej syn był pod opieką babci, mieszkanie stało puste. Pracownicy PUM weszli do środka i też wyrzucali rzeczy kobiety przez okno. Kilku stało z rękami w kieszeniach na dole i patrzyło. Tacy butni. Potem to mieszkanie przez pięć lat stało puste. Pięć lat! A przecież tyle rodzin czeka latami w kolejce do przyznania komunalnego. To przykre, ale mamy w Chełmie naprawdę niskie standardy, nie szanuje się ludzi – opowiada chełmianka. (pc)