Rejowieckie psy w mordowni zwierząt

„Cztery tony martwych psów, żywe w stanie agonalnym”, „Pies z odgryzioną szczęką, inny zmumifikowany”, „Psi obóz koncentracyjny” – nie milkną doniesienia z likwidowanego schroniska w Radysach, będącego jednym z największych w kraju. Jak się okazuje, od lat trafiały tam również psy z powiatu chełmskiego. Po niektórych słuch zaginął już dawno.

Radysy w woj. warmińsko-mazurskim – to tam jeszcze do niedawna mieściło się jedno z największych w Polsce schronisk dla zwierząt. Od dawna natomiast ogólnopolskie media sukcesywnie donosiły o złych warunkach bytowania czworonogów, przepełnionych boksach, braku sterylizacji i kastracji, a nawet przypadkach zaginięć zwierząt. Mimo to kolejne gminy podpisywały umowę z Radysami i zwoziły do tej „mordowni” złapane psy ze swojego terenu. Wśród nich m.in. gmina Rejowiec Fabryczny i Miasto Rejowiec.

– Po raz pierwszy umowę zawarliśmy z nimi w 2015 roku. Powodem były problemy z ulokowaniem bezpańskich psów z naszej gminy. Schronisko w Chełmie, z którym również współpracujemy, może przyjąć od nas 1-2 psy, a czasem odłowionych jest więcej. Dostaliśmy propozycję, więc z niej skorzystaliśmy. Poza tym zasugerowaliśmy się, że sąsiednie gminy współpracowały z Radysami i nie zgłaszały żadnych nieprawidłowości.

Nie oglądam zbytnio Uwagi i TVN-u, nie widziałem materiałów o schronisku i nie wiedziałem, co tam się dzieje, dopóki nie zaczęło być o tym głośno – mówi Zdzisław Krupa, wójt gminy Rejowiec Fabryczny. – Ostatnia umowa z Radysami została podpisana na 3 lata w marcu 2019 roku. Zgodnie z nią schronisko była odpowiedzialne za utrzymywanie (5 złotych za dobę), leczenie i adopcję zwierząt.

Owszem, dostaliśmy od nich dokumenty potwierdzające leczenie oraz umowę adopcyjną jednego z naszych psów. Natomiast w tym roku, po tym, jak zrobiło się głośno o Radysach, wyszliśmy z zapytaniem o stan naszych pozostałych dwóch psów, które wciąż przebywają w schronisku. Nie dostaliśmy ich zdjęć, a jedynie pisemne zapewnienie, że są w dobrej kondycji. Zamierzaliśmy przeprowadzić kontrolę, ale pandemia nam przeszkodziła – tłumaczy wójt.

Miasto Rejowiec pierwszą umowę z Radysami podpisało w 2018 roku. Jak tłumaczy burmistrz Tadeusz Górski, nie mieli wyboru. Wcześniej Rejowiec współpracował z krasnostawskim i lubartowskim schroniskiem, ale żadne z nich nie złożyło już później oferty. – W tym roku pisałem do Lublina, Zamościa, Chełma, Lubartowa, Puław, Krzesimów Gajówki i zero odzewu – znikąd nie przyszły oferty. Tylko Radysy wystąpiły z propozycją – broni się burmistrz.

W sierpniu ub. r. władze Rejowca otrzymały od powiatowego lekarza weterynarii w Piszu zapewnienie, że schronisko spełnia wymogi określone w rozporządzeniu ministra. Rzekomo też w ub. r. jeden z przywiezionych z Rejowca psów został adoptowany, ale umowy adopcyjnej ani burmistrz, ani nikt inny z urzędu nie widział. Obecnie w Radysach są, a przynajmniej powinny być, dwa psy z Rejowca. O tych „kilku” przywiezionych w poprzednich latach słuch zaginął (za sztukę Rejowiec płacił Radysom 1200 zł na rok). Do podpisanej w lutym br. r. umowy dodano więc adnotację o tym, że właściciel przytuliska w Radysach zobowiązuje się wysyłać do Rejowca informacje wraz z dokumentacją zdjęciową o stanie zdrowia przebywających tam zwierząt – nie wysłał.

17 czerwca do Radys weszła olsztyńska prokuratura, policja oraz obrońcy praw zwierząt (jak informował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, działania te były związane ze śledztwem wszczętym w kwietniu przez Prokuraturę Rejonową Olsztyn-Północ w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, tj. warmińsko-mazurskiego wojewódzkiego lekarza weterynarii poprzez nierzetelne sprawowanie kontroli nadzoru weterynaryjnego nad schroniskiem.

Dodał też, że zawiadomienia o przestępstwie złożyło szereg stowarzyszeń zajmujących się ochroną praw zwierząt). Wcześniej lokalne prokuratury umarzały śledztwa, a warmińsko-mazurski wojewódzki lekarz weterynarii nie dopatrywał się niczego złego w funkcjonowaniu placówki, w której było prawie 2 tysiące zwierząt. Dopiero teraz, gdy sprawy podjął się Olsztyn, udało się przerwać cierpienie zwierząt. Jak podało Pogotowie dla Zwierząt: „tylko z oficjalnych danych wynika, że w kilku pierwszych miesiącach 2020 roku ze schroniska w Radysach wyjechały prawie 4 tony martwych psów”.

Czerwcowa akcja ratunkowa była szykowana od miesięcy i była największym tego typu działaniem, które do tej pory zostało przeprowadzone w Polsce – wzięło w niej udział blisko 100 osób. W boksach znaleziono kilka martwych czworonogów, w tym zagryzionego szczeniaka. Niektóre psy były poranione, jeden miał odgryziony fragment pyska, inny ogon, wiele też cierpi na choroby zakaźne.

Śledczy przedstawili właścicielowi schroniska, Zygmuntowi D., zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem w nieokreślonym czasie do 17 czerwca 2020 roku, a także posiadania ponad 200 sztuk amunicji. Podejrzany został tymczasowo aresztowany.

Akcja w Radysach została oficjalnie zakończona, jednak nadal trwa ewidencjonowanie znajdujących się tam zwierząt, tworzenie dokumentacji zdjęciowej i szukanie nowych domów adopcyjnych. Trwa też ogólnopolska zbiórka na leczenie uratowanych zwierząt. Udało się zebrać już ponad 1 milion zł, a swoją pomoc w znalezieniu miejsca dla odebranych z Radys zwierząt oferują samorządy z całej Polski. (pc)