Rozsypana solidarność

W całej Polsce w duchu niespodziewanie pojednawczym – w Lublinie raczej nudno, bez emocji i przerywania atmosfery ostatnich zakupów przed rozpoczęciem roku szkolnego. Mającego charakter oficjalnego święta Dnia Wolności i Solidarności, ustanowionego dla upamiętnienia porozumień sierpniowych z 1980 r., pozwalających na powstanie jawnego, niezależnego ruchu związkowego w PRL, współcześnie nie kojarzy zbyt wielu lublinian.
Niektórzy, pytani o rocznicę, wahali się między „wybuchem wojny” a „jakąś bitwą może?”. Duże powodzenie miało też doszukiwanie się związku z papieżem, a pewnym znakiem czasów – także z Żołnierzami Wyklętymi. Starsze pokolenie lepiej było poinformowane bodaj tylko w Świdniku, gdzie legenda „Solidarności” oraz stanu wojennego wydaje się żywsza, a w każdym razie skutecznie eksploatowana przez miejscowe władze. Trudno jednak, by wydarzenia sprzed 36 lat były dziś szerzej znane ogółowi, skoro w Lublinie na uroczystości zorganizowane przez „Solidarność” pod tzw. Krzyżem Wolności, czyli repliką figury zrywającego kajdany robotnika, stojącą przed zrujnowanymi już po zwycięstwie solidarnościowego zrywu LZNS, nie pojawili się ani prezydent Lublina, ani wojewoda lubelski.

Celebrujący mszę okolicznościową w archikatedrze arcybiskup lubelski Stanisław Budzik odwoływał się jednak mimo wszystko do dawnej jedności, nadziei i wiary we wspólne „odmienienie ducha tej ziemi”. – Rozsypała się nam dawna solidarność, bo coraz mniej w nas miłości…– ubolewał arcypasterz, nawołując do pojednania zwłaszcza ludzi wywodzących się „z wielkiej tradycji Solidarności”. Inni uczestnicy lubelskich miniobchodów uderzali jednak głównie w nutę kombatancką, nieustannie przypominając, że „to stąd ruszyła lawina” i że lipcowe strajki w Świdniku i lubelskiej lokomotywowni poprzedzały Gdańsk’80. Główne postulaty ówczesnych protestujących dotyczyły warunków pracy i płacy w zakładach, której sporej części dziś już nie ma.
TAK