Rulony pieniędzy usypiały naiwnych

Czarna torba wypchana gotówką miała działać na wyobraźnię oszukanych. W ten sposób 41-letni Jacek T. kupował stacje benzynowe, płacąc ułamek ich wartości.
Sąd Okręgowy w Lublinie niebawem zajmie się sprawą „paliwowego magnata” i jego kochanki, 33-letniej Katarzyny W., która została oskarżona o pomoc w oszustwach. Mężczyzna działał w całej Polsce, ale notarialne umowy podpisywał w podlubelskich Piaskach. Jego działalność przerwała rok temu akcja policjantów Centralnego Biura Śledczego.
Mężczyzna został ujęty w Warszawie. Miał przy sobie aż 2 mln zł w gotówce. Teraz prokuratura zakończyła swoje śledztwo, ustalając, że podejrzany oszukał 9 przedsiębiorców i wyłudził od nich 12,8 mln zł.
A mechanizm był banalnie prosty.Jacek T. wyszukiwał niewielkie, rodzinne stacje paliw i oferował ich kupno. Prosił jednak sprzedawców o wpisanie w akcie notarialnym niższej kwoty niż faktycznie wynosiła cena. Tłumaczył to tym, że ma ukryte dochody. Sprzedawcy mieli też mieć korzyść, płacąc mniejszy podatek. Reszta pieniędzy miała być wręczana pod stołem, tuż po podpisaniu umowy. O tym, że klient nie jest gołosłowny, miała świadczyć czarna torba, a w niej setki bloczków z banknotami.
I tak właściciel z Tczewa na papierze sprzedał stację za milion złotych, choć warta była 4,5 mln zł, a przedsiębiorca z Kutna zgodził się na 800 tys. zamiast wynegocjowanych 1,8 mln zł.
Kiedy pokrzywdzeni upominali się o gotówkę Jacek T. udawał Greka. Stwierdzał, że płaci tyle ile w umowie. Teraz do niczego się nie przyznaje, podobnie jak jego partnerka, która twierdzi, że podczas wszystkich transakcji była tylko „osobą towarzyszącą”.
Proces w sprawie paliwowego hochsztaplera rozpocznie się po wakacjach. LL