Rzeź na wszelki wypadek

Przez zaledwie dwa chore tuczniki bakutil ubił dwa tysiące zdrowych świń w Hruszowie pod Rejowcem. Rolnicy zostali bez środków do życia i z ogromnymi długami. Bulwersująca sprawa odbiła się echem w branżowych mediach a gospodarz zgłosił policji groźby pod swoim adresem. I mówi, że wielu ludzi cieszy ich tragedia.

Przed tygodniem pisaliśmy o kolejnym przypadku afrykańskiego pomoru świń (ASF) w powiecie chełmskim. Tym razem niewielkie ognisko potwierdzono w Hruszowie w gminie Rejowiec. W małym gospodarstwie zakażone były dwie świnie. Obie zostały ubite. Ale strach padł na dwóch dużych hodowców z sąsiedztwa. Tuż przy obejściu rolnika, u którego stwierdzono ASF, jest hodowla na prawie dwa tysiące sztuk. I już wtedy mówiło się, że choroba może przedostać się także do niej. Lekarze weterynarii pobrali próbki do badań i czekali na wyniki. Potwierdziło się, niestety, to co najgorsze. W czwartek wybito całe stado liczące ponad 1800 zwierząt. Gospodarze, którzy opiekowali się stadem, są załamani. Odszkodowanie dostanie firma, która była właścicielem zwierząt, z którą współpracowali. A oni pozostają z kredytami.

– To było jedyne źródło naszego utrzymania. Pozostały nam tylko zobowiązania – dziesięć tysięcy złotych miesięcznie – mówi Krzysztof Pietras – Nie wiem, co mamy robić. Przyjdzie komornik a nam zostaje most albo sznur.

Gospodarze mają za złe weterynarzom, że zdecydowali o wybiciu stada.

– W ponad 60 próbkach od żywych świń nie było potwierdzonego wirusa ASF, tylko u dwóch padłych kilka dni wcześniej sztuk wynik był pozytywny, można było poczekać, zobaczyć, co się będzie działo, a nie wybijać wszystko – mówi rolnik.

Bulwersującą sprawę opisał rolniczy portal Farmer.pl. W artykule pojawiły się pytania o działania powiatowego lekarza weterynarii w Chełmie, koszty wybicia i utylizacji świń a także konsekwencje wobec małych rolników, którzy mimo wymogów nie spełniają zasad bioasekuracji i narażą w ten sposób duże stada. Dziennikarze pytali też o to, czy z ostatecznym załatwieniem sprawy w Hruszowie, w ten najdrastyczniejszy sposób, nie można było zaczekać. Tym bardziej, że okoliczności pojawienia się wirusa w gospodarstwie mogą być podejrzane.

– Miałem telefoniczne pogróżki, że nam „podrzucą” ASF, zgłosiłem to policji, ale na razie bez odzewu – skarży się pan Krzysztof i dodaje, że wielu ludzi dzisiaj cieszy się z ich tragedii. – Ludziom przeszkadzał hałas i zapach, który wydostawał się z gospodarstwa i skarżyli się na to.

Agnieszka Lis, powiatowy lekarz weterynarii w Chełmie, twierdzi, że z ubojem nie można było czekać. – Wyniki u padłych sztuk wyszły dodatnie. Wirus pojawił się w gospodarstwie i żeby choroba się nie szerzyła dalej, konieczne jest wybicie stada – mówi. – Jeśli wirus jest w chlewni, to nie ma na co czekać.

Tadeusz Górski, burmistrz Rejowca, mówi, że decyzja o utylizacji takiej ilości zdrowych zwierząt jest bezsensowna. – Nie jestem ekspertem, ale nie dajmy się zwariować. Po co wybijać całe, zdrowe stado, przecież zwierzęta nie raz chorowały i selekcja naturalna wykluczała najsłabsze osobniki ze stada – mówi. – Poza tym, czy nasze działania nie są na wyrost? Czy ktoś słyszał o ubijaniu stad na Ukrainie czy Białorusi, skąd rzekomo przychodzą do nas zarażone dziki? Za te działania zapłacimy wkrótce w sklepach podwyżką cen mięsa. (bf)