Sąd o śmierci dziecka i winie lekarzy

Za tydzień przed Sądem Rejonowym w Krasnymstawie ponownie stanie lekarka z chełmskiego szpitala, która nie przyjęła chorego dziecka, bo akurat kończyła dyżur. Niemowlę nie przeżyło doby. Sąd odwoławczy uchylił wyrok uniewinniający kobietę i utrzymał w mocy skazujący kierownika pediatrii, który również nie kwapił się do pomocy.

To była głośna sprawa. W styczniu 2013 roku 3,5-miesięczny Bartek zachorował na zapalenie oskrzeli. Antybiotyk podziałał, ale w nocy z 23/24 lutego chłopiec ponownie dostał wysokiej gorączki. Nie pomógł paracetamol – temperatura niebezpiecznie wzrosła z 39,4 do 42 stopni Celsjusza.

Nad ranem matka zadzwoniła po pogotowie, ale gdy powiedziała, że mieszkają w Sawinie, dyspozytorka (Elżbieta S.) odmówiła wysłania karetki. Miała rzucić przez telefon „my do gorączek nie jeździmy”, po czym poleciła robić dziecku okłady i przyjechać samemu do ambulatorium. Rodzice nie wiedzieli, co robić, więc ubrali niemowlaka i pojechali z nim prosto do chełmskiego szpitala.

Było ok. godz. 8. Dyżur na pediatrycznej izbie przyjęć kończyła akurat lek. Ewa G. (dziś Ewa G.B.) Bez żadnych badań lekarka miała jedynie zalecić czopek, bo rodzice „pewnie podali zbyt małe dawki leków przeciwbólowych”. Po czopku gorączka spadła, więc pani doktor skierowała rodziców do lekarza rodzinnego po skierowanie do szpitala. Dochodziła godz. 9. Rodzina pojechała do przychodni przy ul. Słowackiego.

Z rozpoznaniem zapalenia układu moczowego u Bartka i skierowaniem wrócili do szpitala. Dyżur na izbie przyjęć objął już kierownik chełmskiej pediatrii, lek. Piotr Z. On też nie chciał przyjąć na oddział malca, tłumacząc się obłożeniem łóżek, i odesłał rodzinę na oddział laryngologii, tłumacząc, że „to pewnie zapalenie ucha”. Tam rodzice usłyszeli, że z całą pewnością ich dziecko nie ma zapalenia, wrócili więc na pediatrię.

Bartek został przyjęty na oddział przed godz. 12, a lekarz zlecił wykonanie badań krwi i moczu. Po ok. 2 godz. rodzice zauważyli, że z chłopcem jest coraz gorzej – robi się blady, ciężko dyszy. Ojciec pobiegł po lekarza. Ten przyszedł, osłuchał i stwierdził, że nic nie słyszy, po czym wrócił do gabinetu. A rodzice zauważyli na powiekach Bartka wybroczyny (zaraz pojawiły się też na stopach). Lekarz wrócił i stwierdził, że „coś musi być w krwi”.

Wyniki badań były dopiero przed godz. 15. Bartek trafił do pokoju zabiegowego, a rodzice usłyszeli, że najprawdopodobniej ma sepsę. Ok. godz. 16 rozpoczęła się konsultacja z Dziecięcym Szpitalem Klinicznym w Lublinie. Niemowlak trafił do DSK po godz. 18, już w stanie agonalnym. Po północy 25 lutego zmarł. Wyniki sekcji zwłok podały za bezpośrednią przyczynę śmierci ostrą niewydolność kory nadnerczy z powodu martwicy krwiotocznej w następstwie posocznicy meningokokowej typ B.

Po opiniach biegłych z medycyny sądowej we Wrocławiu Prokuratura Rejonowa w Chełmie oskarżyła dyspozytorkę o nieudzielenie pomocy (zdaniem śledczych kobieta nie zebrała wywiadu chorobowego, nie zadawała pytań, nie wysłała rodziców do szpitala i nie chciała posłać karetki do niemowlaka) i dwójkę lekarzy. Biegli określili, że rodzice nie musieli mieć skierowania, skoro chodziło o niemowlaka z tak wysoką gorączką – był to nagły przypadek, a dziecko powinno od razu zostać przyjęte na oddział.

Lekarz powinien też zlecić od razu wszystkie badania. Co do Piotra Z., biegli stwierdzili, że dążył do wykluczenia najczęstszych, a nie najgroźniejszych przyczyn gorączki, zaś po wstępnym rozpoznaniu sepsy nie zlecił badania gazometrycznego, nie wdrożył resuscytacji płynowej i nie odnotował nigdzie stanu dziecka. Śledczy uznali, że to pediatrzy doprowadzili do rozwoju choroby. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

W 2017 roku Sąd Rejonowy w Krasnymstawie uniewinnił Ewę G. i Elżbietę S., zaś Piotra Z. uznał winnym i skazał na 9 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata (do tego grzywna i zadośćuczynienie dla rodziców zmarłego chłopca). Zarówno lekarz, jak i prokuratura, odwołali się od wyroku. Rok później sąd II instancji orzekł, że wina Piotra Z. pozostaje bezsprzeczna i utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji.

Z racji tego, że lekarz nieumyślnie spowodował śmierć dziecka, zachował prawo do wykonywania zawodu. Sąd Okręgowy w Zamościu utrzymał też w mocy wyrok w części dotyczącej uniewinnienia dyspozytorki, ale uchylił w części dotyczącej Ewy G. Sprawa lekarki, która odesłała chore dziecko, bo kończyła dyżur, trafiła do ponownego rozpoznania przez SR w Krasnymstawie. Termin rozprawy wyznaczono na 27 sierpnia. (pc)