Sanepid: woda jest czysta, to rośliny

Liczne czerwone i swędzące krosty oraz plamy, przede wszystkim na nogach, ale też na rękach, brzuchu czy szyi. Sinice? Sanepid i urzędnicy zapewniają, że woda jest czysta. Teoretycznie można się kąpać, ale alergicy powinni uważać – najprawdopodobniej przez upały wodna roślinność rozkwitła i strasznie uczula. Sprawę zbada biolog.

(8 sierpnia) Nawet się nie kąpali, a jedynie weszli grupką do wody – po kostki, pomoczyć nogi. Jeszcze tego samego dnia, po kilku godzinach, u chłopaków pojawiły się na stopach czerwone i okropnie swędzące krosty. Następnego dnia jeden z nich informację o wysypce po kontakcie z wodą w Zalewie Żółtańce opublikował w internecie. „- Nie radziłbym się tam kąpać, bo to jest niebezpieczne dla zdrowia. To nie są żarty!” – ostrzega Kamil.
Zawrzało od razu. Jedni nie wierzyli, bo przecież każdego dnia na plażę przyjeżdżają dziesiątki turystów. Inni zaczęli udostępniać własne zdjęcia. Gołym okiem widać na nich czerwone plamy i krosty na rękach i szyjach małych dzieci czy plecach dorosłych. Czyżby woda była skażona? Przez upały zakwitła i rozmnożyły się sinice? Wśród chełmian zasiała się panika, a autor wiadomości powiadomił inspekcję sanitarną.
Woda w zalewie była badana na początku miesiąca. 4 sierpnia sanepid wydał orzeczenie o jej przydatności. Inspektorzy byli przekonani, że od tego czasu nic się nie zmieniło. W czwartek (10 sierpnia) przeprowadzili jednak ponowną kontrolę.
– Wyniki badań potwierdziły, że nie ma w niej niepożądanych bakterii – mówi Grażyna Rejter, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie.
Głos zabiera też gm. Chełm. Afera wokół Żółtaniec jest nie w smak urzędnikom, bo zalew to największa atrakcja turystyczna gminy. Według nich całe zamieszanie zostało wywołane bezpodstawnie – te trzy osoby, o których wiedzą, najpewniej weszły w pokrzywy i stąd czerwone krosty na ciele.
– Woda jest klarowna, nie ma w niej żadnych kożuchów, smug, piany. Każdego dnia, zanim ratownicy rozpoczną pracę, kontrolują sytuację i oczyszczają dno zalewu z roślin. Gdyby mieli jakiekolwiek podejrzenia, powiadomiliby nas, a my sanepid – zapewnia Mirosław Mysiak, kierownik referatu rolnictwa w Urzędzie Gminy Chełm.

Woda czysta, a ludzie chorują

Jak się jednak okazuje, nie są to incydentalne przypadki. Już dwa tygodnie temu, czyli wtedy, gdy wyniki badań sanepidu określiły przydatność wody, do lekarzy zaczęli się zgłaszać pierwsi pacjenci z tajemniczą wysypką.
– Dwa tygodnie temu do przychodni przy ul. Połanieckiej zgłosiło się pięciu czy sześciu pacjentów z uczuleniem skórnym. Dotychczas łącznie kilkanaście osób – mówi Lech Błazucki, dyrektor Miejskiego Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Chełmie.
Możliwe, że ofiar kąpieli w Żółtańcach było jeszcze więcej, ale ze względu na urlopy dwóch lekarek nie udało się skompletować pełnych danych na ten temat. Pacjentom z wysypką zalecone zostały maści i leki odczulające. Mają też zakaz kąpieli.
Z czego powstała tajemnicza i budząca grozę wysypka? Zdaniem dyrektor sanepidu, przez niebezpiecznie wysokie temperatury roślinność na dnie zalewu zaczęła zakwitać. Kontakt z nią spowodował u alergików silne uczulenia. Sprawę ma szczegółowo zbadać powołany biolog. (pc)