Śmiertelnie zadławił się boczkiem

Tragedia w jednym z domów w Białce pod Krasnymstawem. 78-letni mężczyzna zadławił się kawałkiem boczku i udusił. Kilkanaście godzin później, najprawdopodobniej z wycieńczenia, zmarła też jego konkubina.

W środę, 9 października, w jednym z bloków w Białce pojawił się listonosz. Roznosił rentę. Pieniądze miał dostarczyć m.in. do 71-letniej kobiety. Gdy zadzwonił do drzwi, nikt nie odpowiedział. Ponowił próbę, ale nadal nikt nie otwierał. W końcu złapał za klamkę. – Drzwi były otwarte, tu się wszyscy znają i mało kto zamyka je na klucz – mówi Marek Wójtowicz, sołtys Białki. Oczom listonosza ukazał się makabryczny widok. 71-latka leżała na wersalce, a jej konkubent, 78-letni mężczyzna siedział oparty głową i ręką o stół.

Oboje nie żyli. Na miejscu pojawił się m.in. prokurator Józef Nowosad z Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie. W piątek wykonano sekcję zwłok zmarłej kobiety i jej partnera. Okazało się, że okoliczności ich śmierci są makabryczne. – 78-latek zmarł wskutek zadławienia się 10 centymetrowym kawałkiem boczku, który utkwił mu w przełyku – informuje Józef Nowosad.

Zgon 71-latki nastąpił najprawdopodobniej kilkanaście godzin później. – Mogło się to stać nawet dzień po śmierci 78-latka. Kobieta była bardzo schorowana, cierpiała na miażdżycę, nie chciała się leczyć. W mieszkaniu było bardzo zimno, przyczyną zgonu było wycieńczenie organizmu – dodaje Nowosad.

– Nie przypominam sobie podobnej tragedii – mówi Marek Wójtowicz, sołtys Białki. – Jesteśmy w szoku, to byli spokojni ludzie, nikomu nie wadzili, ale nie utrzymywali też jakichś bliższych relacji z innymi mieszkańcami naszej miejscowości – dodaje. (kg)