Spacer po nowym Ludowym

Do Parku Ludowego prowadzi teraz efektowna kładka, ale w środku przynajmniej na razie można obejrzeć takie obrazki, które w swoim programie oraz na profilu na Facebooku pokazała TVP3 Lublin

To jedna z niewielu atrakcji miasta w okresie minionych świąt, dlatego kto żyw w Lublinie odwiedził wówczas Park Ludowy. Jego otwarcie, z odpowiednim medialnym zadęciem, nastąpiło 22 grudnia 2020. Pobyt tu, nawet przy pogodnej aurze, mógł satysfakcjonować jedynie mniej wybrednych lublinian, bardziej młodzież niż starszych. Może lepiej wszystko będzie wyglądało wiosną, kiedy w miejscu wszechobecnego błota zazieleni się trawa.

Brak propozycji kulturalnych w mieście sprawił, że zrewitalizowany obiekt w okresie świąteczno-noworocznym przyciągnął tysiące lublinian, w tym całe rodziny. Zwiedzających intrygowała agrykultura tej inwestycji, gdyż Park Ludowy, choć pięknie usytuowany, ma jednak wiele tajemnic i rzeczy, którym warto się przyjrzeć.

Mieszkańcy Lublina, gremialnie przybyli na ten teren, mają bardzo mieszane wrażenia. Jednym nowa wersja Ludowego po zmianach podoba się, wielu innych widzi w nim „kawał pięknej, nikomu niepotrzebnej roboty” – słychać w głośnych komentarzach ludzi znających naturę tego miejsca, jako teren nadrzeczny, zalewowy.

Wchodząc za dnia do parku od strony nowoczesnej kładki pieszo-rowerowej nad Bystrzycą, stwierdzamy, że stanowi świetną bramę do Ludowego. Stąd widać już główną aleję parku wiodącą na wskroś obiektu wzdłuż osi wschód-zachód.

Od strony rzeki, w miejscu dawnego amfiteatru, spotykamy futurystyczną fontannę. Jest ładna, przyciąga estetyką 60 srebrzystych kul różnej średnicy. Zawierają one ruchome dysze, z których w sezonie ma obficie tryskać woda. W amfiteatralnym otoczeniu ławek fontanna ma zdaje się pełnić rolę primabaleriny, będzie „tańczyć”. Jej instalacje hydrotechniczne mają według planów wypełnić treścią program: Dydaktyczny ogród wodny – hasło to póki co widnieje na świetlistych tableau promujących park. Do tego czasu fontanna będzie jedynie ozdobą i z pewnością symbolem nowego Ludowego. W jej niecce widzimy misternie ułożoną mozaikę, a jakże, o motywach rybnych. Niecka fontanny jest zbyt płytka, by uchronić ją przed ciekawskimi, lecz o tym później. Nie brakuje głosów, że zamiast, a może oprócz fontanny przydałaby się zadaszona scena, w której latem mogłyby się odbywać koncerty czy sportowe eventy, bo takiego obiektu w parku brakuje.

Główny trakt spacerowy

…stanowi blisko 300 metrowy prospekt – aleja zrobiona z rozmachem budowniczych PRL, pozostawiona w tymże formacie. Tę „dwupasmówkę” biegnącą na wschód od fontanny przedzielają szerokie (na 25 m.) klomby kwiatowe – in spe, gdyż obecnie nie ma tu nawet trawy. Ów „pas startowy”, na którym przed laty stał prawdziwy samolot PLL LOT, kończy brama wyjazdowa z parku i… ściana ogromnej hali. W tym miejscu uroda Ludowego – jeśli taka zaistnieje wskutek feerii zieleni spodziewanej wiosną – zderzy się z kompleksem Targów Lublin SA. I nie harmonizuje to jedno z drugim.

Asfaltowej przestrzeni jest tutaj dużo, ewidentny nadmiar. Długość wszystkich traktów i alejek wynosi około 8 km. Jedne są szerokie na 10 m, inne ledwie na 3.

Co intrygujące, wymiar każdej niemal alei pomniejsza „zawalidroga” – tak spacerowicze określają ogromne betonowe kloce, które położono tu wzdłuż traktów pieszych. Do czego mogą służyć? Ich kształt i faktura sprawia, że ani na tym siedzieć, ani leżeć – zresztą kto zimą wytrzyma dłuższą chwilę na gołym betonie? Podobnie jak latem w upalny dzień, któż zaryzykuje oparzenie…

Nawet wejść na to „ustrojstwo” (40-50 cm wzwyż) nie jest łatwo. Zagadka. Dopiero widok wskakującego na taki klocek desko-rolkarza uświadamia nam dziejową, wyczynową rolę tego betonu. W chwilę później inny śmiałek pomyka po nim na BMX-ie niemal ocierając się o pieszych. Dla nich to istna szykana, zaś dla rolkarzy i figurowych kolarzy widocznie niezbędny element ich przygody. Kosztem bezpieczeństwa spacerujących?

Bo na cóż właściwie około setka takich bloków leży w parkowych alejkach? Niektóre liczą po 10 m długości, ok. metr szerokości. Czyż założeniem projektantów jest większa frekwencja w nim owych ekwilibrystów niż spokojnych pieszych? Czy park ma służyć jedynie młodzieży? – mnożą się pytania. Bo jak wśród szalejących akrobatów mają się czuć ludzie starsi lub po prostu mało sprawni?

A propos sprawność…

Urządzeń sportowo-rekreacyjnych jest tu sporo, choć ich ilość nie przytłacza. Największy teren (ponad hektar od strony al. Piłsudskiego) zaadaptowano na potrzeby cyklistów. Wytyczono tu tzw. pumptracki, gdzie mogą wyszaleć się na swych rowerach pokonując rozmaitej wielkości górki i przeszkody terenowe. Muszą omijać dołki, gdyż te są pełne wody.

Opodal, niczym mega pajęczyna, jawi się Zespół Urządzeń Linowych – głosi nazwa na tabliczce z logo projektu UE. Problem w tym, że kilkaset metrów kw. gruntu nurza się tu w błocie, stąd absencja na obiekcie.

Poprzez asfaltową aleję te 2 parcours sąsiadują z wybiegiem dla psów. Te również mają mokro. Choć w ostatnim czasie nie było intensywnych opadów wszędzie stoi tu woda. Dlaczego? Pieskie wybiegi są trzy, a nie przewidziano choćby małego placu dla kotów, które coraz częściej zabieramy na spacer?

Co dla najmłodszych odwiedzających nowy Ludowy? Ci odkryją tu przynajmniej dwa duże place zabaw: jeden o zaawansowanej infrastrukturze nadziemnej, gdzie każda małpka czułaby się świetnie, drugi – klasyczny pełen huśtawek, zjeżdżalni, drabinek i piaskownic.

Nie będę odkrywczy, gdy dodam, że dzieciom w zabawie najbardziej przeszkadza podskórna, gruntowa woda. Rodzice wskazują, że jeśli nawet obecne dziś na placu błoto z wiosną wyschnie, to pojawi się piach, który dzieci będą „tonami” nanosić w ubraniach i butach do domów. – Czy te place nie powinny być wyłożone jakąś pianką lub gąbką – narzeka jedna z napotkanych w parku mam.

Od strony stadionu Arena dwa boiska do siatkówki, oraz towarzyszące im fotele drewniane – mega kosztowne, toną w grzęzawisku. Zatem dostępność urządzeń sportowych i rekreacyjnych będzie wątpliwa, chyba że w kaloszach.

Błoto, błoto, błoto!

…pisze na temat wrażeń z parku Zofia Trębaczewska-Smutek w portalu Lublin Online. Wskazuje, że wysoki poziom wód gruntowych daje ów zauważalny o każdej porze roku efekt: – Park Ludowy właśnie z tego powodu winien pozostać parkiem choćby częściowo zdziczałym, z pełną bioróżnorodnością jaka w trudnych ekosystemach ma się dobrze – mówi to jako przyrodnik obeznany w ogrodnictwie. I nie wróży temu miejscu dobrej przyszłości.

Od strony Trasy Zielonej na kilku hektarach nie ulokowano żadnych urządzeń rekreacyjnych, prócz ławek. Lecz w tym obszarze stoi najwięcej wody, czuć swąd wilgoci. A przecież działa system drenaży i rowów melioracyjnych, które pompują nadmiar wody do Bystrzycy.

– Pod całym parkiem zbudowaliśmy skomplikowany system odwadniania. Nadmiar wody dreny prowadzą do rowów, skąd płynie do nowo zbudowanej przepompowni, następnie do rzeki. Tak zakrojone odwodnienie było konieczne by zapewnić prawidłowe użytkowanie parku przez kolejne lata – informował lubelski ratusz o efektach mozolnych prac trwających blisko 2 lata.

Negatywne opinie wskazują, iż podmokły teren może stanowić o porażce tej inwestycji. Ludzi irytuje to, co w parku znalazło się niepotrzebnie: – Zbędne tu są publiczne instrumenty muzyczne, zwłaszcza w dobie pandemii, podobnie jak leżące wszędzie betonowe bloki zabłocone śladami opon. Kosztowny to wybryk i niczemu nie służy. Te pieniądze mogłyby pójść na zieleń, której tutaj mało – twierdzi spotkana tu urzędniczka. Z kolei pozytywne komentarze podnoszą, że udało się zrekultywować teren jednak zdegradowany, a park teraz wygląda ładniej. I jak fajnie będzie, gdy wiosną zobaczymy zieleń…

A propos kwestionowanych tu betonowych szykan, warto dodać, że owe twory są również nośnikiem… przekazu kulturowego. Duża część klocków z betonu zawiera wykute na nich napisy: „szlachetność, sumienność, szczerość, szacunek, serdeczność, cierpliwość, rozwaga” – to tylko niektóre z cnót, jakie zdołałem zanotować. Ale również „hojność” – co od razu kojarzy mi się z rozrzutnością pieniędzy na to, co zbędne w przestrzeni parku. Nie spotkałem tu hasła „oszczędność”. A to jest dobry moment by…

Wspomnieć o pieniądzach

Park Ludowy ma powierzchnię ok. 23 ha, z czego dużą część zajmują urządzenia hydrologiczne, te nie służą rekreacji. Całość inwestycji to koszt blisko 44 mln zł (w tym 20,5 mln z UE). Co tutaj aż tyle kosztuje? Wiadomo, że gros wydatków pochłonęły roboty ziemne. Sporo kosztowały 2 rotundy mieszczące szalety (nadal nieoznakowane), podobnie jak sieć 34 kamer monitoringu. Chcemy wiedzieć, ile środków pochłonął ów zbędny beton ułożony na alejach parku i 11 urządzeń grających, oraz czy całość rewitalizacji warta jest ceny np. zbudowania nowej szkoły lub domu kultury?

W felietonie to są pytania retoryczne, lecz chętnie poznalibyśmy strukturę wydatków na agrykulturę tego miejsca. Z odnotowanych głosów wynika bowiem, że w Parku Ludowym podobają się obecnie dwie rzeczy: kładka ponad rzeką oraz fontanna.

Co prawda na alejach parku dominuje błoto, lecz to nie powód, by z brudnym obuwiem wchodzić do estetycznej fontanny – całymi rodzinami, o czym świadczą błotne odciski. Tym samym na długo przed jej inauguracyjnym popisem obiekt już wygląda na zapuszczony. Aż prosi się o zbudowanie tam ogrodzenia. Ciekawe, czy autor projektu, inwestor przewidzieli taki obrót rzeczy.

A kładka nad Bystrzycą? O ile za dnia udatnie harmonizuje z nadrzecznym bulwarem i otoczeniem parku, to już po zmroku wrażenia mogą być zgoła inne. Wychodząc z Ludowego tą samą drogą trzeba natknąć się na bryłę obiektu intensywnie rozjarzoną. Dotyczy to zresztą iluminacji całego parku. Oświetlenie jest gustowne, lecz i agresywne jak na przyszłą oazę zieleni. Owszem, cieszy tu duża ilość budek dla ptactwa zawieszonych na drzewach, tylko jak w nich nocować w świetle „jupiterów”. Przed rewitalizacją gniazdowało w tym parku mnóstwo ptaków. Dziś nocą, widoczny z oddali świetlisty smog nad Ludowym na pewno nie sprzyja ptasiej populacji w jego obszarze, a przecież i takich mieszkańców należałoby tu oczekiwać. Marek Rybołowicz