Społecznicy totalnie skłóceni

Wzajemne oskarżenia i niezgoda są ostatnio głównymi znakami rozpoznawczymi rady dzielnicy Bronowice. Czy naprawdę o to w samorządności chodzi?
Przeciwnicy Mariana Ignaciuka, szefa zarządu dzielnicy, twierdzą, że traktuje on radę dzielnicy jak prywatny folwark. A Marian Ignaciuk uważa oponentów za szkodników Bronowic. Podział głosów w radzie jest taki, że obie strony nie mogą „oczyścić” struktur „złej rady”. Czy wobec tego mieszkańcom Bronowic pozostaje czekać do następnych wyborów? A może lokalni społecznicy powinni pójść po rozum do głowy i brać przykład z Adama Głowacza, który przez kilkadziesiąt lat działał ponad podziałami politycznymi dla dobra Bronowic?
Konfliktu nie zgasiła kontrola urzędnika z ratusza – ostatnie posiedzenie rady dzielnicy zostało zerwane w atmosferze oskarżeń i niezgody. Przeciwnicy Ignaciuka oskarżali go o łamanie demokratycznych zasad i statutu rady dzielnicy oraz o brak planu rozwoju. Zainteresowany nie ukrywa zdziwienia tymi zarzutami. – Sugerowano mi różne rzeczy. Chociażby to, że pozwoliłem na wycinkę drzew przy ulicy Krańcowej i dzięki temu dostałem mieszkanie od dewelopera. A to nieprawda. Myślę, że części radnych nie spodobało się przede wszystkim to, że sprzeciwiłem się oświetleniu kościoła z rezerwy celowej – mówił Marian Ignaciuk.

Była nawet uchwała o samorozwiązaniu się rady dzielnicy, ale zdaniem prezydenta Lublina, Krzysztofa Żuka, podjęto ją z błędami proceduralnymi.
Ciągłe awantury szkodzą. Urząd Miasta Lublin nie przyjął np. wniosków dzielnicy do budżetu miasta na 2017 rok, jako że były one sygnowane przez zarząd dzielnicy, a nie radę dzielnicy. Ratusz prosił, by rada uchwaliła dokument „budżetowy” do 10 sierpnia. Ale to się nie udało.
Wstydząc się gróźb…
Część radnych była zaskoczona, że tak ważną sprawę, jak budżet, proceduje się w lipcu. – To okres urlopowy, nie wszyscy radni mogli się stawić – wyjaśniają Mariusz Grądzielewski i Andrzej Szyszko z rady dzielnicy, nieobecni na wspomnianym nadzwyczajnym posiedzeniu rady.
To posiedzenie zostało przerwane po 40 minutach – jak relacjonują radni – gdyż zamieniło się w awanturę o odwołanie przewodniczącej Danuty Bochniarz na wniosek radnych skupionych wokół przewodniczącego zarządu Mariana Ignaciuka. „Wstydząc się wyzwisk i gróźb fizycznych, padających ze strony wnioskodawców, nie mając narzędzi do prowadzenia zebrania, postanowiłam posiedzenie zamknąć” – czytamy w protokole wiceprzewodniczącej.
Spór na Bronowicach ciągle się zaognia.

Chcą zmiany statucie

Zdaniem społeczników wprowadzenie zmian w statucie rad dzielnic jest niezbędne. – Przede wszystkim rady powinny mieć większą autonomię. Luki widać choćby w sprawach odwołań, kompetencjach komisji rewizyjnej. A w naszym przypadku dochodzi do tego problem z grupą skupioną wokół przewodniczącego – dodaje Szyszko. Oponenci nie kryją, że nie widzą dalszej pracy rady w aktualnym składzie przy takich podziałach.
Nad sytuacją ubolewa Adam Głowacz, wieloletni społecznik, a dawniej również miejski radny. – Nigdy nie myślałem, że będę oglądał tak bezwstydny spektakl samorządności – komentuje. Jako uczestnik ostatniego posiedzenia rady dzielnicy wspomina z niego jedynie wojenkę i kłamliwe oskarżenia rzucane w stronę przewodniczącej rady. To dzięki udostępnionym przez niego dokumentom przybliżono nam aktualną sytuację w radzie.
– Trudno w tym momencie cokolwiek powiedzieć. Wysoki wysłannik miasta przekazał prezydentowi odpowiednie informacje. Na chwilę obecną wstrzymam się od komentarza – mówi nam Marian Ignaciuk.
Strony spierają się o statut, który jest prawną podstawą funkcjonowania rad dzielnic. O jego zmianę wnioskuje u zastępcy prezydenta Lublina Krzysztofa Komorskiego i przewodniczącego rady miasta Piotra Kowalczyka członek komisji rewizyjnej w bronowickiej radzie, Mariusz Grądzelewski.
BARTŁOMIEJ CHUDY