Świdnickie śmigłowce ciągle w poczekalni

Program modernizacji floty śmigłowców Sił Zbrojnych RP to jeden z najważniejszych projektów unowocześnienia armii. Zdecydowana bowiem większość z około 250 wiropłatów, które posiada Wojsko Polskie, to konstrukcje mocno już przestarzałe. W większości to maszyny wyprodukowane w latach 70. i 80. XX wieku, a ich resursy eksploatacyjne nieubłaganie zbliżają się do końca. Z dużymi nadziejami na program czeka PZL-Świdnik, ale to wyczekiwanie mocno się wydłuża…


Większość śmigłowców Wojsk Lądowych ma za sobą kilkadziesiąt lat służby. Wielozadaniowe Mi-2, których mamy ok. 60, są produkowane od 1965 roku, a Mi-8, których jest prawie 20, powstawały w latach 1967-77. Z kolei dziesięć Mi-14 napływało do WP od 1975 roku. Jedyne polskie maszyny uderzeniowe, czyli Mi-24, których w służbie jest około 30, to śmigłowce produkowane głównie w latach 1981-85 a najmłodsze są z rocznika 1989 (kupione na Ukrainie).

Jeszcze kilka lat temu za rok krytyczny uznawano 2018, wówczas bowiem miało nastąpić wyczerpanie resursów dużej liczby Mi-2 oraz Mi-8. Następnie ów symboliczny moment gwałtownej redukcji floty przesunięto na rok 2020, w którym to proces wychodzenia z linii śmigłowców Mila osiągnie już spektakularne rozmiary. Jego odsuwanie w czasie jest co prawda możliwe, ale wiąże się z ogromnymi wydatkami na remonty.

Aby zapewnić sprawność takim helikopterom, konieczna jest wymiana lub regeneracja większości ich agregatów, co podnosi koszty nawet do poziomu kilkunastu milionów złotych za egzemplarz, co czyni taki zabieg mało opłacalnym. Cena małego, szkoleniowego SW4 produkowanego w Świdniku, zaczyna się od 6 mln zł; śmigłowce wojskowe z tej firmy, (ostateczna cena zależy od specyfikacji), to wydatek od kilkudziesięciu mln zł.

Koncepcja poprzedniego rządu

W kwietniu 2015 r. MON (za rządów PO i PSL) w przetargu na 50 wielozadaniowych śmigłowców do końcowego etapu zakwalifikowało śmigłowiec H225M (wcześniejsze oznaczenie EC725) Caracal produkcji Airbus Helicopters. Kontrakt miał opiewać na 13,5 miliarda złotych. Co najmniej tyle samo miała wynieść wartość oferowanego offsetu.

Wśród tych 50 Caracali miało być 16 wielozadaniowych, głównie transportowych dla wojsk lądowych, 8 maszyn poszukiwania i ratownictwa Combat Search and Rescue w wersji SOF dla wojsk specjalnych, 5 CSAR Medavac, 7 CSAR dla wojsk lądowych, 6 CSAR dla Marynarki Wojennej RP oraz 8 w wersji do zwalczania okrętów podwodnych dla marynarki.

Wkrótce po tej decyzji zaczęły do opinii publicznej docierać nieśmiałe opinie fachowców (nie mówię tu o głośnych politykach), że o ile Caracale są świetnym wyborem na transportowce, to już dla wojsk specjalnych czy marynarki, można było wybrać jednak lepsze konstrukcje. Mówiono też, że olbrzymie zakupy omijają całkowicie dwie największe, zlokalizowane w Polsce wytwórnie helikopterów, chociaż z obcym kapitałem (Świdnik, Mielec).

Inni mówili, że w Łodzi powstanie tylko wielka montownia francuskiej konstrukcji, a pod względem części zamiennych uzależnimy się od Francuzów. Nie brakowało też głosów, że Caracale dla Polski są nieprzyzwoicie drogie. Podawano tu przykłady zakupu tych śmigłowców przez Malezję, Tajlandię, a przede wszystkim przez Brazylię, gdzie wielkość kontraktu i konfiguracja zamówionych śmigłowców była niemal taka sama jak w Polsce, a cena aż o 43 proc. niższa.

30 września 2015 roku rozpoczęły się negocjacje offsetowe. Po roku ich prowadzenia Ministerstwo Rozwoju, już rządu PiS, zerwało negocjacje z producentem śmigłowców Caracal.

Rządowe obietnice

O ile można zrozumieć decyzję o unieważnieniu przetargu, to dalsze działania MON trudno już wytłumaczyć. Rząd, ustami ówczesnego wiceministra obrony Bartosza Kownackiego, zapowiedział kolejny przetarg, ale o terminie i szczegółach nie chciał mówić. Później minister obrony Antoni Macierewicz kilkakrotnie obiecywał (nawet interwencyjne) kupno helikopterów – z Mielca i Świdnika.

Na przykład w 2016 roku, w obecności ówczesnej premier Beaty Szydło, minister zapowiadał, że „już w tym roku zostaną dostarczone przynajmniej pierwsze dwa helikoptery”, a „w przyszłym roku – osiem helikopterów”. Mamy październik 2018 roku, dawno nie ma ministra Macierewicza, za to wciąż trwa procedura wyboru wielozadaniowych śmigłowców dla sił lądowych i morskich w zakresie ratownictwa i zwalczania okrętów podwodnych i nie widać rozstrzygnięć przetargu.

Z resortu obrony dochodzą za to głosy, że w ogóle śmigłowce to nie jest sprzęt najbardziej wojsku potrzebny. No i Inspektorat uzbrojenia w czerwcu 2018 cofnął zaproszenie wysłane do producentów śmigłowców na maszyny dla wojsk specjalnych. Niewiele dzieje się też w sprawie śmigłowców dla marynarki, gdzie zdaniem fachowców faworytem jest maszyna z wytwórni w Świdniku.

Nie będę się wypowiadał za fachowców, przytoczę słowa generała Waldemara Skrzypczaka, byłego dowódcę Wojsk Lądowych i byłego wiceministra obrony narodowej, który twierdzi, że trzeba oddać pilotom wielki szacunek, że chcą jeszcze na starych maszynach latać. Te śmigłowce zużyły się w Iraku i w Afganistanie. Utrzymywanie ich nadal jest nieporozumieniem. Także inni przedstawiciele wojska – były dowódca wojsk specjalnych, generał dywizji Piotr Patalong oraz znany pilot i dowódca z naszej marynarki, komandor pilot Roman Morawiec, są zgodni, że priorytetem dla polskiej armii powinny być śmigłowce.

– Śmigłowce gwarantują szybki transport jednostek bojowych, ale również ich osłonę, stanowią także konkretną siłę ognia – twierdzi Patalong. – Nowoczesne maszyny są niezbędne również w ratownictwie morskim czy do zwalczania okrętów podwodnych. – mówił w kwietniu 2018 roku Morawiec.

Co się odwlecze…?

Co będzie dalej ze śmigłowcami dla armii, wojsk specjalnych i lotnictwa morskiego, nie wie nikt. Ministerstwo Obrony Narodowej ma za to nowego konika. Są nim śmigłowce bojowe, szturmowe, do zwalczania m.in. czołgów, które mają zastąpić zużyte poradzieckie Mi-24.

W lipcu tego roku całą prasę zelektryzowały informacje o współpracy Polskiej Grupy Zbrojeniowej z Grupą Leonardo, która jest właścicielem świdnickich zakładów. Mówiło się, że w ramach programu zbrojeniowego „Kruk” w Świdniku będą mogły być budowane nowoczesne śmigłowce szturmowe, Grupa Leonardo i Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) podpisały bowiem list intencyjny określający zasady współpracy w ramach programu AW249 – najnowszego śmigłowca bojowego, będącego obecnie na etapie prac projektowych we Włoszech, a mającego zaspokoić zapotrzebowanie Wojska Polskiego na nowy śmigłowiec bojowy.

W podpisanym liście intencyjnym spółki Leonardo i PGZ formułują zasady przyszłej współpracy w zakresie tak różnych działań, jak projektowanie, produkcja, montaż końcowy, sprzedaż oraz wsparcie posprzedażne śmigłowca AW249. Dokument potwierdza zainteresowanie PGZ oraz Leonardo rozwojem oraz produkcją nowego śmigłowca bojowego, tworzonego na potrzeby armii włoskiej oraz jego polskiego wariantu w ramach programu Kruk – można było przeczytać w komunikacie.

– To najlepsze, co mogło przydarzyć się Świdnikowi. Ta umowa pozwoli na rozwój PZL-Świdnik, a także może być zapowiedzią zmian kapitałowych – mówił Artur Soboń, wiceminister resortu inwestycji i rozwoju, poseł PiS ze Świdnika. Gian Piero Cutillo, dyrektor zarządzający Leonardo Helicopters, powiedział: „Ta umowa to kamień milowy w historii współpracy włoskiego i polskiego przemysłu obronnego, włączający polski przemysł w najważniejszy obecnie program rozwoju śmigłowca bojowego”.

Tu warto jednak przypomnieć, że rok wcześniej, bo 18 lipca 2017 roku, Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) podpisała list intencyjny z Bell Helicopter o wspólnych pracach nad śmigłowcem wielozadaniowym, ale także o potencjalnej współpracy przy pozyskaniu śmigłowca uderzeniowego „Kruk” – czytaliśmy wtedy w komunikacie!

Wracając do AW249, to śmigłowiec o maksymalnej masie startowej 7-8 ton i ładowności powyżej 1800 kg. Będzie szybki, o dużym zasięgu co pozwoli na przetrwanie bojowego śmigłowca w najtrudniejszych warunkach podczas misji wsparcia powietrznego oraz zbrojnej eskorty. Nowa maszyna ma mieć najnowocześniejsze systemy komunikacji i zarządzania polem walki. Śmigłowiec będzie mógł np. kierować rojem bezzałogowych statków powietrznych.

Ma też mieć silne uzbrojenie. Poza działkiem zamontowanym w wieżyczce AW249 będzie charakteryzował się elastycznym systemem uzbrojenia, tworzonym przez sześć zasobników zamontowanych na skrzydłach, dzięki którym maszyna zabierze różne kombinacje kierowanych pocisków powietrze-ziemia lub powietrze-powietrze, jak również rakiet niekierowanych. Dwa silniki o dużej mocy pozwolą maszynie działać w każdych warunkach klimatycznych.

Nowe śmigłowce, których ma być 32, kosztować mają około 10 miliardów złotych. Tyle obietnic, ale czas realizacji zupełnie nieznany. Co prawda Jerzy Gruszczyński, redaktor naczelny pisma „Lotnictwo Aviation International”, twierdzi, że przygotowania do realizacji budowy AW249 w Italii są już bardzo zaawansowane. Włosi zapewne szybko będą realizowali projekt. Co zrobi jednak polski rząd?

Przy budżecie wojska na 2018 rok (!) jeszcze w listopadzie 2017 r „Inspektorat Uzbrojenia w zakresie realizacji priorytetowych zadań Planu Modernizacji Technicznej [stwierdzał, że] planuje podpisać w 2018 r. umowy na dostawę śmigłowców w wersji bojowego poszukiwania i ratownictwa – CSAR SOF, w wariancie dla pododdziałów wojsk specjalnych; śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych wyposażonych dodatkowo w sprzęt medyczny pozwalający na prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczych CSAR! Tymczasem rok się kończy i nie został rozstrzygnięty żaden przetarg.

Będzie konkret?

Polską armię czeka zapaść dotycząca wojsk mobilnych. PZL-Świdnik ma jednak tym razem realną szansę na duże zamówienie od wojska. Chodzi o produkowany w Świdniku śmigłowiec uderzeniowy W-3PL Głuszec. To zbudowany na bazie sokoła polski śmigłowiec wsparcia pola walki. W tej chwili w Wojskach Lądowych znajduje się osiem takich maszyn, które świdnicka wytwórnia do 2016 roku przebudowała do tej wersji z posiadanych przez wojsko sokołów.

Teraz wojsko przymierza się do pozyskania kolejnych śmigłowców uderzeniowych W-3PL Głuszec. Inspektorat Uzbrojenia Wojska Polskiego poinformował o rozpoczęciu dialogu technicznego o modernizacji śmigłowców W-3 Sokół znajdujących się na stanie Wojsk Lądowych WP. Nie jest to jeszcze równoznaczne ze złożeniem zamówienia na głuszce, a dopiero pierwszym krokiem w tym procesie.

– Jedyną firmą, która może podjąć się takiej modernizacji to PZL-Świdnik – przekonywał na konferencji prasowej Artur Soboń, poseł ze Świdnika, wiceminister w resorcie inwestycji i rozwoju. – Jednym z warunków przystąpienia do tego zadania jest „oświadczenie o posiadaniu praw własności intelektualnej do dokumentacji technicznej śmigłowca W-3 Sokół”. – Po modernizacji praktycznie będą to nowe maszyny, z cyfrową awioniką, wyposażone z przeciwpancerne rakiety, prawdopodobnie będą to izraelskie spike. Będą lepsze niż mieleckie black hawki – uważa Soboń.

Dialog wojska z PZL-Świdnik ma potrwać do lutego 2019 roku. Ewentualny kontrakt może być bardzo intratny dla świdnickiej fabryki. Mówi się o 31 wojskowych sokołach przeznaczonych do gruntownej modernizacji. Koszt przebudowy jednej maszyny to ok. 40 milionów złotych. Rocznie firma ze Świdnika jest w stanie zmodernizować 5-6 maszyn. Łączna kwota zlecenia to 1,5 miliarda złotych.

Tu warto dodać, że PZL-Świdnik od lat jest kluczowym partnerem polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej. W służbie polskich Sił Zbrojnych jest prawie 160 śmigłowców tu wyprodukowanych. Niemal 80 proc. wszystkich śmigłowców dostarczonych polskim Siłom Zbrojnym w ostatnich latach zostało zaprojektowanych w Świdniku. Co będzie dalej?

Ryszard Nowosadzki