Szklanki lecą ze stołu, cegły ze ścian

Spadające ze stołu szklanki, drżące witryny i hałas tak przejmujący, że nie dało się normalnie funkcjonować – takie atrakcje zapewnili mieszkańcom ul. Lipowej we Włodawie budowlańcy, którzy z ciężkim sprzętem wjechali na teren SP nr 2, by budować boisko. – Mieszkańcy mogli odczuć pewne niedogodności, ale najgorsze już za nimi – mówi burmistrz, Wiesław Muszyński.

Na nowe boisko uczniowie SP nr 2 we Włodawie czekali od wielu lat. Ich marzenia o grze w piłkę na świetnej, sztucznej nawierzchni wkrótce się ziszczą, bo budowa obiektu już ruszyła. Niestety, nie wszystkim jest ona w smak. Kilku mieszkańców ul. Lipowej, których posesje leżą najbliżej szkoły złorzeczą, na czym świat stoi, bo wyposażenie ich domów zachowuje się tak, jak podczas seansu spirytystycznego. – Hałas jest tak potworny, że nie da się normalnie funkcjonować – mówi jedna z mieszkanek. – Jakby tego było mało, maszyna do ubijania podłoża generuje tak olbrzymie wibracje, że są one odczuwalne w naszych domach. Tylko u nas zbiły się dwie szklanki, które same zjechały ze stołu.

Drży wszystko – szyby w oknach, meble, talerze. Jest tragedia. U sąsiadów podobno od domu oddzieliła się weranda, u innych ze ścian wylatują cegły, a z sufitu leci tynk – opowiada kobieta i narzeka, że jej interwencja w Urzędzie Miasta zdała się na nic. W odpowiedzi na takie rewelacje teren budowy odwiedził w piątek burmistrz, Wiesław Muszyński. – Faktycznie, najbliższe sąsiedztwo budowy mogło odczuwać pewne niedogodności, ale inaczej tego zrobić się nie dało – mówi Muszyński. – Poza tym najbardziej uciążliwe dla mieszkańców prace polegające na utwardzeniu gruntu pod boisko dobiegły już końca, więc dyskomfort w dalszych etapach budowy będzie o wiele mniejszy – dodaje burmistrz. (bm)