Tajny wypad do Krakowa?

fot. facebook.com/Nasza-Wierzbica

Zazwyczaj wylewna i ochoczo publikująca w internecie relacje ze spotkań, imprez czy przebieranek wójt Wierzbicy Zdzisława Deniszczuk ukrywała dwudniowy wyjazd do Krakowa. Od tygodni nie chce zdradzić, ile gmina zapłaciła za jej „wypad”. Relacji z wyjazdu nie zdała też radnym w sprawozdaniu z działalności wójta. Za to na ostatniej sesji poskarżyła się, że gazeta ją o to …pyta. Wyżaliła się, by w końcu powiedzieć radnym, ile poszło z gminnej kasy. Ale pytań jest więcej.

8 i 9 kwietnia w Krakowie odbył się V Europejski Kongres Samorządów – Forum Ekonomiczne. Do Krakowa udała się też świeżo upieczona wójt Wierzbicy, Zdzisława Deniszczuk. Ale o tym, że pojechała do stolicy Małopolski, dowiedzieliśmy się przypadkiem. Bo wójt, znana ze swojej internetowej aktywności, publikowania w mediach społecznościowych każdej informacji z jej udziałem, relacji z wiejskich spotkań, imprez, a nawet zdjęć przebieranek nie pochwaliła się tak ważną, ogólnopolską konferencją. Zaskakujące, prawda?

Relacji z wyjazdu wójt nie zdała także radnym podczas majowego posiedzenia rady gminy. A zgodnie z przepisami na każdej sesji ma taki obowiązek. Oczywiście wójt, słuchając jej wystąpienia podczas sesji, wiele w tym czasie zrobiła. Ogrom pracy włożyła w organizację nowego roku szkolnego i szukaniu oszczędności w oświacie.

Chwaliła się radnym spotkaniami z młodzieżą, mieszkańcami, sołtysami w sprawie remontów dróg, mówiła, jak interweniowała o pomoc w sprawach administracyjnych, poprawiała wnioski złożone w urzędzie marszałkowskim, pomagała i przyspieszała, monitorowała i spotykała się. Z kim?

– Działalność wójta to nie tylko sprawy urzędowe, ale sprawy związane bezpośrednio z mieszkańcami – mówiła wtedy w relacji ze swojej pracy. – Brałam udział w konferencjach, spotkaniach samorządowych, okolicznościowych, jubileuszowych np. z okazji 100 lecia urodzin, świątecznych czy spotkaniach ze strażakami OSP. Powiedziała o konferencji Amazonek, na którą pojechała do Łęcznej. I o konferencji Kół Gospodyń Wiejskich, która odbyła się w Urszulinie.

Ale o dwudniowym wyjeździe do Krakowa i korzyściach, jakie dał on gminie, nie padło ani jedno słowo. Czyżby wójt obawiała się, że radni mogą zapytać, po co tam pojechała i ile kosztowało to gminę? Niedługo po wyjeździe zapytaliśmy wójt, kto finansował i ile kosztował jej wyjazd na kongres do Krakowa. Prosiliśmy o uszczegółowienie wydatków, czyli podanie ile zapłaciła za przejazd, zakwaterowanie, wyżywienie i w jakiej wysokości pobrała dietę.

Chcieliśmy także wiedzieć, czym pojechała do Krakowa, bo przecież gmina nie ma służbowego auta. No i oczywiście jakie korzyści dla gminy Wierzbica przyniósł ten dwudniowy wypad. Wójt chyba mocno głowiła się, jak nie odpowiedzieć na te drażliwe pytania, bo po dwóch tygodniach uprzejmie poinformowała nas, że „wyjazdy służbowe pracowników Urzędu Gminy finansowane są z budżetu gminy – rozdział 75023 klasyfikacji budżetowej”.

To, że za wyjazd pani wójt zapłacili podatnicy, to akurat żadna nowina. Nikt przecież nie podejrzewał ani nie spodziewał się, że mogłaby zapłacić za to z własnej kieszeni. Taką samą informację dostaliśmy prosząc kolejny raz o odpowiedź na trzy konkretnie postawione pytania dotyczące kosztów wyjazdu. Nie poznaliśmy także odpowiedzi na pytanie, dlaczego wójt nie poinformowała o wyjeździe podczas sesji.

Zamiast tego podczas ostatniego posiedzenia rady gminy wójt wyżaliła się radnym, że jedna z „niszowych gazet lokalnych” czepiła się jej, a nawet grozi wystąpieniem na drogę sądową jeśli nie udzieli nam informacji. I wygłosiła taką oto tyradę: „Dzięki bardzo dobrej współpracy z radą gminy oraz pełnej akceptacji radnych mogę realizować przedsięwzięcia, które będą służyły mieszkańcom.

Aby to realizować spotykam się i będę się spotykać z samorządowcami, parlamentarzystami, politykami, przedsiębiorcami aby ich pozyskać dla naszej wspólnej sprawy, która zwyczajnie ma na imię Wierzbica”. Wójt sprytnie chce „wplątać” radnych w kłopotliwą dla siebie sprawę wyjazdu.

I nawet zaczyna mówić w ich imieniu. Stara się też postawić tezę, że gazeta krytykuje wyjazdy i spotkania, które mają służyć gminie. A prawda jest taka, że gazeta chce tylko poznać koszty wyjazdu. Groźba wstąpienia na drogę sądową chyba poskutkowała, bo na koniec sesji, w wolnych wnioskach wójt przyznała, ile gminę kosztował jej wyjazd.

Najpierw, dla porównania, podała ile samorząd zapłacił za wyjazdy służbowe w 2017 roku (21 tys. zł) i 2018 roku (18 tys. zł). A w pierwszej połowie tego roku to ponad 9 tys. zł. – Natomiast mój wyjazd do Krakowa kosztował gminę 819 zł i 70 groszy – przyznała na koniec.

Ale to bynajmniej sprawy nie zamyka. Nadal nie otrzymaliśmy odpowiedzi na trzykrotne zadawane pytania m.in. dotyczące tego, czym wójt pojechała do Krakowa i czy na samą podróż pobrała delegację. Wójt dobrze wie, o co pytamy, a my się bardzo dobrze domyślamy, dlaczego nie chce na te pytania odpowiedzieć. (bf)