Tak pomagali, że zabili

Co dokładnie stało się przed „Cegiełką” gorącej, lipcowej nocy? Oskarżeni utrzymują, że chcieli jedynie pomóc leżącej na ziemi parze, ale skończyło się na szarpaninie i śmierci pobitego mężczyzny. Wersja wdowy jest inna. Przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył właśnie proces w tej sprawie.

Do tych tragicznych wydarzeń doszło w nocy z 30/31 lipca ub. roku. Jak przyznała na pierwszej rozprawie wdowa po zmarłym 46-latku, byli wówczas na grillu u znajomego, gdzie wypili butelkę whisky. Następnie poszli do baru na wódkę, a około północy udali się do domu. W akcie oskarżenia jest napisane wprost, że byli pijani i przewracali się, aż w końcu wylądowali na poboczu nieopodal „Cegiełki”.

W tym czasie ulicą Lwowską przejeżdżało pięciu młodych mężczyzn – jechali do sklepu po alkohol. I tu zaczynają się rozbieżności w zeznaniach. Wdowa po 46-latku twierdzi, że ktoś krzyknął w stronę jej męża: „ty pedale!”. Powodem miał być fakt, że mężczyzna nosił długie włosy i brodę. Po chwili mieli zostać zaatakowani, a kobieta straciła przytomność.

Wersja oskarżonych jest taka, że zobaczyli leżącą na ziemi parę i zatrzymali auto, by sprawdzić, co się stało. Kamil W. (20 lat), Przemysław L. (21 lat) i Mateusz Z. (19 lat) podeszli do małżeństwa z butelkami z piwem w dłoniach, a dwaj pozostali (nieletni oraz brat jednego z nich) czekali w aucie. Jeden próbował podnieść leżącego 46-latka. Wtedy kobieta zerwała się, zaczęła wyzywać nieznajomych i krzyczeć, by zostawili jej męża. Podniesiony przez nich 46-latek znów się przewrócił, po czym wstał i usiłował uderzyć Przemysława L. w głowę. Nie trafił, bo chłopak zrobił unik. W odwecie L. uderzył go pięścią w twarz. Wywiązała się szamotanina, w efekcie której 46-latek doznał ciężkich obrażeń. Pobity i skopany upadł. Według oskarżonych, uderzając przy tym głową o chodnik.

Po wszystkim młodzi wsiedli do samochodu i odjechali. Chwilę później nadjechał inny kierowca, który zatrzymał się i wezwał pomoc do rannego mężczyzny. Pobity 46-latek trafił do szpitala. Tam został przesłuchany i przeszedł operację mózgu. Po operacji zmarł (9 sierpnia).

– Nie byliśmy nastawieni agresywnie – mówili na pierwszej rozprawie oskarżeni. Całej trójce grozi do 10 lat więzienia. Kolejne posiedzenie sądu w tej sprawie zaplanowano za miesiąc. (pc)