To Polska właśnie

Choć wszyscy zgodnie przyznają, że rodzina pana Mirosława została bezprawnie pozbawiona przez współwłaściciela kamienicy dostępu do wody, mijają kolejne miesiące i nikt nie może z tym nic zrobić. – Trzeba czekać – tłumaczy się nadzór budowlany, a jako przykład podaje sprawę, w której wyegzekwowanie usunięcia skutków nielegalnych działań trwało… 7 lat.

Jak to jest być współwłaścicielem kamienicy, a od 10 miesięcy czuć się jak biedak bez podstawowego składnika życia? Chyba nikt nie chciałby się o tym przekonać na własnej skórze. Rodzina pana Mirosława nie ma wyboru, bo choć i organy ścigania, i urzędnicy zdają sobie sprawę, że to, co robi ludziom ich „sąsiad”, jest bezprawne – wszyscy bezradnie rozkładają ręce.

Rodzina mieszka w kamienicy przy ul. Reformackiej, pod nimi mieści się „Toscania”. W wyniku konfliktu między p. Mirosławem a mężem właścicielki lokalu (p. Mirosław nie chciał sprzedać swojej części udziałów i wyprowadzić się ani też nie zgodził się na przedłużenie koncesji na alkohol) ten drugi zdemontował część wewnętrznej instalacji wodociągowej, położonej w kuchni „Toscanii”. Efekt: rodzina p. Mirosława została pozbawiona wody.

To było jesienią ub. roku i od tamtej pory nic się nie zmieniło. Prokurator postawił Arturowi S. zarzut popełnienia przestępstwa z art. 191 par. 1a kodeksu karnego (uporczywe utrudnianie korzystania z lokalu mieszkalnego), a sprawa utknęła na wokandzie razem z innymi z uwagi na koronawirusa.

Do czasu wyroku śledczy, jak mówią, nic nie mogą zrobić. Tak samo jest z MPGK i inspekcją nadzoru budowlanego. Przedstawiciele obu nieraz próbowali wejść do pomieszczenia, w którym znajduje się przyłącze wody, ale S. broni go niczym skarbca i nie wpuszcza nikogo. Ma prawo, bo pomieszczenie jest częścią jego mienia.

W marcu Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Miasta Chełm wydał decyzję nakazującą Arturowi S. usunięcie skutków ingerencji w wewnętrzną instalację wodociągową, aby zapewnić rodzinie p. Mirosława dopływ wody. Podlega ona natychmiastowemu wykonaniu. Tyle że S. odwołał się do wojewódzkiego inspektoratu, a ten kazał inspekcji z Chełma przeprowadzić oględziny. (18 czerwca) Inspekcja w obstawie policji przyszła do „Toscanii” – postali przed drzwiami do kuchni, spisali protokół i wyszli…

– Była policja. Dlaczego nie weszli do środka? – pyta zmęczony już tym wszystkim pan Mirosław.

Jak tłumaczy nadzór budowlany, policja była po to, by w razie czego uspokoić Artura S., ale mężczyzna w ogóle nie pojawił się na miejscu. Oni bez prawomocnej decyzji w ręku sami nie mogą wejść do środka, bo mężczyzna mógłby ich pozwać za naruszenie miru. Spisali zatem protokół, wysłali go do Lublina i czekają. Do końca lipca powinna przyjść decyzja. Jaka? To się okaże, bo albo wojewódzki inspektor utrzyma w mocy decyzję powiatowego – i w końcu w obstawie policji będzie można wejść do pomieszczenia z przyłączem, a S. zmusić do naprawienia szkody i nałożyć na niego grzywnę – albo ją uchyli lub zmieni.

Mało tego, jak mówi powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Jacek Osmoła, nawet od prawomocnej decyzji nadzoru S. może się odwołać do sądu administracyjnego, a sąd może zablokować im wykonanie decyzji do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Błędne koło, a i na tym nie koniec, bo jest jeszcze II instancja, kasacja oraz możliwość odwołania na każdym etapie postępowania egzekucyjnego.

– Mieliśmy przypadek, kiedy to dopiero w 2019 roku udało nam się doprowadzić do rozbiórki bezprawnie wybudowanego budynku. Sprawa trwała od 2012 roku – mówi Osmoła.

Pytanie tylko, czy rodzina wytrzyma tyle lat, przynosząc w wiadrach i butelkach wodę do picia, mycia i WC z ulicznego hydrantu. (pc)