Tony łachów przy głównym skrzyżowaniu

Kilkadziesiąt ton starych ubrań składuje na swojej posesji mieszkaniec Wereszczyna (gm. Urszulin). Sąsiedzi boją się, że ucierpieć na tym może nie tylko wizerunek wsi, ale i okoliczni mieszkańcy, na których rozniesie się plaga szczurów i robactwa.

W centrum Wereszczyna, na prywatnej posesji jej właściciel urządził wielkie składowisko starych ubrań. Stosy szmat wypełniają cały budynek, są też składowane na ziemi, pod czarną folią i na przyczepie. Mieszkańcy boją się plagi szczurów, myszy i innego robactwa, które może przenosić choroby. Sprawa od jakiegoś czasu jest tematem i międzysąsiedzkich rozmów i wiejskich zebrań. Po ostatnim z nich ludzie wystąpili do wójta o zbadanie sprawy i zapobieżenie potencjalnemu zagrożeniu.

Podpisana przez kilkadziesiąt osób petycja trafiła do Urzędu Gminy w Urszulinie. – Wystąpiliśmy do właściciela posesji o wyjaśnienia w tej sprawie. Na ich złożenie miał czas do piątku (7 sierpnia) – mówił pod koniec ubiegłego tygodnia wójt Urszulina Tomasz Antoniuk. Na razie nikt nie wie, skąd pochodzą ubrania, ile ich jest i czy są sprzedawane czy tylko składowane w Wereszczynie.

Pewnie wyjaśnieniem powyższych kwestii zajmować się będą odpowiednie służby, takie jak sanepid, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, a być może też policja i prokuratura. Będzie to uzależnione od tego, czy gmina uzyska wyjaśnienia od właściciela posesji. Wiadomo, że prowadzi on pod tym adresem działalność gospodarczą. Według mieszkańców kiedyś zajmował się prowadzeniem sklepu z odzieżą używaną, ale dziś jest on nieczynny.

Sprawa jest bardzo podobna do afery, jaką wywołał przedsiębiorca z Włodawy, który sprowadzał do miasta setki ton odpadów z zagranicy. Do Wereszczyna ubrania też przyjeżdżają TIR-ami, ale nikt nie wie, skąd i w jakim celu.

Do tematu wrócimy. (bm)