Tragiczna śmierć Rafała

Był wychowawcą młodzieży i znanym lubelskim dziennikarzem, związanym także z naszą redakcją. Ciężko uwierzyć, że Rafał Szostak nie napisze już żadnego artykułu, nie uraczy czytelników fascynującymi opowieściami o przyrodzie i swoich dalekich wyprawach, które tak uwielbiał. Odszedł na zawsze, zostawiając dzieci, żonę i ogromne grono przyjaciół. Miał dopiero 51 lat…

Do końca była nadzieja, że Rafał odnajdzie się cały i zdrowy. Przez kilka dni był poszukiwany przez rodzinę, znajomych i policjantów. Do akcji włączyło się nawet słynne biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego.
Do zaginięcia doszło 6 lutego. Wieczorem Rafał wyszedł z domu i przepadł jak kamień w wodę. Nikt go nie widział, nie nawiązał kontaktu z bliskimi. Następnego dnia nie pojawił się w pracy – w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym przy ul. Głuskiej w Lublinie, gdzie był nauczycielem. Bliscy przeczuwali, że mogło stać się coś złego, bo Rafał chorował na cukrzycę i był po zawale. Komunikat o poszukiwaniach ukazał się w wielu mediach.
W piątek policjanci jeszcze raz przeczesali Stary Gaj w Lublinie. Tam odnaleźli ciało Rafała. Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić okoliczności jego śmierci. Prawdopodobnie przyczyną było wychłodzenie organizmu.

Tragiczna śmierć Rafała jest szokiem zwłaszcza dla lubelskiego środowiska dziennikarskiego. Rafał przez lata był związany z „Dziennikiem Wschodnim”, gdzie zaczął pracę w 1991 r., po ukończeniu studiów na Wydziale Politologii UMCS. Był prawdziwym ekspertem od spraw środowiska. Od dziecka kochał przyrodę i jako reporter potrafił o niej wspaniale opowiadać. Uczył się nawet w technikum leśnym. Miał niezwykłą wiedzę, którą zaskakiwał prowadzących i widzów w telewizyjnych teleturniejach.
W pracy był niezwykle sumienny i obowiązkowy. Dla wszystkich, którzy go znali, dał się poznać przede wszystkim jako świetny kolega, który nigdy nie odmówił pomocy. Wszyscy podziwiali go za jego niezwykły spokój, opanowanie, ale także humor i pogodę ducha. (ll)