Tytoń pachnący mamoną

Uszczuplenie akcyzy, VAT-u, należności celnych – na przemytach traci nie tylko budżet Polski, ale i całej Unii Europejskiej. Zarabiają za to chełmianie i Ukraińcy. Pierwsi, dla których nie ma pracy w kraju – minimum kilka tysięcy złotych miesięcznie. Ci drudzy rzucają monetę dzieciom z ulicy i robią z nich „mrówki”. Biznes kwitnie.

Jednego dnia do oceny przez prokuraturę może przyjść nawet 200 wyroków sądu w sprawach o paserstwo akcyzowe, prowadzonych przez urzędy celne. W całym roku są to horrendalne ilości ujawnionych wykroczeń. A to jedynie przemytnicy złapani na gorącym uczynku przy przekraczaniu granicy. Najczęściej obywatele Ukrainy, którzy u nas chcą sobie dorobić (młodzi, starsi, komornicy sądowi, prawnicy, mundurowi – każdy). Nas, Polaków, nie interesują tak małe kwoty – porywamy się na poważniejsze przestępstwa i udział w grupie zorganizowanej.

Wygląda to bardzo prosto: Ukraińcy ładują średnio po 8 pudeł z ok. 50 kartonami papierosów na ponton. Po drugiej stronie Bugu grupa zajmująca się „obcinką” obserwuje teren i sprawdza, czy nie ma akurat w okolicy patrolu straży granicznej. Jeśli jest czysto, „mrówki” z powiatu chełmskiego (Świerże, Hniszów, Dorohusk) przenoszą ważące po ok. 30 kg paczki do czekającego kilka kilometrów dalej samochodu (z wymontowanymi siedzeniami, bo gdzieś towar trzeba upchnąć). Za jeden taki kurs dostają od 200-500 zł. Przy dwóch przemytach w tygodniu miesięcznie mogą zarobić nawet 2 tys. zł. Zważywszy na to, że przepracują jedynie kilka godzin w nocy, wychodzą na tym całkiem dobrze. Ci „wyżsi rangą” zarabiają na przemycie od 4-7 tys. zł, a organizatorzy nawet 20 tys. zł na jednej akcji.
Towar trafia do tymczasowych „dziupli”, skąd odbierają go „skupczycy” i sprzedają dalej – najczęściej na rynek w Łodzi, Katowicach, Legnicy i Warszawie (z większym nastawieniem na Śląsk, niż stolicę). Mijając na chełmskich drogach vany z rejestracją EPD można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że przyjechały po kolejne „zaopatrzenie” (jeden ładunek może być wart nawet 40 tys. zł). Nierzadko wracają z towarem i… duszą na ramieniu. I to wcale nie w obawie przed policją, ale złodziejami. Często ci, którzy sprzedali Ślązakom i łodzianom kontrabandę, ustawiają się potem w Janowie lub Stołpiu – napadają, odzyskują towar i zarabiają podwójnie. Tacy my, chełmianie, jesteśmy cwani.

A obrabowany z podkulonym ogonem wraca do domu i obmyśla zemstę.
Tylko w ub.r. Prokuratura Rejonowa w Chełmie prowadziła 50 „grubszych” spraw o przemyt i 70 spraw o paserstwo akcyzowe.
Największa sprawa z ub. r. – w ukraińskim tirze, jadącym do jednej z miejscowości pod Radomiem, ujawniono papierosy w… słoikach. Wartość akcyzy oszacowano na 7 mln zł! W dalszym ciągu CBŚ prowadzi śledztwo. Udało się już nawet namierzyć organizatorów całej akcji na terenie Wielkiej Brytanii. Nieoficjalnie mówi się też, że w przemyt mogły być zamieszane ukraińskie służby specjalne. Na granicy były 2 tiry o takich samych numerach rejestracyjnych. Jeden, „czysty”, został odprawiony i mógł jechać dalej. Wtedy kierowca drugiego tira wziął dokumenty i przejechał z towarem przez granicę. Bez „pomocy” nie mogłoby się to udać…
– Coraz bardziej niepokojący jest fakt, że Ukraińcy do „brudnej roboty” zatrudniają dzieci – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chełmie.
Opłacają im przejazd, a one mają jedynie przerzucić „kilka” kartonów. Nieletnim polskie służby nic nie mogą zrobić – zatrzymają, skonfiskują towar i wypuszczą. Zresztą odpowiedzialność karna za przemyt i tak jest niska. Wysokie są za to grzywny, ale ich ściągalność to już inna kwestia…
– Ciężko uszczelnić granicę w stu procentach, bo po jej drugiej stronie praktycznie wszyscy imają się przemytem. Czasem ma się wrażenie, że dotykamy jedynie czubka góry lodowej – przyznaje prokurator.
Duża i łatwa kasa kusi. W dalszym ciągu toczy się przed lubelskim sądem sprawa przyjmowania łapówek przez celników z Chełma i Dorohuska. Najpierw, w 2005 r., przebrani w mundury celników złodzieje wynieśli z magazynu celnego papierosy za prawie 5 mln zł. Okazało się, że za skokiem stoi jeden z celników, który przekazał członkom gangu kody do alarmów, klucze i ubrania. Mężczyzna nie miał wyjścia, więc poszedł na współpracę i „wkopał” innych kolegów – skorumpowanych celników. Sąd Okręgowy w Lublinie nadał mu status świadka koronnego. To dzięki niemu oskarżonych o korupcję zostało łącznie niemal stu funkcjonariuszy, którzy (za przyspieszoną odprawę lub puszczenie bez kontroli) „w łapę” mieli brać od 1997 do 2007 r. Część przyznała się do zarzutów, a reszta nadal wojuje przed sądem. Jak tak dalej pójdzie, w 2023 r. przestępstwo się przedawni. (pc)