Uciekając od syna

Rodzice Konrada są na skraju załamania nerwowego. Sprzedaż mieszkania i ucieczka przed własnym synem nic nie dała. Znalazł ich. – Czasami jest tak, że odwyk nic nie da, trzeba sięgnąć dna – mówi Krzysztof Gocał, dyrektor Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie.


Ojciec Konrada opowiada i płacze. Gehenna, którą wraz z żoną przeżywają od dwudziestu lat, staje się nie do zniesienia. Tyle lat życia zmarnowanych przez nałóg syna, obecnie czterdziestoparoletniego mężczyzny. Konrad nie potrafi się z niego wyrwać. Nie pomagają terapie, tłumaczenia i błaganie rodziców.

– Całe życie z żoną ciężko pracowaliśmy – mówi ojciec Konrada. – Nasz syn sięgnął po raz pierwszy po kieliszek, gdy był nastolatkiem. Pił alkohol tak samo, jak jego rówieśnicy – na imprezach. Ale wtedy nie było jeszcze tak źle. Dorósł i znalazł pracę. Problem zaczął się, gdy ją stracił. Załamał się i zaczął pić.

Wtedy zaczął się nasz koszmar, który trwa do dziś. Wtedy mieszkaliśmy wszyscy w dużym mieszkaniu w bloku: my z żoną i syn ze swoją dziewczyną i nowo narodzonym dzieciątkiem, naszym wnuczkiem. Opiekowaliśmy się nim. Kupowaliśmy mleko, karmiliśmy. Pracowaliśmy, utrzymywaliśmy całą trójkę. Nie mieliśmy wyjścia. Było nam szkoda dzieciątka. Syn pił coraz więcej. Były awantury, krzyki. W końcu powiedzieliśmy z żoną: dość. Wstydziliśmy się przed sąsiadami. Wynajęliśmy młodym stancję, opłaciliśmy ją.

Znowu ich utrzymywaliśmy. Ale syn ciągle pił. Bardzo źle się tam działo. Nie mogąc już dłużej znieść psychicznie myśli, że w tym wszystkim jest przecież małe dziecko, poinformowałem anonimowo opiekę społeczną. Do akcji wkroczyli pracownicy socjalni i policja. Potem związek syna się rozleciał. Jego była partnerka wyprowadziła się od niego, zabierając dziecko. Zresztą właściciele stancji, której nikt już nie opłacał, nie chcieli już słyszeć o takich lokatorach.

Nasz rozmówca ze łzami w oczach mówi, że matka wnuka nie chciała, aby mieli z nim kontakt. Z zamieszczonych w internecie zdjęć wiedzą, jak wygląda. Konrad nie przestał pić po tym, jak opuściła go partnerka z dzieckiem. Stał się bezdomnym. Pił dalej. Na umór. Przebywał tymczasowo w chełmskim schronisku św. brata Alberta. Ale tam trzeba być trzeźwym, a on tego nie potrafił. Nachodził rodziców. Próbował od nich wymuszać pieniądze. Dochodziło do rękoczynów.

– Nie znaliśmy dnia ani godziny, gdy nasz syn przyjdzie pijany w sztok i znowu zacznie się awantura – mówi chełmianin. – Cierpieliśmy, patrzyliśmy jak się stacza. Żadne argumenty do niego nie przemawiały. Mieliśmy dość tych spojrzeń sąsiadów z bloku. Baliśmy się, że dojdzie do jakiegoś dramatu na ich oczach. W końcu byliśmy już tak wykończeni psychicznie, że postanowiliśmy sprzedać mieszkanie i kupić jakiś niewielki dom. Chcieliśmy uciec od syna, chcieliśmy, aby już przestał nas nachodzić.

Tak zrobiliśmy. Myśleliśmy, że syn nie znajdzie nas w nowym domu, ale udało się to przed utrzymać w tajemnicy tylko chwilowo. I znowu zaczęło się nachodzenie. Ale po jakimś czasie syn wyjechał do dużego miasta w kraju. Wiedzieliśmy, że skierowano go na terapię odwykową.

Nasz rozmówca opowiada, że po detoksie jego syn nie pił przez pięć lat. W tym czasie znalazł sobie partnerkę, zamieszkał z nią. Gdy w jego życiu wszystko zaczęło się układać, znowu sięgnął po kieliszek. Po pewnym czasie wrócił do nałogu na całego. Jego związek rozpadł się. Niedawno Konrad wrócił w rodzinne strony. Zapukał do drzwi rodziców. Pijany. Gehenna małżeństwa zaczęła się od początku.

– Mieliśmy nadzieję, że to krótkotrwałe, że się opamięta, ale nic z tego – mówi nasz rozmówca. – Syn już dwa razy był na izbie wytrzeźwień. Za nami dwadzieścia lat płaczu, walki, wstydu, ucieczki. Ile jeszcze możemy znieść? Czujemy całkowitą niemoc i bezradność. Chcemy, aby po raz kolejny skierowano go na przymusowe leczenie. Ale nasze prawo jest nielogiczne i bez zgody alkoholika leczenie jest niepmożliwe.

Sięgnąć dna

W chwili desperacji ojciec Konrada złożył do chełmskiego ratusza pismo. Zwraca w nim uwagę, że jego syn został dwukrotnie wypuszczony z Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie (dawniej zwanym izbą wytrzeźwień), będąc wciąż pijany. Jego zdaniem osoba, która trafia do wytrzeźwienia do ośrodka, powinna tam przebywać do momentu wytrzeźwienia. Krzysztof Gocał, dyrektor Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie, zapewnia, że przed wypisaniem z „wytrzeźwiałki” w każdym przypadku sprawdzany jest stan trzeźwości pacjenta.

– Wypuszczane są osoby, u których alkomat wskaże 0,00 promila, ale są od tego wyjątki. Może się zdarzyć, że wypisujemy osobę, u której stwierdzono 0,25 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, jeśli chodzi o kogoś w tak zwanym ciągu alkoholowym – mówi dyrektor Gocał. – Chodzi o względy bezpieczeństwa.

U takiej osoby przy stanie 0,0 promila może dojść do padaczki i innych stanów, które mogą nawet zagrażać życiu. W takich przypadkach wzywana jest karetka i pacjent trafia do szpitala. Tu nie ma miejsca na dowolność. O tym, kto i kiedy opuści ośrodek, decyduje lekarz dyżurny. Jeśli chodzi o przymusowe leczenie, to taki wniosek składa się w Wydziale Spraw Społecznych Urzędu Miasta Chełm. Takie są procedury, że alkoholik musi wyrazić zgodę na leczenie. Od lat zajmujemy się osobami uzależnionymi.

Wiemy, do jakiś dramatów ten nałóg jest w stanie doprowadzić. Cierpi cała rodzina. Wyjście z nałogu to często syzyfowa praca. Jeśli sam uzależniony nie wyrazi zgody na leczenie, mamy związane ręce. Czasami jest tak, że sąd wyda skierowanie na przymusowe leczenie. To czasochłonne procedury. W asyście mundurowych osoba uzależniona jest doprowadzana do placówki leczniczej i tam znowu pada pytanie czy wyraża zgodę.

I ta osoba mówi – nie. Rozmyśla się nagle, albo po kilku dniach nie wytrzymuje już bez alkoholu i zaprzestaje terapii Tak jest niestety w większości przypadków. Czasami jest tak, że jest coś skuteczniejszego niż odwyk. Czasami jest tak, że człowiek musi po prostu sięgnąć dna, aby zmienić swoje życie. Zapraszam rodziców, o których mowa, do naszego ośrodka. Poradzimy im, co mają zrobić, jak postępować. Pokierujemy ich. Od tego jesteśmy.

W grudniu ub.r. chełmscy radni przyjęli miejski program profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych na 2019 r. Był to punkt wyjścia do dyskusji na temat uzależnień chełmian. Jolanta Gierasimiuk, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych UM Chełm, przyznała, że wiek, w którym nastoletni chełmianie po raz pierwszy sięgają po alkohol, obniża się.

– Ten problem dotyczy coraz młodszych grup wiekowych – mówiła dyrektor Gierasimiuk. – Ostatnie dane, którymi dysponujemy pochodzą z diagnozy poświęconej temu problemowi opracowanej pod koniec 2016 roku. Będziemy opracowywać nową diagnozę w tym kierunku. (mo)

PS Imię bohatera artykułu zmienione.