Walne gorące niczym wulkan

To najburzliwsze obrady walnego zgromadzenia w historii – obchodzącej w tym roku 27 kwietnia jubileusz 60-lecia, Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Przebiegały w atmosferze gęstej od emocji pod czujnym okiem zawezwanej przez prezesa Jana Gąbkę ochrony, w cieniu doniesienia do prokuratury, związanego z działaniem na szkodę spółdzielni.


Spółdzielcy, którzy nie zgadzają się na budowę na ich osiedlach domów seniora, podnieśli bunt, domagając się wyjaśnień ze strony prezesa i całej rady nadzorczej. – Nie życzymy sobie kolejnej budowy, mamy ważniejsze problemy. Nam tu brakuje wind, miejsc postojowych, chodników – argumentują.
Podzielone na siedem spotkań obrady tegorocznego walnego zgromadzenia początkowo (na osiedlach J. Słowackiego i A. Mickiewicza) przebiegały dość spokojnie, a mieszkańcy głosowali po myśli dla prezesa i zarządu. Zmiana nastąpiła w piątek, 21 kwietnia, gdy do głosu doszli mieszkańcy osiedla Piastowskiego. To właśnie na ich osiedlu, na miejscu zwanym zielonym placem zabaw, miałby stanąć wielokondygnacyjny blok, w którym mieszkania dostępne byłyby po cenach rynkowych, nazwany przez spółdzielnię „domem seniora” . Podczas burzliwego zebrania (opisanego w ostatnim numerze NT) mieszkańcy nie tylko nie udzielili absolutorium zarządowi, ale i kategorycznie sprzeciwili się budowie na terenie ich osiedla nowego bloku.

„Nikt nas nie pytał o zdanie”

W podobnej sytuacji znaleźli się mieszkańcy osiedla Sienkiewicza, którzy w atmosferze skandalu zerwali (w poniedziałek, 24 kwietnia) obrady walnego zgromadzenia. Również na ich osiedlu miałby powstać jeden z trzech „domów seniora”. Miejsce pod przyszłą budowę zostało już wstępnie ogrodzone płotem z blachy falistej. Dwukondygnacyjny budynek miałby mieć 305 m2 powierzchni użytkowej i 2317 metrów2 powierzchni mieszkalnych. Największe lokale miałyby ponad 90 m2. W budynku znalazłyby się również lokale ponad 70-metrowe i po 12 lokali o powierzchni ponad 63 i 59 m2. Najwięcej, bo 14, byłoby lokali 38-metrowych. Oprócz mieszkań w budynku znaleźć się miał m.in. pokój socjalny, a także pomieszczenia dla lekarza i pielęgniarki. Wewnątrz budynku miałyby powstać 54 miejsca parkingowe, a kolejnych 20 miejsc postojowych zostałoby wytyczone na zewnątrz. Do rozpoczęcia budowy jednak nie doszło, bo mieszkańcy nie zgodzili się na wjazd ciężkiego sprzętu. Ogrodzony we wrześniu ubiegłego roku teren znajdował się na wprost SP nr 38, a płot przez kilka miesięcy uniemożliwiał uczniom swobodne dojście do budynku szkoły. – Kto widział jakikolwiek blok dla seniorów tak blisko szkoły? – dziwili się mieszkańcy. Niepokój wywoływał także sposób budowy nowego bloku. – Ciężki sprzęt miałby jechać o tymi uliczkami, wąskimi osiedlowymi alejkami, których nawierzchnia pochodzi jeszcze z lat 70-tych – mówił „Nowemu Tygodniowi” pan Władysław. – Nikt nas nie pytał o zdanie, nie wiedzieliśmy, nie było z nami żadnych konsultacji – oburzają się mieszkańcy.

Natychmiast wyszli z domów

– My i tak jesteśmy najmniej zielonym osiedlem, a ten nowy blok powstałby na wprost 10-piętrowych wieżowców na Juranda. My już mamy dość hałasu samochodów przyjeżdżających do Leclerca i smrodu spalin na naszym osiedlu – argumentowali po wtorkowym walnym mieszkańcy osiedla Sienkiewicza. Ich wzburzenie sięgnęło szczytu, gdy w ubiegły czwartek na placu przy ulicy Pana Wołodyjowskiego pojawili się robotnicy. Szybko zorganizowali się i bardzo licznie wyszli z domów, żeby obserwować, co będzie się działo. Gdy dowiedzieli się, że płot ma być zdemontowany, nie kryli swojej radości robiąc sobie na jego tle pamiątkowe fotografie.– To ulga dla nas, bo ten teren za długo był zamknięty – mówili. – Nie wiemy tylko, co dalej, jaka będzie ostateczne decyzja prezesa, będziemy wszystko obserwować – zapowiadali. – Dlaczego nie mieliśmy możliwości wniesienia podpunktu odstąpienia od budowy tzw. domu seniora również i na naszym osiedlu. Przecież składaliśmy podanie w terminie. Nikt nas nie informował o jakichkolwiek nieprawidłowościach we wniosku – dociekają mieszkańcy. Jako jedyne osiedle zdecydowali się na zerwanie własnego walnego zgromadzenia. Mimo to obrady w kolejnych dniach toczyły się dalej.

Pod okiem ochrony

Mieszkańcy osiedli M. Konopnickiej, Z. Krasińskiego i B. Prusa obradowali już pod czujnym okiem wynajętej przez prezesa Jana Gąbkę ekipy ochroniarskiej z prywatnej firmy, która uniemożliwiała wejście na salę innym mieszkańcom LSM. To pierwsza tego typu sytuacja w 60-letniej historii spółdzielni. Mieszkańcy, którzy jak mówią, do tej pory uczestniczyli bez problemu w wWalnych zgromadzeniach sąsiednich osiedli, tym razem nie zostali wpuszczeni na salę. Obrad mogli wysłuchiwać z sali obok. W środę, 25 kwietnia, gdy ochrona pojawiła się po raz pierwszy, doszło do przepychanek. Na miejscu pojawiła się policja, wezwana na prośbę mieszkańców, którzy chcieli wejść na salę obrad w DK LSM. – To jest skandaliczne, ochrona nasłana na członków LSM! – oburzali się. Kolejne obrady toczyły się za zamkniętymi dla mieszkańców innych osiedli drzwiami. W trakcie okazywało się, jak bardzo podzielone są poszczególne osiedla – członkowie z os Konopnickiej nie udzieliło absolutorium władzom LSM, ale zupełnie odwrotnie głosowano podczas ostatniego walnego (27 kwietnia) w osiedlu Prusa. Tu obrady za drzwiami strzeżonymi przez pięciu ochroniarzy przebiegały spokojnie, mieszkańcy udzielili absolutorium zarządowi i przyjęli sprawozdania z działalności za ubiegły rok. W sprawie odstąpienia od inwestycji na osiedlu Piastowskim 11 osób było za, 29 przeciw, a kolejne 29 wstrzymało się od głosu. Tegoroczne obrady podsumował w piątek prezes Jan Gąbka, który zapowiedział, że zamierza odejść na emeryturę. – To pierwszy raz od 60 lat, kiedy dwa zebrania były prowadzone w atmosferze poniżej krytyki. Ja miałem wątpliwości, czy nadal jestem na terenie LSM. W szkole nr 38, gdzie odbyło się zebranie tej „grupy protestującej”, była wydana instrukcja: macie tupać, macie krzyczeć, macie huczeć i nie dopuścić do tego, żeby ktokolwiek mógł przedstawić jakieś racje czy informacje. My mamy prawny obowiązek zabezpieczyć wygodne i pełne obradowanie walnego zgromadzenia, które jest najważniejszą władzą w spółdzielni i dlatego musieliśmy wezwać ochronę. Za to państwa przepraszam – powiedział. Jego słowa dotknęły członków Komitetu Ocalić Zielony Plac Zabaw, którzy starali się nagłośnić sprawę budowy komercyjnych domów seniora w mediach i Internecie. – „Prezes najpierw zaburzył spokój mieszkańców, podejmując się, bez ich wiedzy i zgody planów budowlanych (na dużo wcześniej niż Walne się rozpoczęło), a teraz nastawiając jednych na drugich, wszystko po to, by odwrócić uwagę od tego, że prokuratura uznała, za wystarczające zawiadomienia i dostarczone dowody, by zająć się jego sprawą, bo o tym, na żadnym WZ ani w mediach Prezes nie chciał nic mówić” – napisała na facebooku grupy Emilia Lipińska. – „Cały Nasz Komitet Obrony Zielonego Placu Zabaw, to ludzie, zwykli mieszkańcy, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność i wysiłek wyjaśniania wszystkich kłamstw Prezesa, jak i przez to wystawili się na „ostrzał” i konsekwencje związane z personalnymi atakami pod ich adresem” – argumentowała.
Emilia Kalwińska