We Włodawiance każdy sobie

Zarząd Włodawianki, bez wiedzy prezesa, zatrudnił trenera. Trener z kolei twierdzi, że niczego nie podpisywał, a jedynie wyraził wstępną deklarację współpracy z klubem. Niestety, na światło dzienne znowu wychodzą zakulisowe gierki niektórych działaczy, którzy zamiast wspólnie ratować drużynę tylko w tym przeszkadzają.

„Ogłoszenie: Zarząd MLKS Włodawianka zatrudnił do klubu nowego trenera seniorów na sezon wiosna/ jesień 2018. Pana Krzysztofa Flisa. W imieniu całego Zarządu Gratulujemy nowemu trenerowi i czekamy na sukcesy” – takie ogłoszenie ukazało się na facebookowej stronie klubu. Okazuje się, że taka decyzja zapadła bez wiedzy prezesa, Damiana Adamczyka, który dowiedział się o tym po fakcie i zupełnym przypadkiem. To jeszcze nie koniec kuriozów z zarządem Włodawianki w roli głównej, bo Krzysztof Flis dementuje informację o swoim zatrudnieniu. – Spotkałem się z zarządem, wyraziłem wstępną wolę współpracy, ale niczego nie podpisywałem, więc dementuję wszelkie pogłoski o moim zatrudnieniu – mówi Flis. – Nie mam pojęcia, kto podjął taką decyzję – głowi się z kolei Adamczyk. – Na tamtą chwilę zarząd nie był jeszcze ukonstytuowany, więc nie miał prawa nikogo zatrudniać, tym bardziej bez mojej zgody. Poza tym w kasie klubu jest dokładnie 84 zł. Nie wiem, skąd wzięłyby się pieniądze na opłacenie trenera – dodaje prezes. – Mam swoją wizję prowadzenia klubu i nie chcę, by zarząd przeszkadzał mi w jej realizacji. Nie musi pomagać – wystarczy, by tylko nie przeszkadzał – tłumaczy Adamczyk, zapowiadając rozmowę zarówno z kolegami z zarządu, jak i z K. Flisem. O jego efektach poinformujemy w przyszłym tygodniu. (bm)