Widzą potencjał Jana Karskiego

Dzienniki „Parkiet” i „Rzeczpospolita” piszą o przygotowaniach Praire Mining do budowy kopalni Jan Karski w Kuliku pod Siedliszczem i o tym, że produkowany w niej wysokoeenergetyczny węgiel koksujący może zastąpić surowiec importowany do Europy i naszego kraju. Media poświęciły też sporo miejsca zamieszaniu w Bogdance – zmianom w zarządzie i burzy wokół pieniędzy.

Badania próbek węgla z nowego odwiertu w Kuliku pod Siedliszczem przyniosły nieoczekiwane wyniki. Węgiel, który w nowej kopalni Jan Karski planuje wydobywać Prairie Mining (badania prowadzi jej spółka córka PDCo), to wysokiej jakości surowiec, warty więcej niż do tej pory sądzono. To wysokoenergetyczny węgiel koksujący, którego brakuje na rynku europejskim, a którego bardzo potrzebują m.in. huty. Informacja obiegła branżowe media. „Parkiet” i „Rzeczpospolita” przytaczają wynik badań i publikują wywiad z prezesem Prairie, Benem Stoikovichem. Australijskiemu inwestorowi do wystąpienia o koncesję na wydobycie węgla i rozpoczęcia budowy kopalni brakuje już tylko decyzji środowiskowej.
– Dzięki wykonanym odwiertom i pracom badawczym udało się dobrze ocenić geologię złoża. Pozwoli to na precyzyjne zaprojektowanie kopalni i wykorzystanie w niej najnowszych technologii. Dzięki temu kopalnia ma mieć najniższe koszty operacyjne w Unii Europejskiej, sięgające niespełna 25 dolarów za tonę. Pierwsze zyski kopalnia może przynieść już po sześciu miesiącach od rozpoczęcia eksploatacji – mówił dla „Parkietu” prezes Stoikovich, który jednocześnie zwracał uwagę, że nowa kopalnia nie będzie konkurencją dla firm państwowych, bo import węgla kamiennego rośnie. Nie może być też konkurencją dla funkcjonującej od lat Bogdanki, produkującej węgiel energetyczny, bo węgiel z Jana Karskiego z uwagi na swoją jakość będzie miał zupełnie innego odbiorcę.
Unia Europejska importuje aż 85 proc. zużywanego węgla koksującego, który trafia np. do hut stali. Brakuje go na unijnym rynku, dlatego został wpisany na listę surowców strategicznych.
Sporo ostatnio pisało się także o kopalni w Bogdance. Ale w trochę mniej pozytywnym kontekście. Najpierw zaskoczyła wszystkich zmiana na stanowisku prezesa. Po pięciu latach pracy w zarządzie kopalni z funkcją prezesa pożegnał się Zbigniew Szlaga. Potem media pisały o liście „wku…go górnika”, który kolportowano w kopalni, a z którego można było się dowiedzieć m.in. o ogromnych dysproporcjach w miesięcznych premiach załogi i zarządu spółki. Jego autor zarzucał także bierność górniczym związkom zawodowym. Po zmianie prezesa i zamieszaniu z listem notowania Bogdanki spadły na giełdzie o ponad 10 zł za akcję.
Ale są też pozytywne dla górników informację z Bogdanki. Od 1 marca mają dostać 5-procentowe podwyżki, a do końca miesiąca jednorazową premię motywacyjną w wysokości 2700 zł brutto. Uwzględniając zaplanowane podwyżki wysokość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w Bogdance w tym roku wyniesie prawie 8 tys. zł. Bogumił Fura