Wielka improwizacja, czyli e-nauka

Nakaz biernego siedzenia i czekania przed komputerem, dziesiątki zadań i referatów zadawanych z dnia na dzień, sprawdziany i kartkówki online, absurdalne polecenia – tak od poniedziałku wygląda zdalna nauka w wielu chełmskich domach. Podczas gdy część nauczycieli robi, co może, by faktycznie pomóc uczniom jakoś przetrwać ten trudny czas, wielu najwyraźniej się zapomniało.

– Zajęcia zostały zawieszone, ale szkoły nie są przystosowane do zdalnej nauki uczniów. Nie ma żadnej platformy e-learningowej, ba, taka forma nauki jest przecież niezgodna ze statutem, czyli po prostu bezprawna. W wydanym naprędce rozporządzeniu nie ma żadnych konkretów. Nakazuje się nam, byśmy zdalnie realizowali zadania, opierając się na podstawie programowej, bez wskazania narzędzi. Na dodatek musimy dostarczać dowody naszej współpracy z uczniami i rodzicami, bo potem jesteśmy z tego rozliczani – tłumaczy się za siebie i kolegów, anonimowo, jeden z nauczycieli chełmskiej placówki publicznej.

W praktyce zatem dochodzi do sytuacji, gdzie – przykładowo w ramach wychowania fizycznego – nauczyciel każe uczniom grać w komputerowe gry sprawnościowe, a w ramach zajęć informatycznych – gry logiczne lub oglądać filmy na YouTube, zaś wychowawcy świetlicy każą sobie wysyłać zdjęcia ułożonych w domu puzzli… Na tym jednak nie koniec absurdów, bo wygląda na to, że niestety, ale niektórzy pedagodzy aż nadto wzięli sobie do serca słowa ministra i dyrektora, by „pozostali w gotowości do pracy” i „przygotowali materiały dydaktyczne do samodzielnej pracy uczniów w domu”.

Część nauczycieli porozumiewa się z uczniami przez grupowe wideoczaty i w ten sposób próbuje im wytłumaczyć materiał, ale rodzice narzekają, że w większości nauka zdalna ogranicza się do wysyłania spisu kolejnych, nowych tematów do samodzielnego przeanalizowania. W przypadku najmłodszych uczniów często jest to nie lada wyzwanie, bo przecież rodzic też pracuje i nie może pozwolić sobie na całkowite wyręczanie w pracy nauczyciela. Poza tym nie wszystkie dzieci mają dostęp do smartfonów, komputerów i Internetu. Do tego wszystkiego dochodzą ciągłe problemy z przeciążonym e-dziennikiem.

Przykładowo uczniowie jednej z chełmskich szkół ponadpodstawowych musieli w ub. tygodniu siedzieć przed komputerem od godz. 8 do 16 – zgodnie z planem lekcji na ten dzień – a nauczyciel z zaskoczenia wysyłał im e-maile. Jeśli uczeń zareagował na wiadomość zbyt późno, oznacza to, że był tego dnia nieobecny na zajęciach. Nauczyciel odnotował ten fakt w e-dzienniku.

– Tylko w poniedziałek dzieci miały do zrobienia kilkadziesiąt zadań, dwa referaty i prezentację. Wieczorem musiały wszystko odesłać. Normalnie przecież ani tyle nie robią jednego dnia zajęć, ani nikt nie wymaga od nich takiej pracy domowej na następny dzień. I to wszystko na ocenę. Córka musiała wysyłać zdjęcia zeszytu, a nauczyciel odpisał, że nie mogą to być fotografie zrobione telefonem, lecz aparatem lub skany – mówi wzburzona matka.

Z kolei inny nauczyciel z Chełma pokusił się jedynie o zapytanie, czy zlecone przez niego zadanie zostało wykonane. Kto odpisał: „wykonane”, momentalnie dostał „5” do e-dziennika.

Kolejny paradoks. Uczniowie dostali e-mailem zadania w ramach kartkówki oraz 7 minut na rozwiązanie i odesłanie ich z powrotem. Kto nie zdążył oddać w terminie, nie zaliczył. To, że nie wszyscy mają szybki Internet albo w rodzinie jest jeden komputer i rodzeństwo, które w tym samym czasie też musi uczyć się zdalnie, nikogo nie interesuje.

– Z rozporządzenia ministerstwa nie wynika obowiązek sprawdzania obecności podczas zajęć e-learningowych, a nauczyciele określają kilkudniowy termin na zrealizowanie przesłanej partii materiału. Resort podaje, że nauczyciel nie może sprawdzać zdobytej wiedzy w formie kartkówek, ale może to robić poprzez różnego rodzaju quizy, zagadki, krzyżówki itp., określając w tych przypadkach czas na odpowiedź – komentuje Damian Zieliński z Gabinetu Prezydenta Miasta Chełm.

Po 25 marca ma wyjść nowe rozporządzenie, które ureguluje organizację dalszego zdalnego kształcenia – w tym celu w ubiegłym tygodniu nauczyciele zbierali informacje, czy uczniowie mają w ogóle dostęp do Internetu (kilka dni po tym, jak zaczęli ich zasypywać materiałem, wstawiać do e-dziennika oceny i nieobecności). Ale do tego czasu, jak podkreśla lubelska kurator oświaty Teresa Misiuk, nauczanie powinno polegać wyłącznie na powtarzaniu dotychczas zrealizowanego materiału.

– Dyrektorzy szkół zostali przeze mnie dwukrotnie poinformowani, jak to prawnie powinno wyglądać, ostatni raz – 16 marca. Zdalna nauka nie podlega ocenianiu i powinna zostać zorganizowana z zachowaniem higieny pracy, bez nadmiernego przeciążania uczniów zadanymi przez nauczycieli zadaniami. Powinna obejmować jedynie powtórzenie i utrwalenie wiadomości i umiejętności, a nie realizację nowych treści z podstawy programowej – podkreśla T. Misiuk w rozmowie z „Nowym Tygodniem”. (pc)