Wilczyca skumała się z psem. Razem polują na krowy

Sensacja pod Urszulinem. Coś takiego praktycznie się nie zdarza. Wadera, która przywędrowała do tutejszego lasu, związała się z najprawdopodobniej porzuconym psem. On nauczył ją podchodzić pod domy ludzi, ona jego polować na miejscowe krowy.

W środowy poranek (6 listopada) do chełmskiego oddziału Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wpłynęło niecodzienne zawiadomienie: we wsi w gminie Urszulin pod Włodawą wilczyca i pies niemal zagryzły dwie krowy.

– Przez dziesięć lat mieliśmy może dwa-trzy przypadki szkód wyrządzonych przez wilka – mówi Janusz Holuk, naczelnik Wydziału Spraw Terenowych w Chełmie RDOŚ w Lublinie.

Nietypową parę psowatych przepędził właściciel krów, który przejeżdżał ciągnikiem obok łąk, na których się pasły (jakieś 0,5 km od wsi). Okazało się, że jedna z krów została pogryziona już wcześniej. Stało się to najprawdopodobniej około 1 listopada. Miała tak silne obrażenia, że nie była nawet w stanie ustać na nogach. Rolnik zostawił ją wówczas na łąkach. Teraz, gdy para psowatych zaatakowała ponownie, raniąc dotkliwie drugą krowę, na miejsce zjechał weterynarz (zapadła decyzja o uśpieniu zwierzęcia, by skrócić mu cierpienia).

Taki swoisty mezalians, kiedy wilczyca brata się z psem, zdarza się w przyrodzie bardzo rzadko. – Czegoś takiego jeszcze nie było – mówi Paweł Duklewski, rzecznik prasowy RDOŚ w Lublinie.

Tymczasem pracownicy Poleskiego Parku Narodowego, dzięki fotopułapkom, obserwują parę od początku tego roku. Są pewni tego, że samiec jest zwykłym psem (ustalili to na podstawie badań znalezionych w lesie odchodów). Zresztą, jak mówią, wałęsających się na tym terenie dużych psów jest sporo. Z kolei z wilczycą mają utrapienie – wygląda jak smukła wadera, ale delikatniejsza i inna od tutejszych wilków (na terenie parku żyje stado złożone z 4-6 osobników). Kuda, bo tak ją nazwano, najprawdopodobniej ma ok. 3 lat i przywędrowała w te tereny z Sosnowicy w poszukiwaniu partnera do założenia rodziny. Dziwne dla pracowników parku jest jednak to, że choć para jest razem od zimy, nie ma młodych.

Ludzie we wsi opowiadają, że wilczyca nie boi się, potrafi podejść i położyć się na czyimś podwórku lub przy krowach. Nauczył ją tego pies. Gdy ona leży przed czyjąś posesją i budzi sensację wśród mieszkańców, on potrafi stać schowany w zaroślach jakieś sto metrów za nią i nie zwracać na siebie uwagi człowieka. Zdaniem P. Duklewskiego wilczyca zatraciła swój behawior i powinna zostać odseparowana od zdziczałego psa (który może być niebezpieczny).

Jeśli wierzyć ludziom, mezalians, który w Polsce praktycznie się nie zdarza, tutaj nie jest niczym nowym. Z legend, jakie usłyszeli pracownicy poleskiego parku, wynika, że podobna sytuacja miała miejsce około 30 lat temu. Wiejska suka notorycznie zapuszczała się do lasu, a ludzie widzieli czekającego tam na nią wilka. Jakiś czas później suka urodziła w lesie szczenięta. (pc)