Wkładał mi palce…

– To mój wróg. Robił mi krzywdę – mówiła 4,5-letnia dziewczynka. Nikt nie uwierzył, że jej własny ojciec molestował ją podczas snu. Zabrakło dowodów. Prokuratura umorzyła dwukrotnie sprawę, a po rozwodzie sąd dał ojcu prawo do kontaktów. Kiedy tatuś zapowiada się z wizytą, dzieci chowają się przed nim w szafie.
Ludzie na pozór żyją tu spokojnie i pobożnie, ale za zamkniętymi drzwiami mieszkań mogą rozgrywać się wstrząsające sceny. Tak jak miało to się dziać w tym przypadku. Magda mieszka razem z piątką rodzeństwa, mamą i dziadkami w jednej z wsi pod Chełmem. Do niedawna też z ojcem. Kiedy przerwała milczenie, cała rodzina była wstrząśnięta jej relacjami: „On jest mój wróg… robił mi krzywdę. Palce wkładał […] i to mnie bolało. Zdejmował rajstopy i grzebał mi tak, jak z nim spałam. Potem mnie piekło, bardzo mocno”.
Ojciec dziewczynki twierdzi, że nigdy nie molestował seksualnie swojej córki. Jego rodzina również nie wierzy w oskarżenia. Zeznali, że to matka Magdy wymyśliła intrygę, by wsadzić męża za kratki i raz na zawsze pozbyć się go z domu.

Brakuje dowodów

Kilka lat temu małżonkowie zaciągnęli kredyt pod hipotekę, by rozwijać gospodarstwo. Z roku na rok przynosiło jednak coraz mniej dochodów. W maju 2013 r. mąż wyjechał do pracy za granicę. To on zajmował się krowami, więc po jego wyjeździe żona miała sprzedać część zwierząt i spłacić raty kredytu.
Według słów matki, Magda dopiero po kilku miesiącach od wyjazdu ojca (w październiku) odważyła się powiedzieć, co jej robił. Kobieta natychmiast zgłosiła się do komisariatu policji, wyrejestrowała męża z KRUS, złożyła wniosek o jego wymeldowanie i pozew o rozwód. Uniemożliwiła mu też kontakty z dziećmi w szkole. Zaczęła się batalia.
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie molestowania. W styczniu 2014 r. dzieci zostały przesłuchane przez psychologów z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Chełmie. 4,5-letnia Madzia zeznała, że ojciec robił jej krzywdę od grudnia 2012 r. do maja 2013 r., do czasu wyjazdu do Holandii. Jej rodzeństwo też zeznawało. Żadne z nich nie nazywało ojca „tatą”. Mówili: „on”, Marian. Powtarzali słowa małej Magdy, opowiadali, jak często ojciec miał poić 8-letniego syna alkoholem, „był agresywny i używał brzydkich słów”. Raz miał napić się z wujkiem i zostawić dzieci w stojącym na słońcu samochodzie na 2-3 godziny. Potrafił też wysługiwać się małymi dziećmi. Kazał im wypełniać własne obowiązki w gospodarstwie. Gdy nie chciały poić krów, ojciec zabraniał im siadać do stołu. Szły spać głodne. Czasem dostawały jeszcze po głowie.
Wnioski: „Specyfika prezentowanych treści, zaburzony charakter relacji wewnątrzrodzinnych nie pozwalają wykluczyć doświadczenia przez małoletnią podnoszonych zachowań o charakterze seksualnym ze strony ojca”. Prokuratura jednak umorzyła śledztwo. Adwokat matki wniósł zażalenie do sądu. Sprawa została wznowiona, ale po jakimś czasie znów umorzona.
Dziewczynka, mimo wieku, wciąż spała w pieluszce. Moczyła się. Wszyscy uznali, że zaczerwienienia i swędzenie to skutek zbyt rzadkiego zmieniania pampersów. Ojciec zeznał, że spał z dzieckiem, przewijał je i kąpał (dotykał jej więc przy myciu, ale nie miało to charakteru seksualnego). Żadne z dzieci nie potwierdziło, jakoby Marian miał choć raz w tygodniu kąpać małą Magdę. Faktem było jedynie, że z uwagi na warunki mieszkalne, ojciec spał z Magdą, a matka z drugą córką. Matka zeznała, że nieraz widziała, jak nad ranem dziecko miało rozpiętego bądź źle zapiętego pampersa. Widziała też, że dziecko „szura pupą po podłodze i skarży się, że ją piecze” – przez myśl jej jednak wtedy nie przeszło, że mąż może krzywdzić ich dziecko. Dla prokuratury to wciąż było za mało. Dlaczego niby dziecko nie powiedziało od razu, a dopiero po kilku miesiącach, tuż przed powrotem ojca do kraju? Dlaczego matka od razu nie poszła z córką do ginekologa, a dopiero po miesiącu? – pytali.
– Zgłosiłam się od razu, gdy córka opowiedziała o tych wszystkich okropieństwach, które ją spotkały. Od razu umówiłam Magdę na wizytę do ginekologa. Prywatnie, żeby było szybciej, ale też musiałyśmy czekać kilka tygodni – broni się kobieta.
Przesłuchania rodzeństwa nic konkretnego nie wniosły – dzieci powtarzały jedynie wersję Magdy i ich matki, ale na własne oczy nikt nie widział, jak ojciec dotyka Magdę. Ślady, które szybko się zagoiły, mogły być odparzeniami od pieluchy, a zeznania dziewczynki „nie znalazły potwierdzenia w innych obiektywnych materiałach dowodowych”. Nawet treść opinii z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej [……], z której wynika jasno, że Magda była molestowana, to niewystarczający dowód do przedstawienia ojcu zarzutów.
Skoro nikt niczego nie widział, uznano, że dzieci mogą mówić to, co każe im matka. Tym bardziej, że gospodarstwo było zadłużone, pozew o rozwód złożony, a w międzyczasie kobieta zgłosił jeszcze kradzież przez męża jej drzewa, kiedy ona przebywała w szpitalu, a także znęcanie się psychiczne i fizyczne nad nią i dziadkami. Znajomi Mariana ze wsi potwierdzili, że to zaplanowana intryga wyrachowanej kobiety.
O to właśnie matka Madzi ma żal do wymiaru sprawiedliwości – że uwierzyli ludziom z drugiego końca wsi (których Marian znał od dawna), a nie chcieli słuchać nikogo, kto żył z mężczyzną pod wspólnym dachem i psychologów badających dziewczynkę.
– Nie można odmówić wiarygodności dziecku tylko dlatego, że jest ono małoletnie. Niemniej jednak w opinii psychologów brak jednoznacznych dowodów na to, że dziecko było molestowane. Postanowienie prokuratury zostało zaskarżone i poddane pod ocenę sądu. Gdyby sąd uznał, że istnieją podstawy do przedstawienia zarzutów, z pewnością ponownie uchyliłby postanowienie o umorzeniu. W tej sytuacji jednak sąd poparł decyzję prokuratorów – wyjaśnia Lech Wieczerza, szef Prokuratury Rejonowej w Chełmie.

Do szafy, przez okno

W trakcie trwania sprawy rozwodowej ojciec, zgodnie z zaleceniami psychologów z RODK z Chełma i Lublina, nie mógł się widywać z dziećmi. Po umorzeniu sprawy o molestowanie, wyrokiem Sądu Okręgowego w Lublinie otrzymał prawo do wizyt w 1. i 4. niedzielę każdego miesiąca. Po apelacji matki, w czerwcu 2016 r. sąd podtrzymał wyrok.
Kobieta boi się tych wizyt. Szczególnie, że od dłuższego czasu były mąż gnębi ją SMS-ami i telefonami. Ostatnie przyszły w połowie lipca. Kobieta ich nie skasowała, trzyma wszystkie – nawet te najbardziej obraźliwe w stosunku do jej matki. Na dodatek mężczyzna nie stosuje się do postanowień sądu – nie stawia się w wyznaczonym terminie, a chce przychodzić wtedy, kiedy jemu pasuje. Dzieci nie chcą się z nim widzieć. Kiedy przychodzi pora wizyt, uciekają. Młodsze chowają się w domu, w szafie, pod stołem. Starsze – uciekają przez okno na podwórze. Matka wystąpiła do policji z prośbą o pomoc.
Jak wyjaśnia Ewa Czyż, rzecznik prasowy chełmskiej policji, mundurowi nie mogą jednak ingerować, jeżeli nic się nie dzieje. Przyjadą dopiero, gdy podczas wizyty dojdzie do jakiegoś incydentu.
W roku szkolnym ojciec przychodził do szkoły, mimo zakazu matki. Magda, która w tym roku kończy 7 lat, już jakiś czas temu oświadczyła, że „pójdzie do szkoły dopiero jak Marian będzie w więzieniu”. Dziewczynka cały czas jest pod opieką poradni psychologiczno-pedagogicznej. Jej matka, która ma dość nękania telefonicznego, zastanawia się nad zgłoszeniem stalkingu i złożeniem wniosku do sądu o ukaranie ojca za nieprzestrzeganie postanowień sądu. (pc)

(imiona bohaterów zostały zmienione)