Wójt zapomniał o problemie?

– To zwyczajny skandal i brak dbałości o podstawowe potrzeby mieszańców gminy – mówi Andrzej Rusiński, radny powiatowy i mieszkaniec Korolówki, który omal zawału nie dostał, kiedy kilka dni temu zabrakło prądu w jego miejscowości. – Pół biedy ze mną, ale ja mam kilkadziesiąt sztuk zwierząt, a one bez wody długo nie pociągną.

 

Przed kilkoma dniami w kilku wsiach gminy Włodawa zabrakło prądu. Zdarza się. Problemem okazał się nie tyle brak samej energii elektrycznej, lecz wody, bowiem przez dłuższy czas prąd nie docierał do kilkunastu hydroforni na terenie gminy. Przy okazji tej awarii nagle okazało się, że w gminie nie ma agregatów prądotwórczych. Dla wielu mieszkańców to po prostu szok. – Takie agregaty ma spółka wodnościekowa, mają gminne spółdzielnie. Nie ma natomiast najbogatsza gmina powiatu, która powinna z samego Jeziora Białego czerpać miliony – mówi Jan, mieszkaniec Żukowa, który również zna problem. Przy tego typu awariach największy kłopot to brak wody, bo hydrofory przestają działać, gdy nie ma prądu. Ludzie sobie jakoś radzą, ale gorzej jest ze zwierzętami. Do tej pory tam, gdzie najdłużej nie było prą­du, dojeżdżali strażacy, aby można było napoić bydło. Zdaniem mieszkańców zdecydowanie taka prowizorka nie zapewnia komfortu życia na wsi. Jedną z najczęstszych przyczyn braku prądu są wichury. A tych w powiecie włodawskim nie brakuje. Kupno agregatu prądotwórczego zatem to nie żaden luksus, lecz zwykła konieczność. Do tej pory wójt jednak tego problemu nie dostrzegał.
Według naszych informacji wójt gminy Tadeusz Sawicki zna sprawę. Z jego wyjaśnień wynika, że w najbliższym czasie gmina złoży wniosek do unijnego programu transgranicznego Polska – Białoruś – Ukraina o zakup agregatów. Czy jednak wniosek przejdzie i kiedy gmina będzie mogła kupić dodatko­we urządzenia, tego nie wiadomo. Na pewno gmina Włodawa będzie musiał znaleźć pieniądze na zakup mobilnego agregatu prądotwórczego. (pk)