Wydali miliony i nic z tego nie ma

Pieniądze wydane przez miasto Chełm na sieć taniego Internetu i hot-spoty z perspektywy czasu okazały się wyrzucone w błoto. W 2020 roku skończył się program i miasto zaprzestało świadczyć tego typu usługi. Na budowę sieci, a później jej utrzymanie i konserwację miasto wydało 3-4 mln zł. Gdzie tu sens?

Mieliśmy rację, pisząc wielokrotnie, że tani internet szerokopasmowy, oferujący bardzo niskie prędkości, to inwestycja, która nie ma żadnego sensu. Mimo że na to przedsięwzięcie samorząd dostał unijne dofinansowanie w wysokości około 1,5 mln zł, to z budżetu musiał dołożyć około 400 tys. zł. To był sztandarowy pomysł ówczesnego wiceprezydenta Chełma Józefa Górnego, który z uporem dążył do realizacji przedsięwzięcia, niemającego żadnego uzasadnienia ekonomicznego, z czego wielu mieszkańców zdawało sobie sprawę, ale nie Górny.

Tym bardziej, że budowa sieci taniego Internetu, jak dobrze pamiętamy, rodziła się w wielkich bólach. Firma, która wygrała przetarg, musiała czekać na urządzenia, bo producent z Izraela nie nadążał z realizacją zamówień. Ślimaczyło się również wyłonienie operatora. Przetargi, liczne negocjacje długo nie przynosiły efektów. Technika szła do przodu i po roku dwóch oferowane przez miasto prędkości stały się archaiczne.

Dodatkowo w ramach projektu, w 24 miejscach na terenie miasta, powstały hot-spoty z darmowym dostępem do Internetu. Korzystali z nich jednak nieliczni, bo po 30-minutach użytkownik musiał się ponownie zalogować do sieci, a prędkości były tak niskie, że mogły doprowadzić do szewskiej pasji.

Miasto co roku płaciło też dość duże pieniądze, po kilkaset tysięcy złotych, za utrzymanie i konserwację hot-spotów oraz całej sieci, firmie „Azart” z Chełma. Ze względu na jakość oferowanego Internetu przeznaczane na ten cel fundusze były wydatkiem, którego nie dało się realnie uzasadnić.

O tym, że tani miejski Internet był wielkim niewypałem i z tego powodu miasto musiało ponieść wysokie koszty, których mogło uniknąć, przekonaliśmy się w obecnej kadencji samorządu. Jak się okazuje, w grudniu 2020 roku po pięciu latach program zakończył się i władze Chełma nie widziały powodów, by miasto dalej świadczyło takie usługi. Po pierwsze obecnie Internet jest bardziej powszechny, niż kilka lat temu, oferowanych przez dostawców prędkości i jakości usług nie da się w żaden sposób porównać do tego, co proponowało miasto, a po drugie wydawanie co roku po kilkaset tysięcy złotych na konserwację i utrzymanie urządzeń kompletnie mijało się z celem. Niemniej jednak szkoda tych kilku milionów złotych, które można było wydać na coś trwałego. (ps)

4 KOMENTARZE

  1. Za ułamek tej kwoty można by było pokryć całe miasto siecią czujników jakości powietrza. Znacznie tańsze w utrzymaniu, infrastruktura informatyczna jest już zapewniona (Airly). I ludzie wiedzieliby, czym oddychają i straż miejska wiedziałaby, gdzie aktualnie trzeba pojechać.

      • Na sromki. Gdzie konkretnie i której nocy? Po drugie, palą też intensywnie w śródmieściu Po trzecie, w miesiącach jesienno-zimowych zatruta jest znaczna część miasta. Ludzie powinni wiedzieć, że się trują. Ktoś to powinien mierzyć.

  2. Dorzućcie sieć monitoringu miejskiego o beznadziejnej rozdzielczości, którego nikt nie obsługuje po 22.00, pomysł na wykręcanie co 2 żarówki i wyłączanie co 2 latarni, stan beznadziejnego wykonawstwa dróg miejskich, aquapark w wersji osiedlowej, rozpadające się rowerówki, uporczywe remonty rond z 1 pasem ruchu korkujące miasto, projekt 12 w zakosach, którego nawet nie umieli zrealizować, przez kilkadziesiąt wybudawali 1 wiadukt…i wyludnili miasto

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here