Wygrał odcinek, zdobył najwięcej punktów w Wielkim Finale!

Bogusław Żelechowski z Wierzbicy najpierw wygrał odcinek teleturnieju „Jeden z dziesięciu” a potem zdobył najwięcej punktów w Wielkim Finale. Oba odcinki tego popularnego programu mogliśmy zobaczyć w minionym tygodniu. Ale ich nagranie odbyło się wiele miesięcy wcześniej. Przez cały ten czas uczestnik musiał trzymać swój sukces w tajemnicy.

Bogusław Żelechowski to lekarz weterynarii i samorządowiec z Wierzbicy. Jego zmagania w teleturnieju „Jeden z dziesięciu” mogliśmy śledzić w ubiegłym tygodniu. W poniedziałek, 15 marca, odbyła się emisja odcinka, w którym zwyciężył, zdobywając 161 punktów. A trzy dni później odbył się Wielki Finał, w którym zmierzyli się zwycięzcy 123. serii. Tutaj B. Żelechowskiemu także udało się osiągnąć sukces i dotrzeć do finałowej trójki. Naszemu krajanowi niewiele brakowało do wygrania Finału.

I chociaż zdobył najwięcej punktów spośród trójki uczestników, to niestety nieco mu zabrakło. Z występu jest jednak bardzo zadowolony. – Realizowałem założoną wcześniej strategię, by brać pytania „na siebie” i zdobyć jak największą liczbę punktów – mówi. Udało się. Nazbierał ich 202. Przy okazji zdradził nam trochę kulisów programu, w którym brał udział już po raz szósty.

Raz na cztery lata

Pierwszy raz B. Żelechowski wystartował w „Jeden z dziesięciu” już w 1996 roku. – Program nagrywany jest od 1994 roku a ja spróbowałem swoich sił niedługo później – mówi. – Regulamin zakłada czteroletnią karencję, więc co kolejne 4-5 lat ponownie stawałem do eliminacji.

Te przechodził bez większego problemu. – Poziom trudności 20 pytań, które ankieterzy zadają w eliminacjach, jest zbliżony do poziomu pierwszej rundy teleturnieju, w którym każdy uczestnik ma odpowiedzieć na dwa pytania – mówi Żelechowski. – Nie trzeba być alfą i omegą, żeby przejść te eliminacje. Schody zaczynają się już w czasie programu, bo i pytania są trudniejsze, ale dochodzi stres i krótki czas na odpowiedź. Ale cała ekipa i sam prowadzący Tadeusz Sznuk są bardzo życzliwi, starają się rozładować napięcie, jakie towarzyszy uczestnikom a w studiu panuje niezwykle sympatyczna atmosfera.

Tylko na początku teleturniej nagrywany był w Warszawie. Producenci przenieśli go do Lublina. Jego realizacja w czasie pandemii trochę się zmieniła. – Wcześniej mogliśmy ze sobą i prowadzącym swobodnie rozmawiać, robić zdjęcia a przez pandemię jesteśmy oddzieleni przezroczystymi ściankami a pan Sznuk wchodzi do studia przed samym nagraniem – opowiada uczestnik.

Można reklamować

Teleturniej trwa ok. 26 minut. A to czy walka będzie zacięta, widzowie mogą poznać już w trakcie prezentacji uczestników. Dlaczego? – Nagrywane są zawsze dwie wersje prezentacji – krótsza ograniczająca się do podania imienia i nazwiska oraz miejsca zamieszkania oraz dłuższa, w której podajemy także swoje zainteresowania – mówi Żelechowski. – Jeżeli program zaczyna się dłuższą prezentacją, to znaczy, że było więcej czasu na emisję i uczestnicy szybciej odpadali. Jeżeli prezentacja jest krótka to można spodziewać się ostrej potyczki.

Odpowiedzi uczestników mogą być nagrywane kilkakrotnie. – Zdarzyło mi się, że proszono mnie o powtórzenie odpowiedzi pięć razy, poprawiano mi teleport nadajnika mikrofonu, po czym uznawano, że pomyliłem jedną literę w odpowiedzi i traciłem szansę – mówi Żelechowski.

Ale były przypadki, że uczestnik składał reklamację na odpowiedź, którą uznano mu za błędną. – To było w pierwszym odcinku, w którym brałem udział – mówi. – Pytanie dotyczyło miasta w Mezopotamii, w którym odkryto ślady biblijnego potopu. Odpowiedziałem, że Niniwa a poprawną odpowiedzią było Ur. Czytałem w różnych źródłach, że te ślady odkryto także w Niniwie. Nagranie zostało zatrzymane na pół godziny. Uczestnicy czekali aż produkcja dodzwoni się do ekspertów, ale bez powodzenia, bo odcinek nagrywany był późnym wieczorem. Stanęło na tym, że straciłem szansę. Ale po powrocie do domu dzwoniłem na wydział archeologii Uniwersytetu Warszawskiego i tam potwierdzono moją wersje. Ale nie mam o to pretensji. To bardzo uczciwy program.

Notatki, książki i aplikacja

Przygotowanie do teleturnieju u B. Żelechowskiego trwa na okrągło. – Od dziecka lubiłem czytać a od momentu, gdy „Jeden z dziesięciu” pojawił się na antenie, robię sobie notatki – mówi. – Zdarza się, że pytania się powtarzają, albo część z nich zadawana jest w innym kontekście, więc ich zapisywanie pomaga utrwalić wiedzę i może się przydać. Godzina emisji programu to dla mnie „świętość”. Nikt nie może mi przeszkadzać, nie odbiorę wtedy telefonu. W nauce pomaga też rozwój technologii i aplikacje z quizami wiedzy dostępne na smartfona.

B. Żelechowski sześć razy brał udział w nagraniu programu. I widać, że nie stresuje się przed kamerami. Trzy razy trafiał do finałowej trójki w odcinkach. Po raz pierwszy wygrał ten emitowany 15 marca. Ale na to, żeby móc pochwalić się zwycięstwem, musiał czekać prawie pół roku. – Nagranie programu odbyło się 20 września 2020 roku, ale przez epidemię emisja odbyła się z takim opóźnieniem – mówi. – Wielki finał nagrywaliśmy 21 lutego br., więc tutaj czas oczekiwania był zdecydowanie krótszy.

Główną nagrodą w wygranym odcinku jest 5 tysięcy zł, zegarek, zestaw kosmetyków i pięciodniowy pobyt w hotelu. Za wygraną w wielkim finale zwycięzca zgarnia 40 tys. zł a uczestnik, który zdobędzie największą ilość punków (sumuje się te z odcinka, w którym wygrał i te z Wielkiego Finału), dodatkowe 10 tys. zł. – Gra jest warta świeczki, ale nie tylko o pieniądze chodzi – mówi B. Żelechowski. – Samo wejście do Wielkiego Finału daje ogromną satysfakcję, a swojego wyniku, mimo przegranej, nie muszę się wstydzić. Ale jak Bóg da, to oczywiście spróbuję swoich sił za cztery lata. (bf)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here