Wyrzucony z policji już poczytalny?

Groźby, pobicia, usiłowanie rozboju i uszkodzenie mienia. Lista zarzutów, o które podejrzany był policjant z Chełma, jest długa. Psychiatra uznał jednak, że mężczyzna działał w stanie niepoczytalności i sprawca trafił… na terapię. Teraz sąd uznał, że wystarczy już tego leczenia.

Problemy Łukasza M. z Chełma rozpoczęły się w 2017 roku. Najpierw, we wrześniu, został brutalnie pobity przez parę dwudziestokilkulatków za to, że stanął w obronie taksówkarza, którego auto kopali młodzi i wstawieni. Do szpitala trafił mocno poturbowany, ale też pijany, z czego musiał się później tłumaczyć przed przełożonymi. Niedługo potem, w grudniu, znów trafił na oddział, ale tym razem – psychiatryczny.

Były dzielnicowy jednego z komisariatów wdał się w romans w żoną pogranicznika, a kiedy sprawa wyszła na jaw, pomiędzy konkurentami doszło do starcia. 5 grudnia 2017 r., będąc na zwolnieniu lekarskim po pobiciu, Łukasz M. (podejrzewany również o tzw. krótkotrwałe użycie pojazdu) miał jechać za funkcjonariuszem straży granicznej, a następnie – rzekomo celowo – najechać na tył jego pojazdu. Potem groził mężczyźnie pobiciem. Po tej sytuacji ze stanami nerwicowymi zgłosił się na oddział psychiatryczny w Chełmie, skąd po czterech dniach (9 grudnia) wyszedł na własną prośbę.

Bezpośrednio po opuszczeniu szpitalnych murów pojechał do Wojsławic, gdzie spotkał się z wielokrotnie karanym Robertem M. Tam, pijani i niewyżyci (po wszystkim M. odmówił badania alkomatem, zaś u jego kolegi badanie wykazało ok. 2 promili alkoholu), szukali przygód. Najpierw pobili Mateusza K. Potem policjant i recydywista podeszli do zaparkowanego na rynku VW Bora i napadli siedzącego w nim Damiana S. Bili pięściami i kopali, aż mężczyzna stracił przytomność. Wówczas próbowali go wyciągnąć na zewnątrz i ukraść mu samochód, ale kierowca ocknął się, zdołał obronić i odjechać. Wściekły Łukasz M. zaczął kopać w stojące nieopodal audi Przemysława Z., w efekcie czego zbił szybę i zniszczył karoserię.

Na rynek, do zatrzymania agresywnego i szarpiącego się kolegi ze służby, przyjechał patrol mundurowych. Zgromadzonym poszkodowanym Łukasz M. zaczął grozić pobiciem za każde obciążające go zeznania. Trafił do policyjnego aresztu w chełmskiej komendzie, ale z uwagi za jego nieobliczalne zachowanie pilnujący go policjanci wezwali karetkę. M. znów pojechał na oddział psychiatryczny. Dopiero miesiąc później lekarz zgodził się na przeprowadzenie z nim czynności procesowych. W międzyczasie M. został wydalony ze służby (po ponad 10 latach pracy) z uwagi na ważny interes społeczny.

Byłemu policjantowi groziło nawet do 12 lat pozbawienia wolności, ale za kratkami spędził zaledwie kilka miesięcy – w areszcie tymczasowym. Powołani do sprawy biegli psychiatrzy uznali, że w momencie popełnienia przestępstw (zarówno 5.12, jak i 9.12.2017) był niepoczytalny. W efekcie prokurator skierował sprawę do sądu w Krasnymstawie z wnioskiem o umorzenie postępowania i zastosowanie wobec Łukasza M. środka zabezpieczającego.

Niedawno do sądu wpłynęła kolejna opinia od biegłego psychiatry. Na jej podstawie sąd wydał postanowienie o uchyleniu środka zabezpieczającego w postaci terapii. Sprawca pobicia, usiłowania rozboju, uszkodzenia mienia i gróźb karalnych jest już wolnym człowiekiem. Postanowienie jest prawomocne. pc