Z Izbicy do Berlina i Pragi na… wuesce

Brawo! Marcin Wrona z Izbicy, mimo przeszkód i ogromu pracy, zrealizował jedno ze swoich marzeń. Odrestaurował wiekowy motocykl WSK i pojechał na nim do Berlina. Wrócił przez Pragę. – Moja podroż miała na celu promowanie starych motocykli typu WSK i udowodnienie, że te motocykle są wspaniałe i mocne – mówi.


Marcin Wrona mieszka w Izbicy, na co dzień pracuje w firmie meblarskiej, jest konstruktorem. – Już jako dzieciak marzyłem o podróżach motocyklem, miałem wtedy motorynkę, którą kupił mój tata i zaszczepił we mnie miłość do motoryzacji – opowiada „Nowemu Tygodniowi”. Kiedy pan Marcin dorósł, postanowił, że będzie podróżować na motocyklu. Kupił wówczas yamahę. – Nie była ona jednak turystycznym motocyklem, więc podróżowanie nią nie należało do wygodnych. Zakupiłem więc bardziej turystyczny motocykl, ale moje serce było przy WSK – dodaje. Mieszkaniec Izbicy kupił wueskę 125, rocznik 1985. Sam ją naprawił i odrestaurował. – Naprawa polegała na wykonaniu szlifu cylindra, czyszczeniu kanałów, fazowaniu okien i wymianie tulejki korbowodu. Wał pozostał oryginalny, ponieważ nie posiadał oznak zużycia – mówi.

W połowie sierpnia mężczyzna wsiadł na wueskę i ruszył przed siebie. Z Izbicy dojechał do Kielc. Potem był Bełchatów i kolejno: Wieluń, Leszno, Głogów, Zielona Góra – aż do przejścia granicznego z Niemcami w Gubinie. – Na moim turystyku yamaha jazda jest dość przewidywalna. Z punktu A do punktu B nic się nie dzieje wystarczy pilnować drogi. Na WSK jest zupełnie inaczej. Jazda jest spokojna, wszystko widać, można zwiedzać w czasie jazdy. Zdarzają się jakieś małe usterki, podróż jest znacznie ciekawsza, poza niewyobrażalnym bólem pleców i pośladków.

Chciałem też obalić mit awaryjności tego motocykla – relacjonował w czasie podróży. Z Gubina Wrona pojechał prosto do Berlina. Zwiedził stolicę Niemiec, wzbudzając zainteresowanie i sympatię mieszkańców. Potem wrócił do Lasek i stamtąd pojechał do Pragi. Ze stolicy Czech udał się do Wrocławia i dopiero tam WSK odmówiła posłuszeństwa. – Po opuszczeniu Wrocławia przejechałem 20 km i motor padł definitywnie. Powód? Brak iskry. Za bardzo się nie rozczulałem, wymieniłem moduł bez zmian, wymieniłem zapłon na stary, oryginalny z dużym kołem. Wszystko działa i grzeje dalej – wspomina Marcin.

Po naprawie motocykla, zanim wrócił do domu, mieszkaniec Izbicy dwa dni spędził jeszcze na zlocie w Świdniku. W sumie w 9 dni na 33-letniej wuesce pokonał 2,5 tys. km! – Mam już na koncie pewne sukcesy. Zwiedziłem motorem m.in. Bieszczady, kawałek Słowacji, Hel i trójmiasto, no a teraz Berlin i Pragę. W przyszłym roku planuję objechać Morze Bałtyckie przez Litwę, Łotwę, Estonie, Finlandie, Szwecję, Norwegię, Danię i może Niemcy – zapowiada Marcin.

Relację z podróży do Berlina i Pragi, na profilu facebokowym Retro Motor Trip założonym przez mieszkańca Izbicy, śledziło prawie 1000 osób. – Zebrałem ogromną liczbę pozytywnych komentarzy i aktywności na grupach motocyklowych – cieszy się nasz rozmówca. – Moja podroż ma na celu promowanie starych motocykli typu WSK i udowodnienie, że te motory są wspaniałe i mocne – podsumowuje. (kg)