Z kota została krwawa plama

Dwa agresywne psy na oczach mieszkanki bloku rozszarpały kota. Sprawa trafiła do Straży Miejskiej, która szybko ustaliła właścicieli czworonogów i ukarała ich mandatami. Ale według mieszkańców Włodawy i aktywistów to problemu nie rozwiązało, bo psy znowu były widziane, jak biegały samopas po mieście.

Dwa słusznych rozmiarów psy (jeden w typie owczarka niemieckiego) zabiły na oczach świadków kota należącego do pani Agnieszki. Stało się to tuż pod drzwiami do klatki schodowej, na oczach sąsiadki kobiety. Właścicielka natychmiast zgłosiła sprawę do Straży Miejskiej. Funkcjonariusze ustalili właścicieli wałęsających się po osiedlu psów. Jak mówi Agnieszka Trzebunia, komendant SM we Włodawie zwierzęta zerwały się z uwięzi.

– Ich właściciele zostali ukarani mandatami w kwocie 250 zł i pouczeni, że ich obowiązkiem jest odpowiednie zabezpieczenie posesji w taki sposób, by zwierzęta nie mogły się z niej wydostać. Trzeba też dodać, że nie mamy żadnych dowodów na to, że to akurat te psy zabiły kota – tłumaczy Trzebunia.

Takie wyjaśnienie ze strony pani komendant nie spotkało się ze zrozumieniem mieszkańców osiedla, którzy w mediach społecznościowych piszą, że już od dawna apelowali do strażników o rozwiązanie problemu psów biegających luzem. Z komentarzy wynika, że kot pani Agnieszki nie był ich jedyną ofiarą. Podobno zabiły one kilka innych, ale miały też atakować ludzi.

– Kilka dni temu w nocy ten ciemny pies zaatakował mnie na ulicy Chełmskiej obok dużego Sławińskiego. Ktoś z sąsiedniego bloku go zawołał i odbiegł. Pies skakał, podbiegał do mnie, warczał i szczekał. Nawet nie chcę myśleć, co byłoby, gdyby ten ktoś go nie zawołał – pisze pani Agata. – Są rozwścieczone. Ostatnio nie mogłam się pozbyć tego rudego na spacerze z psem niedaleko jednostki wojskowej. Wołała go jakaś młoda dziewczyna, która w ogóle nie panowała nad nim, pies bez kagańca i bez smyczy – pisze z kolei pani Joanna.

Sprawą od początku zainteresowała się Weronika Furtak ze stowarzyszenia Włodawa dla Zwierząt. – W ciagu kilku ostatnich tygodni dwa bezpańskie psy zagryzły kilka kotów (ul. Żeromskiego, Wiejska, Reymonta, Chełmska, Prusa) ale co gorsza zaatakowały dwie kobiety! Psy były zgłaszane do Straży Miejskiej i do Miasta. Reakcja na zgłoszenia jak do tej pory jest żadna a jest to ich obowiązek wynikający z ustawy! Jesteśmy odsyłani z przysłowiowym kwitkiem. Dzisiejsze info z Miasta i ze Straży: W schronisku nie ma miejsca. Podobno psy mają właściciela, podobno jest to ustalane.

Jak długo ma to potrwać? Dlaczego agresywne zwierzęta mają biegać po ulicach dopóki nie znajdzie się właściciel? Dlaczego nie możemy czuć się bezpiecznie we własnym mieście? Czy mamy czekać aż pogryzą albo zagryzą człowieka? Uważajcie na siebie i swoje zwierzęta! Proszę o kontakt wszystkie osoby, które mają wiedzę na temat tych psów. Sprawa zostanie podjęta przez Fundację WdZ – napisała w swoich mediach społecznościowych Furtak, a pani komendant straży odebrała to jako atak na nią i jej formację.

– Jest to dla nas o tyle niezrozumiałe i krzywdzące, gdyż żadne zgłoszenie, które do nas wpływa w tej, jak również w innych sprawach, nie pozostaje bez rozpatrzenia. Za każdym razem dokładamy należytej staranności w celu rozwiązania problemu. Jest Pani naszym partnerem w działaniach na rzecz ochrony zwierząt i niejednokrotnie wspomagaliśmy Panią udzielając asysty w odławianiu psów i kotów, przekazywaliśmy pomoc materialną oraz wiele innych. Zadziwiające jest więc Pani stwierdzenie, że Straż Miejska podejmuje czynności tylko hipotetycznie. Funkcjonariusze dokładają wszelkich starań, aby odłowić owe psy jak najszybciej.

Obwinianie kogokolwiek lub siebie wzajemnie za zaistniałą sytuację nie rozwiąże problemu, więc zamiast tego zapraszam panią oraz wszystkich, którzy mogą pomóc w ustaleniu miejsca przebywania psów do współpracy. Każdy może zadzwonić na numer 530 188 113 lub 986 bezpośrednio w chwili, kiedy zauważycie psy pozostawione bez nadzoru opiekuna, i wskazać miejsce ich przebywania. Jeszcze raz zachęcam, aby porzucić retorykę nienawiści i zamiast eskalować problem na coraz to większą skalę, zacząć dążyć do jego rozwiązania – ripostowała pani komendant.

Problem agresywnych, często bezpańskich psów we Włodawie i okolicach zaczął lawinowo narastać już od wakacji. Byli właściciele pozbywali się pupili porzucając je gdzie popadnie. Zarówno dla służb jak i dla samorządów to wielkie obciążenie finansowe, bo koszty odłowienia i umieszczenia jednego zwierzaka w schronisku sa ogromne, a nie wszystkie nadają się do adopcji. We Włodawie głośny był przypadek pogryzienia przez dwa psy nastolatka, który wyszedł na spacer ze swoim czworonogiem w okolicach cmentarza. Jak widać, takich przypadków było więcej. (bm)