Z policjanta gangster

Kiedyś ścigał przestępców, pracując w elitarnej jednostce Centralnego Biura Śledczego, ale potem przeszedł na drugą stronę barykady i tak już zostało. Marcin L. stał się rezydentem najpotężniejszego polskiego gangu w Lublinie. Choć doskonale znał metody tajnych służb, dał się zaskoczyć „gangsterom”, którzy okazali się policjantami.

O Marcinie L. po raz pierwszy było głośno w 2001 r., kiedy trafił za kratki, podejrzany o współpracę z przestępcami. Wtedy nie wszyscy wierzyli w podejrzenia śledczych. Niektórzy tłumaczyli jego kontakty z półświatkiem charakterem jego służby. Jako tajny agent musiał przenikać do środowiska przestępczego. Okazało się jednak, że funkcjonariusz zaprzyjaźnił się z ludźmi, których miał ścigać i związał się z nimi na dobre. Dokładnie 10 lat temu znów huczała o nim lokalna prasa. Wówczas ponad 200 uzbrojonych po zęby policjantów przeprowadziło obławę na agencje towarzyskie w Lublinie i całym województwie. Okazało się, że dawny policjant z CBŚ, który zdążył już przejść na policyjną emeryturę, brał udział razem ze Sławomirem P. ps. Piecia w gangu kontrolującym właścicieli domów schadzek. Inkasowali od każdego za ochronę po 3 tys. zł miesięcznie. Sprawa utknęła na kilka lat w sądzie, a Marcin L. wkrótce odzyskał wolność. Nie zmienił swojego życia. Okazało się, że związał się z jedną z najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce – gangiem mokotowskim.

Jak ustalili reporterzy śledczy TVP Info, mężczyzna prowadził interesy z liderem grupy, 69-letnim Januszem P., ps Jacek. Obaj też w kwietniu tego roku wpadli podczas misternie przygotowanej akcji policjantów CBŚ. Dawny funkcjonariusz zupełnie stracił czujność. Nie zdawał sobie sprawy, że próbuje wcisnąć nielegany arsenał broni stróżom prawa. Kiedy miało dojść do transakcji, został zaskoczony przez agentów CBŚ. Podobnie wpadł „Jacek”, który sądził, że znalazł odbiorców na 4 kg amfetaminy.
W wyniku połączonych akcji policja przejęła narkotyki oraz wielkie ilości broni, m.in. karabin maszynowy, pistolety, magazynki i amunicję, także prawie 800 g materiału wybuchowego. Sprawę prowadzi obecnie lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Niebawem ma być gotowy akt oskarżenia. LL