Żałobnicy opuścili kościół z płaczem

Za łamanie przepisów ograniczających udział wiernych we mszach księżom grożą wysokie mandaty. Gdy w Niedzielę Palmową do kościoła w Podgórzu przyszło więcej osób, jeden z mieszkańców postraszył proboszcza policją. Kapłan musiał wyprosić wiernych. Głównie rodzinę, która przyszła na mszę w intencji zmarłego miesiąc wcześniej dziecka.

– W Niedzielę Palmową pojechałem do kościoła w Podgórzu – relacjonował nam mężczyzna. – Msza zaczynała się o 10.00. Dziesięć minut wcześniej ksiądz stał przed drzwiami i witał wiernych. Weszło kilkanaście osób. W różnym wieku, ale nawet matka z dziećmi. Sam zrezygnowałem, bo wiem, że w związku z koronawirusem są zakazy i we mszy może uczestniczyć tylko pięć osób. Ale ponieważ mszę odprawiał wikary a proboszcz poszedł na plebanię, zadzwoniłem do niego.

Mężczyzna miał zapytać proboszcza, dlaczego nie stosuje się do przepisów i postraszył go powiadomieniem policji.

– Po chwili proboszcz wybiegł z plebanii i popędził do kościoła, z którego wybiegło kilka osób – mówi mężczyzna. – Ja, idąc do marketu, byłem zatrzymany przez policję, która pytała mnie, po co i gdzie idę. Wobec nas stosuje się zakazy, a kościołów nikt nie pilnuje. A później ludzie, którzy byli na mszy, idą do sklepów. Przecież w taki sposób roznosi się ta zaraza.

Proboszcz przyznaje, że incydent miał miejsce i ktoś dzwonił do niego, strasząc policją. – Staramy się stosować do ograniczeń i do tej pory msze odbywały się w obecności maksymalnie piątki wiernych – mówi ks. Marek Żyszkiewicz, proboszcz parafii pw. Chrystusa Pana Zbawiciela w Podgórzu. – W Niedzielę Palmową mieliśmy specyficzną sytuację. Rodzina zamówiła wcześniej mszę w 30. dzień po śmierci dziecka. Przyszli się pomodlić i przyjąć komunię.

W wyniku interwencji proboszcz rzeczywiście musiał wyprosić ich z kościoła. – Przeprosiłem za taką sytuację. Matka dziecka i kilka innych osób z rodziny wyszli z kościoła. Kobieta się popłakała i przesiedziała nabożeństwo na cmentarzu. Potem wszyscy wrócili tylko na chwilę, żeby przyjąć komunię – mówi proboszcz.

Proboszcz mówi, że sam pytał policję, co robić w sytuacji, w której więcej osób chce skorzystać z nabożeństwa. – Przecież ja mogę nie wpuścić więcej niż pięć osób do kościoła, ale nie mam wpływu na to, że ludzie stoją przed kościołem, albo w czasie pogrzebu przyjdzie ich więcej na cmentarz, bo ten przecież nie jest zamknięty – mówi.

Zdaniem proboszcza absurdów jest więcej. – W domu emeryta jest 25 księży. Razem mieszkają, razem jedzą posiłki, spacerują, mają jedną windę w budynku a według przepisów nie mogą wszyscy uczestniczyć we mszy – mówi. – Tak jak rodzina, która spacerując powinna zachowywać dwumetrowy dystans między sobą a w domu małżeństwo może spać w jednym łóżku.

Jednak w kraju policja nałożyła sporo mandatów na księży, którzy wpuścili do kościoła więcej niż pięć osób, m.in. w Szczecinie czy niedaleko Żywca kapłani dostali po 500 zł. Dwa przypadki były też w Opocznie, w województwie łódzkim, ale ponieważ tamtejsi księża odmówili przyjęcia mandatów, sprawa o wykroczenie trafiła do sądu.

Do tej pory chełmska policja nie interweniowała w podobnej sprawie. Przepisy ograniczające liczbę osób uczestniczących w nabożeństwach miały obowiązywać do 11 kwietnia, ale zostały przedłużone do 19 kwietnia. (bf)