Zarzucają brak wiedzy, kompetencji i empatii

Mieszkańcy Chełma napisali list do prezydenta Jakuba Banaszka skarżąc się na to, jak źle zostali potraktowani przez Mariusza Żabińskiego – dyrektora MSP ZOZ, Monikę Zaborek-Turewicz – dyrektor Departamentu Spraw Obywatelskich, a na końcu przez Dorotę Cieślik – wiceprezydent. Podpisało się pod nim ponad 20 osób. Urzędnikom zarzucili brak wiedzy i kompetencji, a Zaborek-Turewicz mieli widzieć, jak w godzinach pracy robiła zakupy w „Kamienicy 59”. Do włodarza miasta zwrócili się o zrozumienie i odrobinę empatii w stosunku do drugiego człowieka. Urzędnicy list uznali za anonim i szkalowanie ich dobrego imienia.

W liście do prezydenta Jakuba Banaszka mieszkańcom chodzi o dostępność do podstawowej opieki zdrowotnej w podległych prezydentowi przychodniach przy ul. Wołyńskiej i ul. Połanieckiej. Mieszkańcy zwracają uwagę na sposób zarządzania placówkami w okresie pandemii. Mają pretensje do dyrektora Miejskiego Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Mariusza Żabińskiego, który – według nich – swoimi decyzjami pozbawia pacjentów dostępu do lekarzy, doprowadzając „do upodlenia chorego człowieka”. Skarżący podkreślają, że rozumieją, iż w czasie szalejącego wirusa należy zachować maksimum ostrożności. Podają jednak przykład, że któregoś dnia przed przychodnią na Wołyńskiej, mimo padającego deszczu, przeraźliwego wiatru, stał tłum ludzi, matki z małymi dziećmi, których nie wpuszczono do środka, nawet przy zachowaniu dystansu społecznego. Całą tę sytuację dokładnie opisujemy w tekście na str. 4 w chełmskim wydaniu „NT”.

Oburzeni takim faktem mieszkańcy postanowili poprosić o pomoc Monikę Zaborek-Turewicz, dyrektor Departamentu Spraw Obywatelskich w chełmskim magistracie, której podlegają sprawy związane ze zdrowiem, ale w urzędzie jej nie zastali. Jak mówią, byli w budynku przy ul. Lubelskiej, skąd odesłano ich do siedziby Departamentu przy ul. Obłońskiej. Stamtąd znów skierowano ich na Lubelską, ale z dyrektor Zaborek-Turewicz nie spotkali się. Skarżący w końcu dostrzegli panią dyrektor, jak w godzinach pracy miała wychodzić z zakupami z „Kamienicy 59”, mieszczącej się nieopodal budynku Urzędu Miasta Chełm. Rzekomo zmieszana zaistniałą sytuacją Zaborek-Turewicz umówiła się z nimi na spotkanie następnego dnia. Jak informują mieszkańcy, u dyrektor Departamentu Spraw Obywatelskich nic nie wskórali. – Wysłuchała z czym przychodzimy, pokiwała głową i z uśmiechem na twarzy zaczęła nas uświadamiać na temat pandemii i obostrzeń, robiąc wykład o kryzysowym zarządzaniu – napisali mieszkańcy w skardze do prezydenta.

Ponieważ, jak sami stwierdzili, uznali dyrektor Zaborek-Turewicz za osobę bez odpowiednich kompetencji, postanowili zwrócić się o pomoc do Doroty Cieślik, wiceprezydent miasta, której podlega Departament Spraw Obywatelskich. Wizyta w magistracie, niestety, bardzo rozczarowała mieszkańców. Zastępca prezydenta nie przyjęła ich, przekazując za pośrednictwem sekretariatu, że nie byli z nią umówieni, a kolejne terminy ma już zajęte.

– Zarzucono nam, że wymyślamy niestworzone rzeczy, bo przecież wszędzie są ograniczenia. A ludzie jak czekali pod przychodniami, tak czekają dalej i marzną, bo warunki pogodowe są coraz gorsze. Dlaczego w prywatnej służbie zdrowia takich ograniczeń nie ma? Nas, panie prezydencie, nie stać na prywatną opiekę zdrowotną – napisali mieszkańcy w skardze do Jakuba Banaszka.

Autorzy listu zwrócili się do prezydenta z prośbą o zrozumienie problemu, odrobinę empatii w stosunku do zwykłego człowieka, który – jak podkreślają – głosował na Banaszka, z nadzieją, że może coś się zmieni. – I zmieniło się, tylko tyle, że na gorsze – dodają.

Mieszkańcy wspominają też, że za czasów poprzednika dyrektora Żabińskiego, Lecha Błazuckiego, w przychodniach był porządek, a pacjentów traktowano z należytym szacunkiem.

– Z przykrością stwierdzamy, że nie ma pan szczęścia do współpracowników – napisali w skardze. – Ci dobrzy uciekają, jak tylko nadarzy się okazja, a zostają osoby bez wiedzy i kompetencji. W tym trudnym okresie dla nas, pacjentów, jest pan ostatnią deską ratunku. Prosimy, by zajął się pan problemem, żeby ludzi nie traktować jak bydło, żeby małe dzieci z gorączką nie musiały stać na dworze i marznąć, bo nie można znaleźć rozwiązania, by ludzie w godnych warunkach mogli poczekać na wizytę u lekarza – zwrócili się do prezydenta mieszkańcy. Pod listem podpisało się 25 osób z imienia i nazwiska.

Ze skargą prezydent Banaszek zapoznał się w piątek, 23 października. Urzędnicy list uznali jednak za anonim i wszystko wskazuje na to, że nad problemem nikt się nie pochyli.

Biuro Prasowe Prezydenta Chełma w sprawie otrzymanego listu w sobotę wydało tej treści komunikat: „Niniejsze pismo nie spełnia kryteriów „skargi” i należy je traktować jako anonim, który ma na celu szkalowanie dobrego imienia wymienionych w nim pracowników Urzędu Miasta Chełm, jak i samego urzędu. W piśmie nie wskazano bowiem imienia i nazwiska autora, nie ma też danych adresowych, na które można byłoby przesłać odpowiedź. Pseudoskarga została złożona w kopercie bez wskazania nadawcy, a z wydrukowanym i naklejonym adresem Prezydenta Miasta Chełm, co jest kolejnym argumentem wskazującym na chęć zachowania anonimowości przez autora. Dodatkowo tylko część podpisów jest czytelna, a ich wiarygodność jest wątpliwa, o czym świadczy podobny charakter pisma. Co więcej widniejące tam imiona i nazwiska tylko w dwóch przypadkach można powiązać z MSPZOZ w Chełmie – ale wskazują one osoby z roczników 1921 i 1920!

Z konfrontacji sformułowanych zarzutów z wyjaśnieniami pracowników wynika, że przytoczone w anonimie sytuacje są nieprawdziwe i nie miały miejsca, co potwierdzają m.in. zapisy monitoringu, elektronicznego kalendarza czy też oświadczenia innych pracowników. Ewidentnie celem autora/autorów „skargi” było godzenie w dobre imię urzędu i pracowników, a nie merytoryczna dyskusja mająca na celu rozwiązanie realnego problemu. Tego typu działania kwalifikują się do podjęcia stosownych kroków prawnych”. (s)