Zboczeniec ruszył na dzieci

– Córka teraz boi się nawet wyjść sama na taras czy do ogrodu. Tłumaczę jej, że ten człowiek tu nie wróci, że już go nie ma – mówi matka 10-latki, na którą czyhał w zaroślach dewiant. Policja obiecała wzmóc patrole na osiedlu.

Ulica Malowane w Chełmie. Wydawać by się mogło – cicha i spokojna dzielnica domków jednorodzinnych na obrzeżach miasta. Dookoła łąki i łono przyrody. Właśnie na te łąki nieopodal domu wybrały się w niedzielne popołudnie (9 czerwca) dwie koleżanki (10 i 12 lat). Chciały porobić sobie zdjęcia w plenerze, tak popularne wśród dorastających dziewczynek selfie. Potem młodsza poprosiła mamę, by razem z koleżanką mogły pójść do trzeciej kumpelki, która również mieszka w okolicy. Kobieta zgodziła się, a dzieci ruszyły skrótem przez łączkę. W pewnej chwili drogę zajechał dziewczynkom około 20-letni chłopak na rowerze (miał na sobie tylko krótkie, niebieskie spodenki i biały t-shirt zawiązany na szyi).

– Chcesz zobaczyć mojego fiu**? – zapytał 10-latkę.

Obie stanęły jak wryte. W pierwszej chwili 10-latka nie zrozumiała, o czym mówi nieznajomy i nawet zaczęła się zastanawiać, o jakiego fiata mu chodzi… Było w nim jednak coś strasznego. Przerażał ją. Starsza od razu pojęła, o co mu chodzi, złapała młodszą i obie rzuciły się do ucieczki. Dotarły do domu koleżanki i opowiedziały, co ich spotkało po drodze. Starszy brat kumpeli, u której się schroniły, wskoczył do samochodu i pojechał szukać dewianta, ale napotkał tylko na kobiety, które potwierdziły, że widziały nieznanego na czarnym rowerze, który kręcił się po okolicy.

Matka 10-latki zawiadomiła policję i przejrzała zdjęcia w telefonie córki. Na dalszym planie fotografii, które dzieci robiły sobie niedzielnego popołudnia na łące, widać było cień roweru. Na innym zdjęciu – stojącą w oddali sylwetkę mężczyzny z nagim torsem. Ukryty w zaroślach zboczeniec obserwował dziewczynki, gdy się bawiły. Zaatakował, gdy były dość daleko od domu. Na szczęście do domu koleżanki, do której szły, było na tyle blisko, że zdołały uciec. W przeciwnym razie nie wiadomo, co mogło by się stać.

– Powiedziała mi: „Mamo, on był straszny” – mówi matka 10-latki. – Ona cały czas się boi. Nie chce sama wyjść na dwór, na taras ani nawet do salonu, który graniczy z tarasem. Zamyka się w domu od środka, gdy jestem w ogrodzie. To okropne. Byłabym bezpieczniejsza, gdyby chociaż teraz, po tym wszystkim, policja pokazała się na osiedlu. Mogłabym powiedzieć córce: „Nie bój się go. On już tu nie wróci. Policja nas pilnuje” – dodaje z żalem kobieta.

Rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie, podkom. Ewa Czyż, obiecała, że kontrole w rejonie ul. Malowane zostaną wzmożone. (pc)