Zdemolowali grób policjanta

Przesunięta płyta nagrobna, porozrzucane wieńce i kwiaty. Ktoś chciał sprofanować zwłoki policjanta?

Kiedy we wtorek, 15 sierpnia, zobaczyła jak wygląda grób jej ojca – zaniemówiła. Córka zmarłego pod koniec lipca policjanta przyznaje, że był to przerażający widok.
– Wieńce i znicze były porozrzucane, tabliczka z imieniem, nazwiskiem i datą śmierci rzucona na ziemię, kamienie, które przytrzymywały folię zabezpieczające grób były przesunięte, a sama folia zerwana. I to, co najgorsze – płyta nagrobna była odsunięta. Gdy to zobaczyłam, pomyślałam, że doszło do profanacji zwłok mojego ojca – opowiada córka zmarłego.
Kobieta na cmentarzu komunalnym w Dubience, gdzie pochowano zmarłego, była razem z kolegą taty. Na miejsce wezwali policję. Na szczęście, funkcjonariusze uspokoili rodzinę. – Policjanci ustalili, że nie doszło do naruszenia trumny, a tym samym zbezczeszczenia zwłok – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
– Najwyraźniej, ktoś, kto próbował się tego dopuścić, nie wiedział o tym, że grób jest podwójny i trumna taty znajduje się niżej, pod kolejnymi płytami. Tym samym nie udało mu się do niej dostać – dodaje córka zmarłego.
Komu przyszło do głowy, aby zdewastować grób? – Tato był emerytowanym policjantem. Miał przyjaciół, ale też i wrogów. W tym zawodzie to normalne. Ale nie mam pojęcia, kim może być ten dewiant – mówi kobieta.

Nie wandale, a wiatr?

Nasza redakcja o sprawie dowiedziała się z anonimowego listu. Jego autor poruszył inny wątek całego zajścia, a mianowicie zaskakujące tłumaczenie zdarzenia przez Janusza Kańskiego, prezesa Przedsiębiorstwa Usługowo-Produkcyjnego w Dubience, które zarządza cmentarzem komunalnym.
– Kański twierdzi, że to co się wydarzyło na grobie to wina… wiatru! To absurdalne tłumaczenie – czytamy w liście. – To, co tam się stało jest ewidentnie „dziełem” jakiegoś wandala, który odkrywając płyty miał nadzieję, że dostanie się do trumny. Potwierdzają to wszyscy, którzy widzieli grób po demolce, tylko nie prezes. Umywa ręce? Boi się przyznać, że nie potrafi odpowiednio zabezpieczyć cmentarza? – pyta autor listu.
Zachowanie prezesa dziwi także rodzinę zmarłego. – Od samego początku próbował nam wmówić, że winę za całe zdarzenie ponosi wiatr. Mówił, żeby wszystko posprzątać i radził, żeby nie wzywać policji – opowiada córka zmarłego.
– Rozumiem, że dla rodziny zmarłego całe zajście nie jest niczym przyjemnym. Jednak w mojej ocenie, trudno doszukiwać się winnych – odpowiada J. Kański. – Konstrukcja grobu nie była naruszona, nie zauważyliśmy tam żadnej ingerencji. A wszystkie wieńce i znicze przesunięte były w jedną stronę. Wszystko wskazuje na to, że była to wina wiatru – podtrzymuje swoje zdanie.
– Pytanie tylko, co będzie jeśli postawimy pomnik, a ten zwyrodnialec znowu przyjdzie i go zniszczy. Kto wtedy za to odpowie, znowu wiatr? – pyta zrozpaczona rodzina. (mg)