Złodziej oddechu

Relacje chorych są wstrząsające – choroba odbierała im oddech, zwalała z nóg, wysysała energię, pozostawiła z powikłaniami. Nasi rozmówcy są zgodni w jednym: Covid-19 przyniósł strach, jeden z największych, jakich doświadczyli w życiu. Bo to podstępna choroba i pozbawia tego, co najważniejsze – oddechu.

Chełmianka Anna Hryszko jest lekarzem radiologiem z kilkunastoletnim stażem pracy. W październiku br. przeszła Covid-19. Po tych doświadczeniach przestrzegła na Facebooku swoich znajomych, przyjaciół, pacjentów, aby nie bagatelizowali tej choroby i dbali o siebie. Pani Anna jest osobą w sile wieku. Nie wie, gdzie i od kogo zaraziła się koronawirusem. Gdy tylko poczuła się gorzej, zgłosiła się do lekarza. Wiedziała, że nie może nikogo narażać – sama jest przecież medykiem, przyjmuje pacjentów. Spodziewała się, że to będzie zwykłe przeziębienie, może grypa. Od pani Anny pobrano wymaz z tylnej ściany gardła i nosa. Jak mówi – to bardzo nieprzyjemne. Ale to było nic w porównaniu z tym, co nastąpiło potem.

– Myślałam, że to grypa, bo przecież nie miałam kontaktu z tak zwanym nosicielem – opowiada pani Anna. – Dużo ostatnio pracowałam, miałam wiele stresów, byłam przemęczona. Moje dziecko też chorowało, tak, jak inne dzieci w jego klasie. Na pięć dni przed pobraniem wymazu wieczorem zdrzemnęłam się i zbudziłam się z bólami mięśni i mocno rozpalona. Zmierzyłam temperaturę. Miałam 38 stopni Celsjusza. W kolejnych dniach – w poniedziałek i wtorek – było tak samo.

Wypisałam sobie antybiotyk i poczułam się już bardzo dobrze. W środę pojechałam na wymaz. Trochę kaszlałam, ale kto nie kaszle w tym okresie? W czwartkowe popołudnie znowu zaczęłam czuć się źle. Pojawiły się bóle mięśni i temperatura 37,5. Pomyślałam, że muszę doleczyć grypę. Nadal byłam pewna, że wynik wymazu będzie ujemny. W piątek zbudziłam się z dużą dusznością, kaszlem, wysoką temperaturą.

Nie byłam w stanie ruszyć ręką ani nogą. Wiedziałam, że jest źle i będę musiała wezwać karetkę. Nie dałabym rady sama dojechać do szpitala. Wyczerpałam zapas leków przeciwgorączkowych i inhalacje sterydowe mi nie pomagały. Nadal nie mogłam złapać oddechu. Nie miałam siły, kaszel rozrywał mi płuca. Gdy dostałam telefon z sanepidu, wiedziałam już, którą mam wezwać karetkę. Ciągle miałam nadzieję, że wynik będzie ujemny, ale okazał się pozytywny. W szpitalu podłączyli mi tlen. Dostałam mnóstwo kroplówek.

Mimo to, spadła mi tylko temperatura, a ja nadal miałam rozrywający kaszel. Nie mogłam mówić. Bez tlenu ciężko mi było nawet leżeć czy się obrócić, bo od razu rozrywał mnie duszący kaszel. Na RTG wyszło, że mam zmiany typowe dla Covid. Po trzech dniach leczenia i inhalacjach zaczęło się odrywać, ustąpiła duszność i mogłam samodzielnie oddychać bez tlenu. Bardzo się cieszyłam, gdy odzyskałam węch i apetyt. Marzyłam o tym, aby pójść na spacer. To miało być zwykłe przeziębienie… Nikomu nie życzę, aby swoje „przeziębienie” przeszedł tak, jak ja, więc proszę Was – znajomi, przyjaciele – dbajcie o siebie i swoją rodzinę.

Silniejsze osoby mogą nawet nie zorientować się, że przechorowały Covid-19. Inne – przemęczone, zestresowane, niedospane – wylądują w łóżku z temperaturą i też mogą nie wiedzieć, że to był koronawirus, bo objawy przejdą im po trzech dniach. Ale są osoby z dużym spadkiem odporności, chorujący na cukrzycę, nadciśnienie. One mogą zachorować na zapalenie płuc, a po wykonanym wymazie będzie potwierdzenie, że to Covid. Dlatego – zasłaniajcie twarze, myjcie i dezynfekujcie ręce, chrońcie siebie i swoich bliskich.

Tak źle nigdy się nie czułem

Kolejny nasz rozmówca, chełmianin, ma 56 lat (nazwisko do wiadomości redakcji). On także przeszedł Covid-19. Mówi, że to podstępna choroba, której nie wolno lekceważyć. Udało mu się uniknąć pobytu w szpitalu. Przyznaje, że były to jedne z najgorszych momentów w jego życiu. Jest pełen uznania dla lekarzy ze swojej przychodni, dzięki którym przetrwał trudne chwile.

– Na co dzień zmagam się z nadciśnieniem, ale tak naprawdę wielu z nas ma jakieś problemy zdrowotne, dolegliwości, schorzenia – mówi 56-latek. – Na początku nie miałem typowych objawów. Nie było utraty węchu czy smaku. U mnie rozpoczęło się tak, że czułem się bardzo osłabiony.

Myślałem, że to przeziębienie. Zadzwoniłem do lekarza rodzinnego, który stwierdził, że profilaktycznie wykonamy jednak wymaz. Pierwszy okazał się, niestety, niediagnozowalny. Ale drugi test potwierdził, że mam Covid-19. Wkrótce pojawiła się u mnie wysoka temperatura. Miałem bardzo płytki oddech. Wirus atakował moje płuca. Pojawiły się duże problemy z saturacją. Na szczęście mogłem liczyć na pomoc lekarza rodzinnego, który przyjechał na wizytę domową.

Jestem pełen uznania za to, co dla mnie zrobił i za opiekę, jaką mnie otoczył. To były jedne z najgorszych chwil w moim życiu. Nigdy wcześniej nie czułem się tak źle podczas żadnej choroby. Kilka dni było naprawdę bardzo ciężkich. W sumie od pierwszych objawów do momentu, gdy poczułem się lepiej, minęły dwa tygodnie. Najbardziej zaskakujący w tej chorobie jest jej gwałtowny przebieg. Pojawia się nagle i tam samo ustępuje. Tak przynajmniej było w moim przypadku.

Ból, strach, ulga i… powikłania

Podwyższona temperatura, dreszcze, bóle mięśni i głowy – to były pierwsze objawy Covid-19 u 51-letniej chełmianki. Od tamtej pory minął miesiąc, ale wciąż jeszcze nie doszła do siebie. Opowiada o ogromnych emocjach, które towarzyszyły jej w ostatnich tygodniach.

– Z pierwszych objawów najgorszy był potworny ból głowy – mówi nasza Czytelniczka. – Nie wiedziałam czy to ból migrenowy, czy zatokowy, ale miałam wrażenie, że rozsadzi mi głowę. Bałam się, że dostanę wylewu. Do tego doszedł suchy, męczący kaszel i temperatura 38,5 stopnia, chociaż ja nigdy przy infekcjach nie miewałam gorączki. Wciąż jednak nie dopuszczałam myśli, że to Covid-19. Skontaktowałam się z lekarzem rodzinnym, który stwierdził, że dla pewności jednak wykonamy test. Po pobraniu wymazu całą noc nie spałam. Czułam ogromne napięcie i strach.

Teraz już coraz więcej osób z naszego otoczenia ma z tym do czynienia, ale jeszcze parę tygodni temu było inaczej. Bardzo chciałam pozostać w domu i uniknąć pobytu w szpitalu. Czułam lęk, że może się to nie udać, bo męczył mnie przeraźliwy kaszel. Gdy po paru dniach zadzwonił pracownik sanepidu z informacją o wyniku badania, tych najbardziej uciążliwych objawów już nie miałam. Kiedy usłyszałam, że wynik testu jest pozytywny… ucieszyłam się. Ucieszyłam się, że mam Covid-19 i żyję, że go przetrwałam.

Taka była moja reakcja – radość, że dałam radę. Ale prawda jest taka, że choć minął od tamtej pory miesiąc, to wciąż nie doszłam do pełni sił. Zawsze byłam osobą energiczną, wykonywałam kilka czynności jednocześnie. Teraz siebie nie poznaję. Cały czas odczuwam ból pleców, ręki, które smaruję maścią przeciwbólową. Jestem osłabiona, zmęczona. Wiadomo, że przy każdej chorobie ważną rolę odgrywa psychika, pozytywne nastawienie, bo wtedy szybciej dochodzi się do siebie. Ale gdy przechodzi się Covid-19, wciąż towarzyszy ci strach, że w każdej chwili może się pogorszyć. Za to mój mąż przeszedł tę chorobę inaczej niż ja, bezobjawowo. (mo)