Zmasakrowali twarz staruszce

To nie było zwykłe pobicie. Oni ją po prostu skatowali. Nie musieli robić jej krzywdy, przecież 89-letnia kobieta nie miała najmniejszych szans na obronę przed włamywaczami. Ale kierowani chorą przyjemnością z zadawania bólu, dla pieniędzy wymierzali staruszce kolejne, coraz silniejsze ciosy.

Kiedy w niedzielę córka kobiety przyszła ją odwiedzić, w domu zastała bałagan, jakby doszło do włamania, a po chwili stanęła przerażona. Znalazła matkę w tragicznym stanie, zalaną krwią, skatowaną. Żaden z sąsiadów niczego nie widział i nic podejrzanego nie słyszał, choć domy przy ulicy stoją jeden obok drugiego. Ludzie mieszkają tu tak blisko siebie, że wydawać by się mogło, iż można czuć się bezpiecznie. A jednak.

Wszystko zaczęło się w piątek (19 lipca). Tego dnia 89-letnia kobieta wybrała się na zakupy do pobliskiej „Biedronki”. Paweł G. (37 lat), kryminalista karany w przeszłości za rozbój, który w 2018 roku wyszedł z więzienia, kręcił się wtedy przed sklepem. Uwagę bandyty skupiła staruszka, która powoli, ze sprawunkami, wychodziła ze sklepu. Zaczaił się i śledził kobietę do jej domu przy ulicy Lipowej.

W nocy włamał się do środka, podważając okno. Zabrał portfel, w którym było trochę gotówki oraz karta bankomatowa. Wyszedł niezauważony i skierował się do najbliższego bankomatu. Nie znał PIN-u, więc nie mógł wypłacić pieniędzy. Spróbował w drugim bankomacie, ale znów poniósł klęskę. W głowie bandziora zrodził się szatański plan.

Następnej nocy (z soboty na niedzielę, 20/21 lipca) wrócił do domu 89-latki, zabierając do pomocy Józefa P. (38 lat), również byłego skazańca. Obudzili kobietę i zażądali pieniędzy. Nie mieli litości. Degeneraci i szumowiny. Okładali staruszkę po twarzy, jakby uderzali w worek treningowy. Kobieta wyła z bólu, a oni zadawali jej kolejne ciosy. Coraz mocniej i mocniej.

Nawet policjanci i prokuratorzy, którzy niejedno w życiu widzieli, są zszokowani tak brutalnym atakiem na starszą i całkowicie bezbronną kobietę. 89-latka ma siną całą połowę twarzy oraz posiniaczone ciało. Nie może nawet otworzyć oka, a pod drugim jest olbrzymi siniak. Ile bólu i cierpienia z niej bije, tego nawet nie sposób sobie wyobrazić. Ile ciosów musiała przyjąć? Jak długo i mocno musieli uderzać, by doprowadzić ją do takiego stanu? I najważniejsze, dlaczego to zrobili?

Przecież nie musieli wyrządzać jej krzywdy, bo starsza i schorowana kobieta nie miała najmniejszych szans na walkę z włamywaczami. Złodzieje mogli przecież wynieść z jej domu, co tylko chcieli, ale ją zostawić w spokoju. Ale nie, oni tego nie zrobili. Zwyrodnialcy raz po razie uderzali staruszkę w twarz, odczuwając z tego jakąś chorą przyjemność.

– Skradli z jej mieszkania portfel, telefon komórkowy i obrączkę, po czym oddalili się. Pokrzywdzona z obrażeniami ciała została przewieziona do szpitala – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

W namierzeniu oprawców pomogli chełmskim kryminalnym policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. W poniedziałek (22 lipca) zatrzymali Pawła G. i Józefa P. Znaleźli przy nich też część skradzionego mienia 89-latki. Po prawie dwóch dobach na policyjnym „dołku” bandyci zostali doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej w Chełmie. Usłyszeli zarzuty rozboju, a G. dodatkowo usiłowania kradzieży pieniędzy z bankomatu. Sąd przychylił się do wniosku śledczych i umieścił obu w areszcie tymczasowym na okres trzech miesięcy.

Skatowana kobieta cały czas przebywa w szpitalu. Czy i kiedy wróci do swojego domu, tego nie wiadomo. Bestiom, które w tak okrutny sposób skatowały staruszkę, grozi do 12 lat więzienia. Na takich szumowinach to jednak nie robi najmniejszego wrażenia. Obaj spędzili już kilka lat za kratkami, wyszli i zrobili coś tak drastycznego. Posiedzą kolejnych kilka lat, ale aż strach pomyśleć, do czego mogą posunąć się po wyjściu z zakładu karnego. (pc)