Zostały puste chlewy i żal

Pierwsze dwa ogniska afrykańskiego pomoru świń w powiecie chełmskim. Niewyobrażalny dramat dla hodowców. Wybito i zutylizowano dwa stada świń w Malinówce (gmina Sawin) i Tarnowie (gmina Wierzbica) liczące łącznie prawie siedemset sztuk.

Jak zabić świnię, wie każdy rolnik. Zajęcie nieprzyjemne, ale za to na końcu można najeść się świeżego mięsa. A gdy ubija się stado liczące 661 świń ze świadomością, że martwe zwierzęta od razu trafią do bakutilu? Takiego czarnego scenariusza nie brał pewnie do niedawna pod uwagę żaden hodowca. Do czasu aż nie zaczął szaleć wirus ASF. W ubiegłym tygodniu taki czarny scenariusz spełnił się w Malinówce (gmina Sawin) w gospodarstwie Jana Łubkowskiego. Trzodę chlewną hodował od 40 lat. To rodzinne gospodarstwo – inwestycja, ale też pasja, duma. Pan Jan nigdy nie przypuszczał, że w jeden dzień jego działalność i główne źródło utrzymania legnie w gruzach, a w zasadzie padnie. Gdy zauważył, że kilka sztuk świń jest osłabionych, a niektóre mają sine ślady za uszami, natychmiast zawiadomił lekarzy weterynarii. Ci od razu domyślali się najgorszego – że świnie są zarażone ASF. Od kilku miesięcy wirus dziesiątkował w okolicy dziki. Ale pan Jan nie spodziewał się, że jego świnie zachorują. Doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie ze sobą afrykański pomór świń i stosował się do wszelkich zaleceń służb weterynaryjnych. Pobrano próbki do badań. We wtorek nadeszły wyniki z Krajowego Laboratorium Referencyjnego ds. ASF tj. Państwowego Instytutu Weterynaryjnego – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach. Potwierdziły one, że w gospodarstwie w Malinówce wystąpiło ognisko ASF. Było to 111. ognisko wirusa w kraju, siódme w tym roku. Bezzwłocznie wydano decyzję o uboju całego stada. W środę w gospodarstwie pana Jana zjawili się pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Chełmie. Stado było tak liczne, że potrzebne były dodatkowe ręce do tej niewdzięcznej, ale koniecznej pracy. Z pomocą przyszli m.in. inspektorzy weterynarii z Krasnegostawu. Prace przy uboju ogromnego stada świń nadzorowała Agnieszka Lis, powiatowy lekarz weterynarii w Chełmie, a także jej zastępca Arnold Sawicki. To było pierwsze i oby ostatnie tego typu zadanie dla inspektorów w powiecie chełmskim.

Jak dokonuje się uboju tylu zwierząt? Taśmowo, ale humanitarnie. Inspektorzy najpierw używali specjalnych szczypiec do rażenia prądem. Słychać było ewentualnie krótki kwik i w tym samym czasie drugi z inspektorów przykładał zwierzęciu pistolet do czoła. Świnia pada. I tak 661 razy. Choć dla pana Jana to były straszne chwile, rozumiał, że nie ma innego wyjścia i stado trzeba zlikwidować. Mężczyzna nie kryje słów uznania dla inspektorów, którzy – jak mówi – profesjonalnie wykonali to niewdzięczne zadanie.

– Fakt, że w naszym stadzie wystąpiło ognisko ASF, było dla nas zaskoczeniem, bo przestrzegaliśmy wszelkich wytycznych – mówi pan Jan. – Gdy już badania potwierdziły, że to afrykański pomór świń, jasne było, że stado należy zlikwidować, a nam nie pozostaje nic innego jak podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem. Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, czy nadal będziemy hodować świnie. Musimy to przemyśleć. Na razie przez co najmniej cztery miesiące nie możemy prowadzić działalności. Tak czy inaczej jesteśmy wdzięczni służbom weterynaryjnym, bo w tej ciężkiej sytuacji naprawdę zachowali się jak należy i służyli nam pomocą.

Nieszczęścia chodzą parami

Również w poniedziałek w Tarnowie, w sąsiedniej gminie Wierzbica, potwierdzono ognisko ASF w gospodarstwie, w którym hodowano 15 świń. Odnotowano je jako 110. ognisko wirusa w kraju. Zwierzęta zostały ubite we wtorek. Także przy asyście policji. Dla właścicieli to było ogromne przeżycie.

– Byłam w domu, nie chciałam na to patrzeć, serce mi pękało – mówi kobieta. – Najgorsze w tej sytuacji było to, że nie mieliśmy wpływu na to, co się wydarzyło i mogliśmy tylko się z tym pogodzić. Pozostało rozgoryczenie i pusty chlew. Nie wyobrażam sobie, jak może czuć się ten pan, któremu wybito kilkaset sztuk.

Andrzej Chrząstowski, wójt gminy Wierzbica, również nie ukrywa żalu.

– Strasznie przykra sprawa i ogromna strata dla hodowców – mówi Chrząstowski.

Inspektorzy weterynarii zapewniają, że dla nich sytuacja też łatwa nie jest, ale muszą robić to, co do nich należy.

– Dwa ogniska zostały zlikwidowane, zwierzęta zabite i przekazane do utylizacji pod dozorem policji – informuje Agnieszka Lis, powiatowy lekarz weterynarii. – Obecnie trwa czyszczenie i dezynfekcja gospodarstwa. Przystąpiliśmy do kontroli hodowli trzody chlewnej w okolicy. Jeszcze raz apelujemy do hodowców o ścisłe przestrzeganie zasad bioasekuracji w tej wyjątkowej sytuacji.

Radosław Brzózka, rzecznik prasowy wojewody lubelskiego, informuje, jakie działania podjął Lubelski Urząd Wojewódzki w tej sprawie.

– Wyznaczono strefy zakażenia w promieniu trzech kilometrów wokół ogniska, przegląd gospodarstw i wydano nakazy uboju świń tam, gdzie będzie niewłaściwa bioasekuracja lub stwierdzone podejrzenia choroby – wymienia Brzózka. – Następnie wyznaczono na kolejne siedem kilometrów, czyli dziesięć kilometrów od ogniska, strefę zagrożoną i nakazano prowadzenie tam przeglądu gospodarstw. Zarządcy dróg mają obowiązek na swoich drogach oznakować strefy oraz wyłożyć maty ze środkiem dezynfekcyjnym.

Katarzyna Szczubiał z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Lublinie nie wyklucza, że możliwe są kolejne ogniska ASF. Najgorsze, że kolejne restrykcje związane z wprowadzeniem stref zakażenia powodują, iż hodowcy trzody chlewnej w okolicy nie mają szans na zbycie owoców swojej pracy.

– To jest dramat dla hodowców, u których dokonano uboju ze względu na ogniska ASF, ale także dla innych hodowców świń z wyznaczonych tam obszarów zapowietrzonych – mówi Szczubiał. – Tam świnie stoją i nie mogą się przemieszczać. To dla hodowców wielkie nieszczęście. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją.

Martwe świnie przetransportowano do „Bacutilu” w Zastawiu koło Kurowa. Do sprawy wrócimy. (mo)