Zwalniają, redukują i… zatrudniają?

Dyrekcja Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej zatrudnia „swoich” w administracji i na kierownicze stanowiska, a jednocześnie wręcza wypowiedzenia personelowi medycznemu – alarmują szpitalne związki zawodowe, z których trzy zaostrzyły formę sporu zbiorowego, przeprowadzając referendum strajkowe. Odejście lekarzy, pielęgniarek i salowych od łóżek pacjentów staje się coraz bardziej prawdopodobne.


Zamiast negocjować kompromisowe propozycje zmian w siatce płac, dyrektor COZL, Jerzy Kuliński, jednostronnie narzuca redukcje przekraczające nawet zapowiadane wcześniej 50 proc. wynagrodzeń. Dla lekarzy to nie tylko dyshonor, ale prosta zachęta, by szukali bardziej popłatnego miejsca pracy. Dla pielęgniarek, sanitariuszy, laborantów, diagnostów czy salowych to jednak po prostu głodowy dyktat. W tej chwili jedynie odpowiedzialność załogi chroni szpital przed całkowitym paraliżem, ale najgłębsze nawet pokłady cierpliwości kiedyś muszą się skończyć i zdaje się, że w COZL dzieje się to właśnie teraz.
Tłumaczenia dyrekcji, że przecież tak ogromne cięcia „dotyczą tylko podstawy wynagrodzeń, a są jeszcze dyżury i nadgodziny” przez pracowników są odbierane jako bezczelność i chęć dodatkowego uzależnienia załogi od widzimisię kierownictwa. Również próby obracania przeciw zatrudnionym w COZL opinii publicznej przez ogłaszanie rzekomo niebotycznych zarobków w szpitalu (w rzeczywistości nie odbiegających nadmiernie od średniej w branży) nie poprawiają atmosfery w placówce. Na gmachu Centrum już wiszą flagi gotującej się do strajku „Solidarności”, rozprowadzane są ulotki tłumaczące motywy działania związkowców, zaś i dyrekcja i pracownicy prowadzą wojnę na oświadczenia i komunikaty prasowe. TAK